07 już się nie zgłasza
O wojewodzie mazowieckim, co że posunął się o jeden wtórnik za daleko...
Człowiek włącza telewizor i natychmiast dowiaduje się, że w wojsku szaleje grzybica, trująca mąka żytnia paraliżuje Bydgoszcz, zaś w warszawskim zoo padła słonica, jedenaście likaonów, cenna kakadu palmowa oraz wilk grzywiasty.

Dokładnie w tym samym czasie po drugiej stronie Wisły padł wojewoda mazowiecki Wojciech Dąbrowski.

– Szkoda człowieka – wzdycha człowiek, który słyszał, że kariera wojewody Wojciecha Dąbrowskiego rozwijała się szybko i pięknie. Miał on rzekomo być mocnym człowiekiem PiS na trudne czasy, batem na Hannę Gronkiewicz-Waltz oraz czarnym koniem premiera Kaczyńskiego, który na niego stawiał.

Niestety osłabiony forsowną polityczną gonitwą organizm Wojciecha Dąbrowskiego zawiódł. Po raz pierwszy zawiódł on w momencie, gdy Wojciech Dąbrowski wypił jedno piwo, wsiadł na rower, pognał hen przed siebie i został zatrzymany, a następnie zbadany alkomatem, który w powietrzu wydychanym przez Wojciecha Dąbrowskiego wykrył zero koma siedem promila alkoholu.

– Ot pech – kręci głową człowiek, któremu nie raz zdarzało się zero siedem we krwi mieć, a kilka razy zdarzyło mu się nawet z kolegą po zero siedem wypić. – Zasadniczo mało który organizm po wypiciu jednego piwa miałby we krwi od razu zero koma siedem – ocenia.

– Może organizm kakadu palmowego albo likaona? – spekuluje kolega. – Ale już raczej nie organizm wilka grzywiastego. A organizm poważnego polityka w żadnym razie.

Na całe szczęście okazało się, że zero koma siedem to wartość naprawdę drobna, która nie zdołała przesłonić premierowi Kaczyńskiemu wartości znacznie większej, jaką był mknący na rowerze wojewoda Wojciech Dąbrowski. Pragnąc tę wartość ochronić i uwypuklić, premier słusznie ocenił, że posiadanie przez jadącego rowerem Dąbrowskiego zero siedmiu promili alkoholu we krwi to nie jest żadne tam przestępstwo, a jedynie przejaw ułańskiej fantazji, tak bliskiej sercu każdego Polaka.

– Słusznie, że premier nie kieruje się suchymi liczbami, ale popiera polskość i tradycyjne ułańskie wartości – zauważa kolega. Chociaż jego zdaniem, z tym lewym wtórnikiem utraconego prawa jazdy to ten wojewoda już jednak trochę przesadził.

– Wygląda na to, że posunął się o jeden wtórnik za daleko – przyznaje człowiek.

– W dodatku był wtedy trzeźwy jak świnia, czym wytrącił premierowi argumenty z ręki.

– No tak, ułańska fantazja odpada. Zostaje zwykłe cwaniactwo.

W tej sytuacji, myśli sobie człowiek, dobrze się stało, że pan premier wobec takiego Dąbrowskiego zdecydował się okazać całą polityczną surowość.

– Mało kto na jego miejscu odważyłby się powiedzieć własnemu wojewodzie: zero tolerancji.

– Nie mówiąc już o zero siedem – uściśla kolega.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj