Przyzwolenie na ksenofobię rozgościło się u nas jak kleszcze
Na przystanku mieszczącym się w prestiżowej dzielnicy nieopodal budynku Giełdy Papierów Wartościowych i Kościoła św. Aleksandra wiatę zdobi napis, cytuję: „Wypierdolić imigrantów z Polski”.
Napis wali po oczach. Jak porozmawiać o tym z nastoletnim synem?
Newtown grafitti/Flickr CC by 2.0

Napis wali po oczach. Jak porozmawiać o tym z nastoletnim synem?

Na przystanku 127 stoję z dwójką dzieci, ulica Książęca, wokół motocykliści podkręcają decybele, strasząc kaczki, przechodniom kapelusze od tych decybeli spadają. Głośny wydech motocyklisty zwraca uwagę bardziej niż spódnica mini o szerokości listka gumy do żucia.

Ogólnie nie przepadam za dyszącymi mężczyznami, wolę nieśmiałych milczków. Zastanawiam się od lat, czy nie kupić sobie wyciszających słuchawek na uszy, ale boję się, że nie usłyszałabym czyjegoś wołania o pomoc. A stołeczna komunikacja miejska jest od niedawna równie niebezpieczna co seks bez zabezpieczeń – to loteria. Na przystanku mieszczącym się w prestiżowej dzielnicy nieopodal budynku Giełdy Papierów Wartościowych i Kościoła św. Aleksandra (przy okazji – ekshumacja cara wykazała pustą trumnę! – a kuku) wiatę zdobi napis, cytuję: „Wypierdolić imigrantów z Polski”.

Staram się zasłonić napis swoją piersią, ale biustu bozia mi poskąpiła. Jak odjadę, to odsłonię, stać na zawsze nie mogę, bo porcelanowej urynałki z domu na miasto nie zabrałam. Staram się zetrzeć napis, ale na sucho nie schodzi. Pluję w chusteczką higieniczną, ile wlezie, pluję doskonale, lata praktyk na boisku, ale młodszy syn ma ochotę wpaść pod rowerzystę, więc muszę pakować go do wózka. Napis wali po oczach. Jak porozmawiać o tym z nastoletnim synem? Wersja pierwsza to wersja pod tytułem: „Nie histeryzujmy”.

No widzisz kochanie, taki nieparlamentarny język wandali. Chociaż taśmy pokazały, że ministrowie klną, więc parlamentarny. Pewnie ktoś upił się po drodze z meczu i chciał zaimponować innym koleżkom z grupy. Ale to tylko jednostkowe przypadki. Polacy wcale nie są rasistami, imigranci są mile widziani w Polsce, np. ze stryjkiem Jurkiem pracują na budowie mili panowie spod Kijowa, a przecież w twojej drużynie trenuje chłopiec z Nigerii, a jego tata pobity był tylko raz. Zgłosimy brzydki napis do ZTM i zaraz służby usuną.

Wersja empatyczna: „Od tysięcy lat ludzie bali się przyjezdnych, bo przyjezdny to ktoś obcy. Może oznaczać zagrożenie. Np. może okazać się lepszy od ciebie w pracy, albo chory, i będziesz musiał solidarnie pomóc mu w leczeniu z własnej składki”.

Fragment wpisu blogowego Agaty Passent. Przeczytaj w całości »

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj