Jedzmy papier
Po obcym ataku na polską głowę państwa mamy obcy atak na polskie wędliniarstwo. Oto 19 naukowców z ośmiu krajów, przedstawiających się jako członkowie grupy roboczej WHO, ogłosiło, że polskie wędliny zawierają zbyt dużo szkodliwych azotanów i azotynów. Podobno karmione naszą wędliną myszy i szczury skarżyły się na różne dolegliwości i generalnie diety tej nie wytrzymały. Szczegóły raportu znalazły się w najnowszym „The Lancet Oncology”, wywołując blady strach w polskim środowisku wędliniarskim.

Jak bez azotanów i azotynów robić smaczne i ładnie wyglądające w sklepie wędliny, pytają wędliniarze. Przecież tylko dzięki nim nasze szynki i polędwice uzyskują przedłużoną trwałość oraz swój niepowtarzalny amarantowy kolor z nutą indyjskiego różu. Bez dobroczynnego wpływu azotanów i azotynów najlepsza polska wędlina zaraz po przekrojeniu zrobi się sina i w ogóle nie będzie przypominać wędliny, tylko wiadomo co. W efekcie pozbawione azotanów i azotynów produkty trzeba będzie chronić nie tylko przed rozmaitymi komisjami UE i WHO, ale także przed dziećmi.

Oczywiście zamiast dodawać te substancje, mięso można po prostu peklować w soli, z tym że proces produkcyjny wydłuży się do miesiąca, a w tym czasie mięso może się zepsuć, a na rynku powstaną braki w zaopatrzeniu. Zresztą brak ulepszaczy mógłby wywołać słuszny bunt konsumentów, którzy azotany i azotyny na swoich stołach lubią i cenią. „Co zatem robić?”, pytają dramatycznie wędliniarze. Niespodziewanie odpowiedź znalazł Zenon K., wynalazca z Kujaw, który w rozmowie z „Fusami” proponuje powrót do tradycyjnych polskich metod wędliniarskich opartych na papierze.

Zenon K.: – Papier to produkt łatwo dostępny, czysty ekologicznie i w wędlinie niesłychanie trwały. Stosowaliśmy go szeroko w ubiegłych dekadach i dziś widać, że był to właściwy kierunek.

„Fusy”: – Ale papier w wędlinach jednak się nie przyjął.

– Trudno o jednoznaczną ocenę, bo przecież w latach 70. i 80. wędliny znikały ze sklepów błyskawicznie.

– Były jednak skargi na ich smak i jakość.

– Pamiętajmy, że to były początki. W wędliniarstwie używano papieru toaletowego, którego brakowało na rynku, więc dodawano go zbyt oszczędnie, zaniżając normy. Na dodatek, jak wiemy, był to papier kiepskiej jakości, nieciekawy w smaku, wytworzony z surowców wtórnych.

– A dziś?

– Dziś, w dobie społeczeństwa informatycznego, mamy do dyspozycji najlepszej jakości papier do drukarek, spełniający wszystkie europejskie normy. Ma on fantastyczny, kompletnie niewykrywalny smak, podobnie jak ceniony przez wyrafinowanych konsumentów ser tofu.

– To może zamiast papieru dodawać właśnie tofu?

– O ile się orientuję, tofu od dawna jest wytwarzany z papieru.

– A co z drogimi suchymi wędlinami, wymagającymi długiego leżakowania?

– Te można by produkować z akt IPN, oczywiście tych lepiej zachowanych.

– Myśli pan, że przy pomocy tradycyjnych polskich receptur uda się w przyszłości wyprodukować zdrową wędlinę zupełnie pozbawioną kłopotliwego mięsa?

– Wiemy, że na taką wędlinę czeka bardzo przywiązana do papierowych rozwiązań Unia Europejska. I my ją jej damy. Wierzę w papier, to produkt modny, zdrowy i smaczny. Nie od dziś wiadomo, że niepowtarzalny aromat naparu herbaty w torebkach pochodzi wyłącznie z papierowej saszetki, zaś jej tajemnicza i do dziś nieustalona zawartość zapewnia tylko właściwy kolor.

– Nie boi się pan, że klienci odmówią jedzenia papierowych wędlin?

– Panie redaktorze, pracuję w tej branży 40 lat, więc niczego się już nie boję.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj