Głowa rozpalona od sukcesów
Jarosław Kaczyński ledwo objął urząd, a już widać pozytywne zmiany – synoptycy zapowiadają ochłodzenie, w Gliwicach wpadł kolejny pedofil, a słabo mówiącego po polsku Pawła Janasa zastąpił na stanowisku selekcjonera dobrze mówiący po angielsku Leo Beenhakker.

Tymczasem Kazimierz Marcinkiewicz stracił co prawda fotel, ale na szczęście nie stracił intymnego świata, w którym sobie żyje i od 9 miesięcy odnosi same sukcesy, spośród których największym było przekonanie szerokich kręgów wyborców, że od 9 miesięcy odnosi same sukcesy. W opinii samego Marcinkiewicza jego ostatnim dużym sukcesem było szybkie odwołanie Zyty Gilowskiej i uspokojenie rynków, dzięki czemu rynki zrobiły się tak spokojne, że można było znowu Gilowską powołać, tylko że ona już nie chciała, gdyż najwyraźniej nie była tak spokojna jak rynki.

Teraz Kazimierz Marcinkiewicz – polityk niezależny, któremu na posadzie premiera nie zależy – kulturalnie ustąpił fotel starszemu koledze, aby zostać nowym, lepszym komisarzem stolicy oraz kandydatem na jej prezydenta. Decyzję, jak powiada, podjął, gdyż Warszawę kocha i musi ją ucywilizować oraz przyspieszyć jej rozwój, a energii, wiedzy i doświadczenia ma tyle, że czuję, iż znowu mu się uda. Nie wyklucza, że przy okazji ucywilizuje także PiS, które jest partią dobrą, ale może być jeszcze lepszą.

Panie komisarzu, może zamiast w kółko przyspieszać i cywilizować, lepiej usiąść na chwilę w cieniu i włożyć coś na głowę. W przeciwnym razie prezes-premier znowu będzie krzyczał, każe oddać stanowisko i przesunie na inny ważny odcinek, w którym na pewno też jest jakiś fajny sukces do odniesienia.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj