szukaj
Sprawa Togijczyka niewpuszczonego do autokaru. Polityka nienawiści zbiera pierwsze plony
Cenę za rasistowską i ksenofobiczną histerię rządu płacą w Polsce przypadkowi cudzoziemcy.
Cenę za rasistowską i ksenofobiczną histerię rządu płacą w Polsce przypadkowi cudzoziemcy.
Matthew Wiebe/Flickr CC by 2.0

Cenę za rasistowską i ksenofobiczną histerię rządu płacą w Polsce przypadkowi cudzoziemcy.

Rodzina Togijczyka skarży się, że nie został on wpuszczony do autokaru z powodu rasistowskich uprzedzeń kierowcy. Łotewski przewoźnik tłumaczy: pasażer nie chciał zapłacić za nadbagaż i zachowywał się „niegrzecznie”. Tymczasem po stronie kierowcy stają Polacy: skoro pasażer był czarnoskóry, kierowca miał prawo mieć obawy.

Dziennikarka i socjolożka Ludwika Włodek opisała historię swego szwagra, który w ostatni piątek na dworcu Warszawa Zachodnia nie został wpuszczony na pokład autokaru linii Ecolines jadącego do Berlina. Mówiący po rosyjsku kierowca miał odmówić „pod pretekstem, że szwagier na pewno ma nóż i jest terrorystą” – napisała Włodek. Pasażer wezwał policję, ale ta nic nie wskórała.

Z Togijczykiem nie można się skontaktować, przez najbliższe trzy tygodnie będzie w podróży. Na lotnisko w Berlinie zdążyła go zawieźć żona Matylda, która opowiada: – Kierowca powiedział wyraźnie policjantom, że go nie weźmie, bo jest niebezpieczny i ma nóż. Policjanci niczego takiego nie stwierdzili i prosili kierowcę, żeby go zabrał. Tak samo ochrona dworca, tak samo pasażerowie, których kierowca i stewardessa trzymali zamkniętych w autokarze.

Jedna z pasażerek autokaru, która chce zachować anonimowość, napisała do rodziny, że jest oburzona postawą kierowcy: „Obsługa kazała nam siedzieć cicho i nie wtrącać się”.

Prawnicy: Nie można dyskryminacyjnie odmawiać komukolwiek usługi

Ci, którzy „nie są rasistami, ale” – pytają, czy można odmówić świadczenia usługi ze względu na kolor skóry czy orientację seksualną klienta. Rok temu próbował na to odpowiedzieć pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Wojciech Kaczmarczyk, który oświadczył: „Nie wstydzę się uważać, że swoboda świadczenia usług dotyczy obu stron. Nie sądzę, by prawo powinno coś nakazywać lub zakazywać”.

Ale niezależnie od szokujących poglądów pełnomocnika obowiązujące w Polsce prawo zakazuje dyskryminacji. – Nie można odmawiać komukolwiek usługi świadczonej publicznie ze względu na pochodzenie rasowe, etniczne, kolor skóry – mówi POLITYCE Rzecznik Praw Obywatelskich dr Adam Bodnar. Tu kluczowa jest ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (czyli tzw. ustawy równościowej). – Tutaj bezpośrednie zastosowanie ma art. 6. tej ustawy. To są przepisy będące wdrożeniem Dyrektywy UE 2000/43 o zakazie dyskryminacji rasowej – wyjaśnia Bodnar, który z własnej inicjatywy zainteresował się sprawą Togijczyka.

Także Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego zaoferowało pooszkodowanemu bezpłatną pomoc prawną. – I jeśli będzie takie jego życzenie, poprowadzimy proces sądowy w tej sprawie – zapowiada dr Krzysztof Śmiszek z PTPA. Prawnicy uważają, że mężczyzna może złożyć pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie za odmowę wykonanania usługi.

Jak dodaje Śmiszek, jeśli działania usługodawcy były motywowane kolorem skóry klienta, można mówić o rasizmie i dykryminacji. A to wypełnia nie tylko znamiona art. 138. Kodeksu wykroczeń, ale właśnie tzw. ustawy równościowej. Przyjęta w 2010 r. ustawa zakazuje dyskryminacji z powodu rasy i pochodzenia etnicznego w dostępie do dóbr i usług publicznie dostępnych. – Taką usługą jest usługa transportowa. Ustawa przewiduje odpowiedzialność cywilną usługodawców za działania dyskryminacyjne – tłumaczy Krzysztof Śmiszek. Co ważne, w postępowaniu o dyskryminację prawo przewiduje przeniesienie ciężaru dowodu na pozwanego. – Zatem to przewoźnik będzie musiał udowodnić, że miał obiektywne powody, aby uznać kolor skóry pasażera za wystarczający powód, żeby odmówić usługi – mówi Śmiszek. – Nie wróżę tu sukcesu w przekonaniu sądu, że kolor skóry może być takim powodem.

Przewoźnik: Gdyby zapłacił za bagaż, tobyśmy go wzięli

Ale przewoźnik raczej nie będzie próbował takiej argumentacji. O sprawie wie już centrala firmy na Łotwie i widzi ją zupełnie inaczej. – Pasażera nie wpuszczono wyłącznie ze względu na złamanie regulaminu i warunków przewozu osób i bagażu. Innego powodu nie było – mówi POLITYCE Jegor Ribzamen z zarządu firmy.

Twierdzi, że pasażer przekroczył bezpłatny limit i nie chciał zapłacić za nadbagaż. Matylda: – Bagaż był regulaminowy, wystarczyło dopłacić. Kierowca, zamiast to mężowi wytłumaczyć, zaczął na niego krzyczeć.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj