Boskość Jezusa
Jezus, Bóg i/lub człowiek
Spór o boskość Jezusa do dziś rozpala umysły i wyobraźnię. Świadczy o tym przypadek wybitnego teologa i byłego księdza prof. Tomasza Węcławskiego, który - powodowany wątpliwościami w tej kwestii - wystąpił z Kościoła i wyrzekł się wiary katolickiej. Jaki jest Teologiczny i filozoficzny sens tego sporu?

We współczesnej Polsce wystąpienia teologa katolickiego z Kościoła, czyli apostazja, to wielka rzadkość. Ale w powszechnej historii chrześcijaństwa bynajmniej. Zarówno w pierwszych wiekach po Chrystusie, jak i dzisiaj nie brakuje zażartych sporów o to, czy Jezus jest Bogiem i jak to rozumieć. W naszych czasach teologia, zwłaszcza na Zachodzie, interesuje się przede wszystkim Jezusem człowiekiem, Jezusem historii, a Chrystusa wiary pozostawia religii i emocjom.

Współczesnym wiernym na ogół trudno zrozumieć ten rozdział, tak jak kiedyś trudno im było pojąć naukę Kościoła o Chrystusie – chrystologię – opartą na dogmacie o Trójcy Świętej, czyli trzech Osobach jednego i tego samego Boga. Niektórzy chrześcijańscy purytanie obawiali się, że pod tym dogmatem przemycono do chrześcijaństwa wielobóstwo. Od szesnastu wieków Kościół głosi Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka. Głosi Go razem, a nie oddzielnie: Jezus historii sobie, Chrystus religii sobie. Za świętym Pawłem Kościół powtarza, że jeśli ten Chrystus, Syn Boży, nie zmartwychwstał po ukrzyżowaniu, to chrześcijanie uczestniczą w oszustwie i są oszustami, gdy wzywają innych do nawrócenia. Zmartwychwstanie daje chrześcijanom nadzieję na zbawienie i życie wieczne; jeśli go nie było, zbawienia nie ma, co oznacza, że wiara chrześcijańska jest pozbawiona sensu.

Chrześcijanie wierzą w zmartwychwstanie i pragną zbawienia. Muszą odrzucić poglądy, które przeczą boskości i zmartwychwstaniu Jezusa, bo inaczej przyznaliby, że żyją zatrzaśnięci w świecie absurdu. Ale czy na pewno? Czy odsunięcie na bok dogmatu o boskości i Trójcy czyni chrześcijaństwo absurdem? Czy Jezus historii nie może inspirować kolejnych pokoleń do dobrych rzeczy i czy to nie wystarczy, by przyznać mu wybitne miejsce w dziejach? Wielu współczesnych chrześcijan, w tym artyści i uczeni, duchowni i teologowie, podejmuje te pytania. Dochodzą często do innych wniosków niż doktryna Kościoła, ale nie wszyscy przestają uważać się za chrześcijan. Dobry Człowiek Jezus – Syn Człowieczy, lecz nie Boży – pozostaje dla nich wzorem do naśladowania.

W Polsce też są tacy chrześcijanie. Głośne wyjścia z kapłaństwa Stanisława Obirka i Tadeusza Bartosia to ważny znak, że i u nas zdarzają się chrystologiczne wątpliwości. Tomasza Węcławskiego jego dociekania teologiczne doprowadziły jeszcze dalej niż do zrzucenia sutanny, bo do apostazji, czyli porzucenia wiary chrześcijańskiej. W Polsce rośnie liczba wystąpień z Kościoła, choć nie jest to fenomen masowy (patrz artykuł Joanny Podgórskiej „Wyznanie niewiary”, POLITYKA 6).

Kościół rzymskokatolicki dopuszcza możliwość apostazji, choć uważa ją za grzech ciężki obarczony karą ekskomuniki. W 2006 r. kardynał Julian Herranz, przewodniczący Papieskiej Rady do spraw Tekstów Prawnych, określił warunki uznania opuszczenia Kościoła za akt apostazji. Warunki są spełnione, jeśli wierny podjął „wewnętrzną decyzję odstąpienia od Kościoła katolickiego”, jeśli tę decyzję wprowadzi on w życie i zewnętrznie zamanifestuje oraz jeśli odpowiednie władze kościelne przyjmą jego decyzję do wiadomości.

Na marginesie zauważmy, że kard. Herranz zostawia apostacie jakby uchyloną furtkę. Zaznacza, że decyzja o odejściu od Kościoła nie zrywa fundamentalnej więzi z Kościołem, której znakiem jest chrzest, a apostata musiał być przecież ochrzczony. Ta uchylona furtka nie cieszy apostatów, bo czują się jak w kafkowskiej matni: Kościoła po prostu nie da się opuścić. Dlatego niektórzy apostaci żądają, by ich wykreślić z księgi chrztów. Ale „kwestia wykreślania apostatów z księgi chrztu to nie jest największy problem, z którym musi się zmierzyć Kościół” – zauważa ks. Artur Stopka z „Gościa Niedzielnego”. Słusznie, bo Kościół powinien umieć odpowiedzieć na to nieznane w dawnych wiekach wyzwanie, jakim jest apostazja na życzenie, akt determinacji wystawiającej na próbę nie tylko władzę kościelną, lecz także wspólnotę wiernych.

Rękoczyny w imię Pana

A zarówno Kościół organizacyjnie, jak i wierni emocjonalnie i intelektualnie często jednak nie radzą sobie ze zjawiskiem apostazji, a już szczególnie z takimi odejściami jak apostazja Węcławskiego. Bo na dodatek dokonał on jej tak, by nie było cienia wątpliwości, że sprawę głęboko przemyślał: w obecności proboszcza swej parafii i dwóch świadków. Dokładnie tak, jak wymaga Kościół. Rzecznik kurii poznańskiej ks. dr Maciej Szczepaniak zaznaczył, że tym samym teolog „zaciągnął karę ekskomuniki” oraz że poglądy Węcławskiego „od dłuższego czasu budziły poważne wątpliwości co do ich zgodności z nauczaniem Kościoła”. Nie wyjaśnił, czy Węcławskiego informowano o tych wątpliwościach.

Kiedy sprawa nabrała rozgłosu, ks. prof. Paweł Bortkiewicz, dziekan teologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, zapowiedział, że twórczość Węcławskiego zostanie sprawdzona pod kątem zgodności z nauką Kościoła. A ma on w dorobku blisko 30 książek i mnóstwo artykułów. Jego podręcznik chrystologii („Chrystus naszej wiary”, 1988) jest bardzo popularny wśród studentów tak samo jak autor (ponoć nie wyobrażają oni sobie, by jego książki zniknęły z listy lektur akademickich). Pierwsza książka Węcławskiego wyszła w 1981 r. Następne ukazywały się w krótkich odstępach czasu, budząc duże zainteresowanie katolickiej inteligencji. Węcławski pełnił ważne funkcje w Kościele, był m.in. dziekanem teologii UAM. Jak to możliwe, by w tej sytuacji ewentualne błędy teologiczne przeszły niezauważone? A może ich nie było lub nie odbierano ich jako błędy, lecz owoc swobodnych i niezależnych dociekań teologa? Sposób rozstrzygnięcia przez Kościół sprawy Węcławskiego – teologa powie coś ważnego o kondycji polskiego katolicyzmu, lecz zapewne na ów finał trzeba będzie poczekać.

Ale najbardziej pasjonujące jest teologiczne sedno tej sprawy. Węcławski jako chrystolog pyta o Chrystusa: kim jest Jezus Chrystus, co to znaczy, że jest Bogiem i człowiekiem, jak rozumieć Jego relację z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym? Wspomnieliśmy, że z tymi fundamentalnymi dla wiary chrześcijańskiej pytaniami Kościół zmagał się od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Tak w zażartych sporach wypracowywał doktrynę chrystologiczną, która wiernych obowiązuje do dzisiaj. O co chodziło w tych dyskusjach i polemikach kończących się nierzadko rękoczynami i zamieszkami ulicznymi? (I nie ma się co dziwić, bo ostatecznie chodziło przecież o zbawienie).

Otóż ludzie chcieli wiedzieć, w co mają wierzyć, by nie zmarnować szansy zbawienia wyborem złej, czyli fałszywej, heretyckiej, chrystologii. Pisarz chrześcijański Grzegorz z Nyssy notował, że w Konstantynopolu szykującym się do soboru w IV w. o kwestiach teologii dyskutowali wszyscy, sprzedawcy płaszczy, właściciele kantorów, sprzedawcy jedzenia: „Jeśli zapytasz o pieniądze, ten odpowie ci dysertacją o Zrodzonym i Niezrodzonym; jeśli pytasz o cenę chleba, odpowiedzą ci: Ojciec jest większy od Syna; jeśli zauważysz, że kąpiel jest dobra, łaziebny ci zadeklaruje, że Syn jest z niebytu”.

Historyk starożytności prof. Ewa Wipszycka w znakomitym dziele „Kościół w świecie późnego antyku” przypomina, że ten opis jest karykaturą arian. Ich chrystologię Kościół odrzucił i potępił. Zachowała jednak żywotność – arianami nazywali krytycy katoliccy i protestanccy ruch braci polskich kwitnący w Rzeczpospolitej w XVI–XVII w. Do chrystologii Ariusza wrócimy poniżej, bo wywarła potężny wpływ na formowanie się doktryny chrześcijańskiej. Pamiętajmy, że nie była jedyna. W pierwotnym Kościele, na jego obrzeżach i poza nim, roiło się od dziesiątków sekt gotowych bronić do ostatka (prawda = zbawienie!) własnych poglądów o boskości Jezusa. Ich członkowie mieli zwykle takie same praktyki religijne, wyznawali te same zasady etyczne, nawet wyglądali i nosili się podobnie, za to różnili się radykalnie swoimi chrystologiami.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj