Aborcja powoduje raka – krzyczy billboard ustawiony pod Krakowem
Kwestie medyczne nie powinny być dyskutowane z pozycji wiary i straszenia klątwą za grzechy, ale w oparciu o weryfikowalne fakty. Błahy przykład billboardu jest dobrą okazją, by sobie o tym przypomnieć.
Billboard o wpływie aborcji na zachorowanie na raka.
Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Billboard o wpływie aborcji na zachorowanie na raka.

Aborcja powoduje raka – krzyczy ustawiony pod Krakowem billboard. To nieodpowiedzialne podgrzewanie lęków, że ingerencja w naturalną płodność skończy się dla kobiety karą boską. Ale pytanie o związek pomiędzy historią reprodukcyjną a zachorowaniem na nowotwory zadają sobie także poważni naukowcy.

Ostatnie miesiące to fala kampanii antyaborcyjnych, które przekonują, że przerwanie ciąży jest dla kobiet szkodliwe, niebezpieczne, grzeszne, niezgodne z prawem bożym etc. Teraz mamy nowy przykład niemerytorycznej agitacji: straszenia kobiet, że przerwanie ciąży ściągnie na nie chorobę nowotworową.

„Badania dowodzą, że przynajmniej 80 proc. kobiet, u których stwierdzono raka piersi, jajnika, mózgu, dokonało wcześniej aborcji” – takiemu napisowi na billboardzie towarzyszy zdjęcie modelki w kitlu, ze stetoskopem przewieszonym przez szyję. Billboard stoi w Przegini pod Krakowem, jego autorem jest samozwańczy instytut założony przez „przewodniczkę duchową”, „miłośniczkę znikania w szamańskim kontakcie z przyrodą i Wiecznym Teraz” oraz „doświadczonego Wojownika na ścieżkach transformacji własnej i innych, myśliwym świadomości, znającym dobrze mapy meandrów umysłu”.

Jak wyjaśniają twórcy billboardu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, jest to eksperyment społeczny, mający przenieść dyskusję o aborcji poza ramy kontekstu politycznego czy kościelnego. „My chcemy mówić o faktach”. Ale faktów brak, autorzy akcji powołują się na własne obserwacje.

Jaki sens ma zajmowanie się jednym krzykliwym billboardem? To tania sensacja, która obraża pacjentki onkologiczne, sugerując, że ich choroba może mieć związek z dokonaną wcześniej aborcją. Ale przy tej okazji warto rozwiać parę mitów, bo kwestia związku pomiędzy rodzeniem, nierodzeniem a zachorowalnością na nowotwory od dawna intryguje poważne środowiska naukowe. Medycyna przynajmniej od XVII w. zastanawia się nad istnieniem tego związku. Co ustalono?

Hormonalny mechanizm kobiety

Teoria, wedle której istnieje związek między przerwaniem ciąży a późniejszym zachorowaniem na raka, nie jest nowa. Medycy szukali tej zależności już 400 lat temu i od tej pory ogłaszane były co jakiś czas wyniki badań, najczęściej sprzeczne. Naukowcy wiedzą, że istnieje związek między historią rozrodczą kobiety a jej prognozami zdrowotnymi na przyszłość – ale nie zawsze udaje się te zależności uchwycić i wytłumaczyć. Do dziś związku między przerwaniem ciąży (indukowanym lub naturalnym) a zachorowaniem na nowotwór nie stwierdzono.

Widać jednak, że kobiety, które nie rodziły albo nie karmiły piersią lub karmiły za krótko, mają większe ryzyko zachorowania na raka piersi. Z drugiej strony – tuż po urodzeniu żywego dziecka kobieta liczy się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania, ale jest ono przejściowe. Naukowcy szukają czynników zwiększających to ryzyko i umieją już je wskazać: wcześniejsza pierwsza miesiączka, późniejsza menopauza, niekarmienie lub krótkie karmienie piersią. Medycyna dostrzega związek przyczynowo-skutkowy między aktywnością hormonalną w organizmie kobiety a podatnością na zachorowanie.

Nic dziwnego, że interesowano się ewentualnym wpływem, jaki miałoby nań także poronienie, naturalne lub sztuczne, ponieważ każde z nich powoduje wahnięcie w hormonalnym ustroju kobiety. Jeszcze w połowie lat 90. pojawiały się badania, które taki kancerogeny związek sugerowały. Ale zostały odrzucone – ich metodologia obarczona była błędem, próba była zbyt mało reprezentatywna lub podważano wiarygodność badanych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj