AleGloria *****
Adres: Warszawa, Pl. Trzech Krzyży 3

Caryca stołecznej gastronomii – Magda Gessler – kroczy od sukcesu do sukcesu. Choć czasem się potknie. Otwiera restaurację jedną po drugiej. Ostatnio uruchomiła w świetle jupiterów, przy trzasku fleszy i szumie kamer, cały kompleks restauracyjny przy placu Trzech Krzyży w tzw. Domu Dochodowym. Mieści się tam – w sąsiedztwie najdroższych w stolicy sklepów – Ermenegildo Zegna i Burberry: Czaji – bar herbaciarnia, Embassy – ambasada dobrego smaku, Beluga – japan russia caviar bar, oraz okręt flagowy przedsięwzięcia: restauracja Ale Gloria.
Jaka nazwa – takie wnętrze. Już od drzwi prowadzących z placu w kierunku windy towarzyszą speszonemu gościowi zwisające z obu stron korytarzyka i tworzące łuk triumfalny białe girlandy przypominające koronkowe nogawki wspaniałych dessous mojej babci Eufrozyny. (Dziś nogawki owych majteczek występują w charakterze abażuru do lampy w letnim domu). Po zjechaniu do sal, a raczej wielu sal mieszczących się w piwnicach budynku wrażenie oszołomienia nie mija. A nawet rośnie. Białe koronki, gipiury, frędzle, wycinanki wiszą i zdobią wszystko: ściany, kolumny, pień drzewa wyrastający pośrodku lokalu, fotele i kanapy także.

Drugim elementem zdobiącym są truskawki malowane czy haftowane na setkach poduch i poduszek. Trzecim są gęsi. Małe, większe i wielkie. Na szczęście drewniane, więc nie włażące pod nogi.

Całość stwarza wrażenie sennego koszmaru lub scenografii do polskiego współczesnego filmu nazywanego komedią romantyczną.

Jak w filmie Hitchcocka napięcie wzrasta podczas lektury karty dań. Bystry potok, a w nim pstrąg wędzony z dressingiem zielonym. Bursztynowy rosół na cielęcinie uperfumowany szafranem. Pasztet fruwający z leśnego ptactwa w galarecie. Masłem i pieprzem sikające kijowskie kotlety na konfiturze....

Tylko z litości dla literackiego smaku czytelników oszczędzę dalszych cytatów.

Gotowi byliśmy uciekać przed kolejnymi przeżyciami. Widok na talerzach sąsiadów zatrzymał nas jednak przy stole. Zamówiliśmy: zieloną sałatę z krwistym rostbefem, rukolą, roszponką, owocem granatu i dressingiem owocowym – 36 zł (nazwa w karcie oczywiście inaczej brzmiąca), wątróbkę gęsią z galaretką z czarnej porzeczki i cassisem – 89 zł, chłodnik – 19 zł, sznycel wiedeński – 67 zł, dorsza z ziemniakami – 56 zł i naleśniki z pastą orzechową w sosie czekoladowym – 22 zł.

Już pierwsze kęsy uświadomiły nam, że wybaczamy restauratorce koszmar, jaki nam zafundowała budując lokal w stylu american dream dla gości o specyficznym guście, wybaczamy nawet krzykliwą propagandę. Foie gras, czyli gęsie wątróbki, były znacznie lepsze niż te, które mieliśmy okazję jeść w paryskim lokalu La Tour d’Argent. Były także znacznie droższe. Dorsz, który pływał w sosie z kaparami i sercami karczochów, w niczym nie ustępował daniu pierwszemu. To samo można i należy powiedzieć o wszystkich pozostałych potrawach. Jeśli więc macie Państwo silne nerwy (myślimy tu o wystroju) i sporo pieniędzy na przyjemności, to zachęcam: wybierzcie się na plac Trzech Krzyży.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj