Raport PAN: 122 miastom w Polsce grożą zapaść i marginalizacja
Niemal połowie z 255 średnich miast w Polsce grożą marginalizacja i zjawiska kryzysowe – wynika z analiz Polskiej Akademii Nauk.
Widok na miasto z wieży Bazyliki Mniejszej pod wezwaniem św. Jerzego w Kętrzynie.
Robert Robaszewski/Agencja Gazeta

Widok na miasto z wieży Bazyliki Mniejszej pod wezwaniem św. Jerzego w Kętrzynie.

Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN przebadał 255 średniej wielkości polskich miast, czyli miejscowości z liczbą mieszkańców mniejszą niż stolica województwa, ale powyżej 20 tys. osób. Wyniki są zatrważające: prawie połowie z nich, 122 miastom, grożą marginalizacja i zjawiska kryzysowe.

Problemy, z którymi mierzą się te miasta, dotyczą m.in. spadku liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych, wyjeżdżających z kraju lub emigrujących do większych ośrodków.

Prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN tłumaczy, że w większości miast, w których występują niekorzystne tendencje, problem jest ten sam. „Najważniejsze wyzwanie rozwojowe Polski niewątpliwie związane jest z demografią. Stąd też, ze względu na duże prawdopodobieństwo wyludnienia się, skrajnie zła pozycja takich miast jak Prudnik” – podkreśla. „Występują tu niekorzystne tendencje demograficzne, brakuje miejsc pracy, które utracono z powodu zmian podziału administracyjnego w 1999 r., kiedy 49 województw zastąpiło 16. Większe ośrodki wypłukują z tych miejscowości funkcje wyższego rzędu, a przemysł, który był jednym z głównych motorów napędzających te miasta, upadł. Do tego dochodzą kwestie niedostatecznego powiązania z siecią dróg wyższego rzędu: autostradami i drogami ekspertowymi. Dotyczy to np. Wałbrzycha czy Jeleniej Góry” – wyjaśnia prof. Śleszyński.

W największym stopniu problemy dotyczą Prudnika w woj. opolskim, Hajnówki w woj. podlaskim i Bartoszyc w województwie warmińsko-mazurskim. Wysoko znajdują się też Kętrzyn (warmińsko-mazurskie), Przemyśl i Sanok (woj. podkarpackie) oraz Grudziądz (woj. kujawsko-pomorskie).

Problemy demograficzne odnotowują także duże miasta

Demografowie szacują, że w 2035 r. Polska będzie miała tylko 36 mln mieszkańców. Prognozuje się, że przyrost ludności odnotują jedynie trzy województwa: mazowieckie – o 226 tys. osób, pomorskie – o 22,5 tys. osób i małopolskie – o 18,6 tys. osób.

Sztandarowym przykładem dużego miasta z poważnymi problemami demograficznymi jest Łódź. W 1988 roku Łódź liczyła już nawet 854 tys. mieszkańców, ale w III RP ich liczba tylko spada – do obecnych 725 tys. I końca wielkiej ucieczki z tego miasta nie widać. W 2035 r. ma ono mieć tylko 578 tys. mieszkańców, plasując się na czwartym miejscu w Polsce (a było na drugim miejscu po Warszawie).

Jak pisał w 2012 roku Marek Henzler „demograficznej dziury nie zasypią ani dodatkowe narodziny dzieci (za mało jest potencjalnych matek), ani migracja, zwłaszcza ze słowiańskiego Wschodu, bo demograficzna zapaść obejmie i kraje za Bugiem. W zasadzie może być tylko gorzej, bo najtrudniej oszacować jest skalę wyjazdów Polaków za granicę na stałe”.

Poza wszystkim będzie to miało konsekwencje polityczne. „Spadek liczby mieszkańców znaczniejszy będzie w regionach, w których więcej zwolenników ma dziś PiS i PSL, a mniejszy tam, gdzie częściej głosowano na PO, Ruch Palikota i SLD. Zakładając stałość uczuć politycznych obywateli, nawet po wejściu w wiek „moherowy” (Polska będzie się nie tylko wyludniać, ale i mocno starzeć), założyć można, że zwiększy się potencjalny elektorat partii pokroju PO, a nie PiS” – uważa dziennikarz POLITYKI.

Źródło: samorzad.pap.pl

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj