O genetyce politycznej
Trwa ożywiona dyskusja na temat zmodyfikowanej genetycznie żywności (tzw. GMO).

Opinie są ostro podzielone. Zwolennicy GMO są zachwyceni dorodnym wyglądem tej żywności, jej przystępną ceną oraz nadzwyczajnymi walorami estetycznymi. Ich zdaniem smaku, soczystości i jędrności zmodyfikowanych owoców i warzyw nie da się porównać absolutnie z niczym.

Nic dziwnego, że wiele grup konsumentów żywi w związku z GMO określone, daleko idące oczekiwania. Konsumenci Nalewki Babuni proponują np. wprowadzenie genetycznie zmodyfikowanych wiśni w miejsce wiśni tradycyjnych, z których robiony jest ten napój. Mają nadzieję, że polepszyłoby to smak nalewki, który obecnie wciąż nie zaspokaja ich wymagań.

Zdecydowanie za dużo jest w nim babuni, a za mało wiśni – oceniają.

Entuzjaści GMO liczą na to, że konsumpcja zdrowo wyglądającej, zmodyfikowanej żywności pozwoli na poważne oszczędności w domowych budżetach, a przy okazji być może stopniowo zmodyfikuje także wygląd jej konsumentów. Wielu z nich nie zniechęca nawet ryzyko związane z przyjmowaniem GMO.

Jestem rencistą II grupy i nie mam nic do stracenia – mówi uczestnik zorganizowanej przez nas sondy, który liczy na to, że dzięki GMO odrosną mu włosy. – Mogą być nawet genetycznie zmodyfikowane – deklaruje.

– Temu panu włosy mogą odrosnąć, ale na uszach i plecach – przestrzega grupa pań, przeciwniczek GMO. W ich opinii eksperymenty genetyczne dokonywane na jedzeniu to wykańczanie rodzimego chłopa oraz działanie prowadzące do wynaturzeń.

Osobiście nie wzięłabym czegoś takiego do ust – zapewnia jedna z pań, zdaniem której udowodnienie wpływu GMO na szerzenie się zachowań sprzecznych z naturą, takich jak homoseksualizm, liberalizm czy filosemityzm, to tylko kwestia czasu.

Coraz liczniejsze są głosy, że zasadniczej modyfikacji genetycznej należy poddać także partie polityczne. Jak wiadomo, od lat usiłują się one modyfikować metodami konwencjonalnymi, ale bez widocznego rezultatu. Nie oszukujmy się, techniki konwencjonalne zawiodły. Słuchając wystąpień niektórych polityków nie ma wątpliwości, że radykalne uzdrowienie może przynieść tylko inżynieria genetyczna.

Obecne partie bazują na starym, często niesprawnym materiale genetycznym. Chodzi o to, aby ten materiał usunąć i w jego miejsce wprowadzić materiał nowy, nieobciążony wadami. Dzięki temu partie prezentowałyby się lepiej, a z polityki udałoby się wyeliminować różnej maści mutantów o podejrzanych, słabo udokumentowanych zasobach genetycznych – mówi jeden ze znanych genetyków politycznych.

Naukowcy są za tym, aby materiał genetyczny użyty do modyfikacji był możliwie ujednolicony, co w niedalekiej przyszłości umożliwiłoby szeroko pojęty dialog i zawieranie sensownych koalicji w Sejmie.

Ale krytycy przestrzegają, że ten kij ma dwa końce. Ich zdaniem przypadek obecnego prezydenta i jego brata bliźniaka pokazuje, że zbyt daleko idące ujednolicenie materiału genetycznego może prowadzić do poważnych wynaturzeń na scenie politycznej.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj