szukaj
Oficerowie nauki
Wyraźnie widać już, że decyzja o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych była decyzją owocną. Obawy o to, że kadry WSI zasilą świat zorganizowanej przestępczości, okazały się bezzasadne. Śmiało i bez kompleksów przenikają one za to do zupełnie innych środowisk, wzbogacając je ciekawymi inicjatywami.

Oto, jak doniosła prasa, dwaj byli oficerowie WSI założyli w Brzegu wyższą szkołę o profilu humanistyczno-ekonomicznym. Inicjatywa spotkała się z przychylnością Ministerstwa Edukacji i uzyskała natychmiastowe poparcie prof. Andrzeja J., urzędnika wysokiej rangi, który za 20 tys. zł pozytywnie zaopiniował wniosek, a następnie, żeby jakoś pomóc, zgodził się zostać rektorem placówki.

Początkowo uczelnia miała prowadzić tylko jedną specjalizację na poziomie wyższym, co nie zaspokajało jednak ambicji oficerów. Marzyli o czymś więcej i pokazali, że marzenia te można zrealizować tanio, wykorzystując przy tym umiejętności wyniesione z poprzedniej pracy. Zgodnie z ułożonym przez nich biznesplanem rektor Andrzej J. podsunął tysiąc dolarów, tysiąc marek oraz koniak Renacie O. z departamentu szkolnictwa zawodowego MEN, która z kolei podsunęła ministrowi do podpisu zgodę na kolejne trzy specjalizacje. Mający zaufanie do współpracowników minister podpisał dokument bez czytania, dzięki czemu Brzeg uzyskał renomowaną wyższą uczelnię, rektor J. ciekawą, nieźle płatną pracę, Renata O. parę groszy i flaszkę, a oficerowie – odrobinę ludzkiej satysfakcji.

Nie można wykluczyć, że tego rodzaju inicjatyw wychodzących ze środowiska byłych oficerów służb specjalnych jest znacznie więcej (o ile wiadomo, twórcy uczelni w Brzegu wcześniej utworzyli podobną placówkę w Rykach). Spece od tajnych służb od dawna ostrzegają, że wyrzuceni z pracy oficerowie – ludzie dynamiczni, z pomysłem – będą się chwytać każdej okazji, żeby zarobić. Można domniemywać, że w czasie, gdy w kraju toczy się jałowa dyskusja o braku środków na naukę, sztukę i kulturę, oni po cichu, bez zbędnego szumu i za niewielkie pieniądze zakładają nie tylko wyższe uczelnie, ale także teatry, wydawnictwa i inne pożyteczne placówki.

Cóż, szukamy dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości – wyznaje Fusom major Zbigniew T., który chciałby w Polsce założyć sieć orkiestr symfonicznych wzorowanych na słynnej Berliner Philharmoniker. Na uwagę, że to szalenie kosztowny pomysł, odpowiada bez wahania:

– Liczymy na środki unijne, poza tym koledzy obiecali, że się dołożą.

Stworzenie naraz wielu orkiestr to poważne wyzwanie artystyczne.

– W wydziale, którym kierowałem, robiliśmy nie takie rzeczy.

– Skąd weźmie pan obsadę na odpowiednim poziomie?

– Mam kontakty z dawnych lat. To są specjaliści od gry na różnych ciekawych instrumentach. Spróbuję namówić ich do ponownej współpracy.

– Czym pan ich zachęci?

– Zachęcanie to moja pasja. Zapewniam, że się zgodzą.

– Minister Wassermann ostrzega, że ludzie WSI są wszędzie, gdzie nie powinni być.

– Przesada. Mógłbym spokojnie wymienić jedno lub dwa miejsca, gdzie prawdopodobnie jeszcze nas nie ma.

– Jaki cel przyświeca panu i ludziom z pana środowiska?

– Lubimy muzykę.

– Czy tylko o to chodzi?

– Skoro pan naciska, to powiem, że chcemy zrobić coś dla dobra kraju i udowodnić, że wyrzucając nas z pracy minister Macierewicz popełnił duży błąd.

– Naprawdę?

– Naprawdę.

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

– Nie ukrywam, że mnie też, ale takie są fakty, być może dla wielu niewygodne.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj