Jak to się dzieje, że jednym zmiany PiS się podobają, a inni czują się zagrożeni
Nigdy wcześniej nie musiałam iść na żadną demonstrację poza Paradą Równości. Nie czułam się zagrożona. A teraz polityka wciąż stuka do moich drzwi.
Nie ma wyborców dwóch partii, są ludzie żyjący w rzeczywistościach równoległych.
Lukas Plewnia/Flickr CC by 2.0

Nie ma wyborców dwóch partii, są ludzie żyjący w rzeczywistościach równoległych.

O polityce na blogu piszę rzadko, bo mam poczucie, że to nie miejsce na tego typu rozważania. Jednocześnie – jako historyk, socjolog, pracownik czasopisma polityczno-społecznego, osoba zaangażowana i zainteresowana światem – nie mam dnia bez polityki. I dziś, kiedy historia przebiega truchtem pod moim oknem, zmieniając być może na wiele lat podstawy ustroju mojego kraju, myślę, że Was w mój świat zabiorę. Mój bardzo skomplikowany świat człowieka, który coś chce przez czas, nawet zły, przenieść.

Sprawa sądownictwa rozpalająca w ostatnich dniach umysły i serca jest dobrym miernikiem tego, co właściwie się wokół nas dzieje. Zamach na trójpodział władzy, który obserwujemy, dla jednych jest zamachem na podstawy ustroju i końcem zarówno państwa prawa, jak i demokracji; dla innych – spodziewaną i wyczekiwaną zmianą. Jednocześnie obie strony chcąc nie chcąc muszą się nienawidzić – jedni niszczą system, drudzy bronią przegniłych struktur. Czy obie strony mają równe racje? Nie. Podważanie trójpodziału władzy nie jest dobre dla nikogo. Dlaczego? Otóż nawet popierając takie zmiany, należy przeprowadzić prostą operację myślową. Wyobraźmy sobie, że u władzy są ludzie, z którymi się nie zgadzamy; ludzie robiący rzeczy, na które nie ma naszej zgody – niezależnie od tego, jaka to partia czy światopogląd. Czy na pewno chcemy, by zniknęły niezależne sądy? Bez nich jesteśmy bezbronni. Czy chcemy, żeby sędziowie byli jakkolwiek uzależnieni od polityków? By bali się trafić do więzienia, jeśli wydadzą wyrok, który się nie spodoba rządzącym? Wszystkie przywileje sędziów, które budzą wśród wielu tyle kontrowersji, służą temu, by sędziowie byli niezależni. Bo to nasza jedyna ochrona przed tym, by wybrana – nawet demokratycznie – władza musiała się kogoś posłuchać. To jak w tej znanej historii o młynarzu, który przypominał cesarzowi, że są jeszcze sądy w Berlinie. Bez sądów w Berlinie wszyscy przegramy z cesarzem.

Sądy, ostatni bezpiecznik

Ale jednocześnie wiem, że ludzie, którzy uważają zmiany, jakie zachodzą, za dobre, widzą sprawę inaczej. Być może nie raz i nie dwa spotkali się z wyrokiem, który uznali za niesprawiedliwy. Może sędzia, na którego się natknęli, był niemiły, niekompetentny, może po prostu arogancki. Może czytali o wszystkich przypadkach, kiedy sędzia okazał się nieuczciwy, a na takie historie można się było ostatnio często natknąć w prasie (nieprzypadkowo).

Nie mogę wykluczyć, że część osób jest święcie przekonana, że sądy są już całkowicie upolitycznione i nowe ustawy nic nie zmieniają, tylko sankcjonują stan faktyczny. Jestem absolutnie pewna, że sporo osób nie jest w stanie odróżnić sprawiedliwości w pojmowaniu osoby prywatnej – która uważa, że sąd powinien zrozumieć jej postawę – od sprawiedliwości rozumianej z punktu widzenia prawa – która niekoniecznie pokrywa się z tą sprawiedliwością „zdroworozsądkową”. To jak z przepisami o przedawnieniu. Są konieczne, by system działał, ale czasem aż trudno przejść do porządku dziennego, kiedy słyszymy, co się przedawniło. Ale nie czyni to zasady złą.

Zdaję sobie sprawę, że niechęć do sądów w Polsce narastała latami, była wykorzystywana politycznie i stanowi jedno z głównych spoiw wśród bardzo różnych wyborców partii rządzącej. A jednocześnie przy całej tej świadomości przeraża mnie, jak łatwo i szybko można nam wszystkim spod stóp wysunąć to jedno z ostatnich zabezpieczeń przed władzą autorytarną, jakim są niezależne sądy.

Żyjemy w światach równoległych

Objęcie umysłem tego, co stało się z polityką w Polsce, jest trudne. Trzeba zacząć od tego, że dziś nie mamy wyborców dwóch partii, ale ludzi żyjących w rzeczywistościach równoległych. Jeśli dla jednych ważne osobistości w państwie zginęły w wypadku lotniczym, a dla drugich ktoś je z premedytacją zamordował, a państwo nie zareagowało, to nie ma tu wielkiego pola do negocjacji. Bo to nie dwa poglądy, tylko dwa światy.

Nie znaczy to, że oba są równie prawdziwe, ale mamy w kraju ludzi, którzy żyją w zupełnie innej rzeczywistości, innym świecie, w innej Polsce. Tak po prostu. Czy można ich przekonać, że się mylą? Trudno powiedzieć, skoro argumenty nie działają. Arogancka postawa części środowisk też nie pomaga. Czy ich rzeczywistość jest przez to dla nich samych mniej prawdziwa? Ależ skąd. To jest coś, co się trochę w głowie nie mieści, ale dużo tłumaczy. Kiedy ja żyłam w ostatnich latach w kraju demokratycznym, w którym rządziła partia polityczna, z której niektórymi poglądami się zgadzałam, inni żyli w kraju, w którym elity umówiły się z obcym krajem, by wykończyć opozycję. Dwa światy obok siebie. Punktów stycznych niewiele.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj