szukaj
O człowieku, który z własnej woli pomaga uchodźcom
Święty Tomasz z Oławy
Byli uchodźcami z daleka, więc przyjął ich do siebie. Jedni twierdzą, że zwariował, inni, że ratuje honor całej Polski.
Tomasz Wilgosz z Tonim (z prawej) i Mimozem
Bartek Sadowski

Tomasz Wilgosz z Tonim (z prawej) i Mimozem

Syryjczycy mówią o nim anioł, a wtedy on ze skromności cały się rumieni. Przecież nie robi nic wielkiego. Dał im tylko mieszkanie, płaci za nich rachunki, pomaga znaleźć pracę, załatwia 500+, zasiłki i inne urzędowe sprawy, zaprasza na wspólne wyjazdy, a gdy jest ciepło – na grilla. No i od czasu do czasu podrzuci im stówkę lub dwie, ale tak dyskretnie, żeby nie nadwerężyć za bardzo ich syryjskiej dumy.

Już dwa lata są razem. W małej Oławie, 27 km na południowy wschód od Wrocławia. Tomasz Wilgosz i jego polska rodzina – żona oraz trójka dzieci – i rodzina syryjska, a właściwie dwie.

Przylecieli do Polski w 2015 r., razem ze 150 innymi Syryjczykami, których sprowadziła Fundacja Estera i którzy w atmosferze skandalu trafili do parafii i rodzin w całym kraju. Większość sprowadzonych już dawno uciekła od swoich opiekunów – wybrali dobrobyt zachodnioeuropejski. Zostali nieliczni, zaledwie 13 rodzin, w tym właśnie oławscy Syryjczycy Tomasza.

Tomasza nachodzi czasem myśl, że może już wystarczy tego miłosierdzia, może już powinien przeciąć pępowinę? Ale nie potrafi.

Jako Samarytanin

Jeszcze do niedawna jego życie było zwyczajne. Po skończonych studiach, teologii i matematyce, umiejętnie połączył racjonalność z metafizyką, założył firmę marketingową. Założył też rodzinę. Trójka dzieci, żona nie chciała więcej, więc na tym poprzestali.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj