Sukces cenzury
Dobre pół wieku temu, niezależnie od wszechwładnej cenzury i równie czujnej autocenzury, zdarzały się fatalne wpadki przyprawiające dyrektorów wydawnictw czy też redaktorów naczelnych gazet o zawrót głowy. Tak było z przygotowaną na początku lat 50. przez wydawnictwo Iskry książką na rocznicę powstania Związku Walki Młodych. Już po wydrukowaniu nakładu spostrzeżono, że na jednej ze stron znalazło się nazwisko ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta z podwójnym „t”. Całe szczęście, że na skraju strony, w przeniesieniu „Bierut - ta”. Uzbrojono więc młodych redaktorów w żyletki i delegowano, aby starannie wyskrobywali to pierwsze „t” na skraju strony.

Gorzej zdarzyło się w innym wydawnictwie, gdzie zabrakło jednej literki i zamiast „według Marksa” znalazło się „według Marsa”, i to w samym środku strony. I znowu, już w wydrukowanym nakładzie trzeba było wycinać feralną stronę i wklejać nową. W „Ciekawej historii ONZ” Edmunda Osmańczyka z kolei wyjmowano cały arkusz, czyli aż 16 stron, bo na jednej z map znalazła się niewłaściwa granica między Finlandią a Związkiem Radzieckim.

Nic jednak nie można było już zrobić i na przemiał poszedł cały nakład tygodnika „Sportowiec”, kiedy jego naczelny w swoim stałym felietonie opowiedział się za udziałem polskiej reprezentacji na igrzyskach olimpijskich w 1984 r. w Los Angeles. Nasi tam nie polecieli, poleciał za to naczelny! Nadgorliwość święciła sukcesy na długo przed „Sukcesem”. to

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj