Google zwalnia autora seksistowskiej notatki, ale to tylko działanie na pokaz. Dyskryminacja trwa
Seksistowska Dolina
Departament Pracy USA zarzuca korporacji systemową dyskryminację kobiet. Ostatni skandal tylko naświetlił od dawna istniejący problem.
Google ujawnił dane dotyczące demografii zatrudnienia – tylko co piąte stanowisko w prestiżowym dziale technologii (a nie na przykład w sekretariacie) przypada kobiecie.
Twitter

Google ujawnił dane dotyczące demografii zatrudnienia – tylko co piąte stanowisko w prestiżowym dziale technologii (a nie na przykład w sekretariacie) przypada kobiecie.

„Nie jestem seksistą, ale kobiety nie nadają się do pracy w IT i do zarządzania ludźmi” – tak można podsumować wewnętrzny dokument z centrali giganta informatycznego Google. Firma z hukiem zwolniła autora tekstu, ale to nie umniejsza jej kłopotów.

Departament Pracy USA zarzuca korporacji systemową dyskryminację kobiet. A to kolejny skandal pracowniczy w Krzemowej Dolinie. Google to środowisko wrogie kobietom – mówi 60 byłych i obecnych pracownic firmy i rozważa pozew zbiorowy przeciwko korporacji. Od miesięcy kwestiom dyskryminacji ze względu na płeć w Google'u przygląda się amerykański Departament Pracy.

Firma ma kłopoty z dostarczeniem wymaganych dokumentów, ale z hukiem zwalnia inżyniera, który ogłosił, że kobiety – z racji swej biologii – mniej się nadają i do pracy w tej branży, i do pracy na kierowniczych stanowiskach w ogóle. Pytanie, czy to coś zmieni.

Czy Google to seksistowska firma?

Amerykański resort pracy podczas rutynowej kontroli dopatrzył się płacowych różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami, zajmującymi w firmie takie same lub analogiczne stanowiska. W kwietniu po raz pierwszy publicznie oskarżył Google o „systemowe różnice w wynagrodzeniach” i dyskryminację kobiet na tym tle.

Teraz rząd domaga się pełnej przejrzystości i ujawnienia wewnętrznej dokumentacji, w tym danych kontaktowych tysięcy pracowników, których chce pytać o warunki zatrudnienia. Google współpracuje z administracją na szczeblu federalnym, więc jest zobligowany do poddawania się audytowi. Ale firma nie chce kręcić na siebie bicza i konsekwentnie odmawia.

Jakby tego było mało, 60 byłych i obecnych pracownic właśnie zapowiedziało złożenie pozwu zbiorowego przeciwko Google'owi. Kobiety skarżą się, że zarabiały nawet o 2/3 mniej od kolegów mających podobne doświadczenie i umiejętności – różnice dotyczyły wysokości pensji, premii i opcji na akcje firmy. Wysokość wynagrodzenia miała do tego stopnia zależeć od płci, a nie od kwalifikacji, że jedna z kobiet zarabiała mniej od mężczyzn, którymi zarządzała.

Kobieta nie nadaje się do IT

Google w oficjalnych wypowiedziach zaprzecza oskarżeniom i przekonuje, że „na poziomie globalnym” różnic w wynagrodzeniach nie ma. Ale to nie znaczy, że kultura korporacyjna nie jest wobec kobiet krzywdząca. Jej przykładem może być stanowisko jednego z pracowników centrali, mistrza szachowego, absolwenta m.in. Harvardu, Princeton i Massachussets Institute of Technology.

James Damore opublikował wewnętrzny dokument, w którym przekonywał, że kobiety mają gorsze kwalifikacje, by pracować w branży IT, szczególnie na wyższych stanowiskach. Oryginał do pobrania tutaj. Choć na początku 10-stronicowego manifestu zastrzega, że daleki jest od dyskryminacji, opublikował wręcz doskonały przykład pełnego dyskryminujących założeń i stereotypów biologicznego esencjalizmu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj