Agent od kuchni
Słyszymy, że resort spraw wewnętrznych i administracji porządkuje swoje przepisy, ale już dziś należałoby zapytać, czy porządkowanie to nie idzie aby za daleko.

Dziennik donosi, że ma nawet dojść do tego, że funkcjonariusze BOR już niedługo przestaną pełnić funkcję kamerdynerów, ordynansów i pomocy domowej wobec polityków, których ochraniają, gdyż podobno ich to upokarza.

Rodzi się pytanie, czym w takim razie będą się teraz zajmować funkcjonariusze BOR, a także obawa, czy uprawianie polityki przez pozbawionych kamerdynerów i pomocy domowej polityków będzie w ogóle miało sens (a jeśli nawet tak, to co to będzie za polityka i jakie będą jej skutki?).

Od dawna wiadomo, że naszym politykom nic strasznego ze strony osób trzecich nie zagraża. Sytuacja wygląda tak, że to nasi politycy zazwyczaj napadają na siebie wzajemnie, sami są dla siebie największym zagrożeniem i nawet najlepsza ochrona BOR nie jest w stanie ochronić ich przed nimi samymi. Nic dziwnego, że w tej sytuacji cały wysiłek funkcjonariuszy BOR poszedł w kierunku ochrony polityków i ich rodzin przed trudami życia codziennego, które to trudy wciąż są dla nich bardzo poważnym zagrożeniem. Nie oszukujmy się, aby polityk mógł w miarę normalnie funkcjonować, ktoś musi wyprowadzać jego psa, odwozić dzieci do szkoły, czasem coś ugotować, przygotować drinka czy ponieść narty ze stoku do hotelu, które to narty dla polityka często stanowią ciężar ponad siły, zwłaszcza gdy polityk ten między jednym szusem a drugim odbył ważny biznes-lunch i naprawdę mocno się zmęczył.

Czy pochopne zlikwidowanie tej ochrony nie skomplikuje i tak niełatwej sytuacji, nie doprowadzi do radykalizacji nastrojów w środowisku polityków i ich rodzin i w efekcie nie wywoła masowych wystąpień z trybuny sejmowej?

Żony wielu polityków, twierdzące, że porządkowanie przepisów MSWiA odbywa się wyłącznie ich kosztem, zapowiedziały już pikietę pod siedzibą resortu. Uważają, że odebranie im bez uprzedzenia bardzo pomocnych w prowadzeniu domu borowców to prowokacja. – Z dnia na dzień zostaniemy same, bez żadnej pomocy przy sprzątaniu, gotowaniu i dzieciach. Nie udźwigniemy tego, biorąc pod uwagę wielkie wymagania naszych mężów. Zwłaszcza że mamy mnóstwo własnych spraw, praktycznie każda z nas chodzi do fitness klubu i na codzienne zakupy do centrów handlowych, z których przecież nie wraca z pustymi rękami. Kto pomoże nam dźwigać te zakupy? I jak w tej sytuacji mamy znaleźć jeszcze czas na fryzjera, masażystę, jakieś życie towarzyskie? – pyta załamana żona jednego z ministrów.

Nagłą redukcją swoich zadań zaniepokojeni są również sami borowcy. Uważają, że odebranie obowiązków związanych z ochroną przed trudami życia codziennego to próba marginalizacji ich służby. – Kiedy wynosimy śmieci z domu, robimy zakupy albo wyprowadzamy psa, uzyskujemy lepsze rozeznanie w bieżącej sytuacji. Odcięcie nas od tych zadań zredukuje nas do roli zwykłych ochroniarzy, nasza wiedza i umiejętności przestaną mieć znaczenie. Komu to jest na rękę? – pyta jeden z oficerów.

Nie wyklucza on, że w grę może wchodzić ostra walka służb o wpływy. A mówiąc ściślej – spisek CBA, które chce przejąć kompetencje BOR i w najbliższym otoczeniu polityków, a zwłaszcza ich żon, umieścić swoich własnych, obdarzonych dużym profesjonalizmem agentów.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj