Głos młodego pokolenia: Dlaczego z KOD-em (i opozycją) im nie po drodze?
Dopóki opozycja nie oczyści swoich szeregów z ludzi kompletnie skompromitowanych, niech nie liczy, że ktokolwiek jej wysłucha. Nawet w tak ważnej sprawie jak anihilacja Sądu Najwyższego.
Protest KOD
Flickr CC by 2.0/Wikipedia

Protest KOD

Komitet Obrony Demokracji zaprasza na demonstrację pod Sejmem w niedzielę, 16 lipca. Obawiam się, że po raz kolejny jest to wołanie na puszczy. Mimo że nowa ustawa o Sądzie Najwyższym faktycznie narusza demokratyczne standardy i podważa trójpodział władzy w Polsce, interesuje to tylko niewielką grupę młodych ludzi.

Oczywiście powstawały już analizy na ten temat. Grzmiał na łamach „Newsweeka” Piotr Pacewicz, mówiąc o „obywatelskim lenistwie” młodzieży, która „woli odsypiać sobotnie imprezy”. W 2015 r. większość wyborców przed 30. rokiem życia poparła albo PiS, albo oddawała swoje głosy zupełnym politycznym hochsztaplerom z koterii Korwin-Mikkego lub Kukiza. Mówiło się dużo o zmęczeniu elitami, o buncie wobec systemu.

Cóż z tego, skoro na kontrmiesięcznicy przed kilkoma dniami przemawiał Włodzimierz Cimoszewicz, postkomunistyczny kandydat na prezydenta z 1990 r., młodym ludziom kojarzący się z raczej z cyniczną wypowiedzią o potrzebie ubezpieczania niż z wprowadzaniem Polski do Unii Europejskiej?

Opozycjonistom z PRL trudno zdobyć młodych

Tak, Cimoszewicz ze swoim emploi spokojnego leśniczego z Hajnówki to nie Miller obiecujący ludziom, że „gruszki wyrosną na wierzbach”, jeśli im tak rozkaże. Nie zmienia to faktu, że mamy 2017 r., a ludziom zblatowanym ze sceną polityczną od lat 70. – nawet jeśli zachowali w tym czasie pewne standardy – trudno zaskarbić sobie przychylność młodych wyborców. Skrajnym przykładem skompromitowanego opozycjonisty jest Roman Giertych. To sytuacja paradoksalna, w której 23-latek musi przypominać znacznie starszym od siebie rodowód polityczny adwokata Michała Tuska.

Cynicznym politykom szeroko rozumianego centrum wystarczyło kilka lat w czyśćcu, żeby wybaczyć Giertychowi swoisty chocholi taniec, który wyprawiał przed dziesięcioma laty jako minister edukacji. Mowa o człowieku, dla którego „Trans-Antlantyk” Gombrowicza był historią o dezerterze wojennym, który wyjechał do Argentyny w poszukiwaniu „wrażeń”. O człowieku odpowiedzialnym za zmartwychwstanie Ruchu Narodowego, Marsz Niepodległości i ksenofobiczne nastroje Polaków. Mowa o człowieku, który w ostatnich wyborach parlamentarnych kandydował do Senatu z list wielce oświeceniowej Platformy Obywatelskiej. Bezkompromisowość to ważna cecha tak w życiu, jak w polityce. W środowisku Platformy najwyraźniej uważana za słabość.

Pseudoliberalizm PO to zresztą osobny temat, rozciągający się od 8 lat kompletnego nieróbstwa w sprawach światopoglądowych (cementując konserwatywny status quo), po posłów zapalczywie chroniących informacje o swoim życiu prywatnym, tak żeby opinia publiczna nie dowiedziała się o ich homoseksualizmie. Ci sami posłowie straszą przed „religią smoleńską” i namawiają do brania udziału w kontrmiesięcznicach.

Tyle że to spór aksjologiczny, rozgrywający się na stykach różnych wartości, owszem ważny, ale raczej dla ludzi mieszkających w Warszawie. Z perspektywy prowincji zdjęcia przedstawiające Władysława Frasyniuka wynoszonego przez policjantów bledną. Ginie wymiar sporu o „przestrzeń publiczną”, zastępowany przez proste rozpoznanie w rodzaju „jedni wierzą w Boga, a drudzy nie”.

PiS zapowiedział kontynuowanie miesięcznic do 2020 r., opozycja stawiając się miesiąc w miesiąc na Krakowskim Przedmieściu, zupełnie rozmieni się na drobne. Trudno będzie później powiedzieć: „Hej, teraz chodzi o coś dużo poważniejszego!”.

To nie jest tak, że teraz młodzi ludzie odwrócili się od Platformy i innych frakcji opozycyjnych. Te już od dawna nie miały swoim wyborcom do zaoferowania niczego poza rozwiązaniami z repertuaru: „zmień pracę&weź kredyt”. To właśnie istota sukcesu PiS – wszak nawet zastąpienie demokracji demokraturą nie sprawi, że będziemy ustawiać się w długich kolejkach do sklepów, albo że Netflix przestanie działać. Retoryka „ciepłej wody” zwyciężyła.

Janek Rojewski – ur. 1994, studiuje w Instytucie Kultury Polskiej UW, publikował teksty publicystyczne i poezje w „Arteriach”, „Odrze”, „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”. Jest laureatem nagrody im. Rafała Wojaczka.

Powyższy tekst przedstawia poglądy autora.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj