szukaj
Uwaga! komputer: Kiedy dziecko wpada w sieć
Czy dzieci powinny grać w gry komputerowe i w ogóle używać Internetu? Rozmowa z dr Katarzyną Kaliszewską i dr Agnieszką Rosińską

Joanna Cieśla: – Czy dzieci powinny grać w gry komputerowe i w ogóle używać Internetu?

Katarzyna Kaliszewska: – Jak najbardziej! Do korzystania z sieci powinniśmy dziecko zachęcać – tak jak do innych aktywności: czytania książek, jazdy na rowerze. Choć, oczywiście, warto kontrolować czas.

Agnieszka Rosińska: – Poznawanie rzeczywistości za pośrednictwem mediów może być twórcze i rozwijające. Ale komputer to narzędzie – i jak wszystkich narzędzi trzeba go używać umiejętnie i w bezpieczny sposób.

A co robić, żeby dziecko korzystało z Internetu w bezpieczny i rozwijający sposób?  

AR: Po pierwsze, pogodzić się z rzeczywistością. Dzieci będą korzystały z nowych technologii, czy nam się to podoba, czy nie. Po drugie, towarzyszyć im w tym. Zostawianie dziecka na długo samego przed telewizorem może szkodzić mu bardziej niż kupienie atestowanej gry, w którą może pograć z rówieśnikami lub z tatą. Dzieci do 10–11 roku życia w naturalny sposób zapraszają rodziców do wszystkiego, co robią. Chętnie grają w chińczyka, ale chętnie też pokażą, jak przechodzą do następnego etapu w grze komputerowej. Często ojciec jest bardziej otwarty na technologiczne nowinki niż matka, więc może usiąść z synem czy córką przed monitorem i spędzić z nimi trochę czasu w sposób atrakcyjny także dla siebie. To świetna okazja, by być blisko. Zresztą można nawet usiąść z tyłu za dzieckiem i, poczytując gazetę, zerkać, jak ono gra.

KK: Warto reagować, kiedy woła: „chodźcie, bo wygrywam!”. Jeśli nie będziemy reagować, przestanie wołać. A my stracimy orientację w tym, co robi i co się z nim dzieje.

AR: Ja polecam nawet zostawianie jakiejś prostej gry dziadkom, gdy wnuk zostaje pod ich opieką, żeby stworzyć platformę między nimi. Znam babcię, która jechała niedawno w wirtualnym wyścigu samochodowym, a jej wnuczkowie leżeli pod stołem ze śmiechu, gdy sobie nie radziła na zakrętach.

Jak to wpłynęło na relacje babcia–wnuki?

AR: Świetnie. Choć ta sytuacja to raczej wyraz tego, jaka ta relacja już jest. Jeśli związki w rodzinie są słabe, to istnieje ryzyko, że komputer, Internet i gry to utrwalą.

KK: Ale jeśli dorosły chce wejść w ten świat dziecka, jest go ciekawy, to ryzyko jest mniejsze. Jednocześnie otwartość dorosłego to zachęta dla dziecka, by ono samo było otwarte, a także możliwość pochwalenia się tym, co umie. Zresztą to dotyczy nie tylko relacji w rodzinie. Zespół Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi przeprowadził niedawno badania w formie próbnego egzaminu gimnazjalnego z użyciem komputera. Okazało się, że dla dzieci taki egzamin był dużo mniej stresujący niż klasyczny test „papier–ołówek”.

O wpływie Internetu i nowych technologii na dzieci mówi się raczej w kontekście zagrożeń i granic, które trzeba stawiać.

AR: Bo, oczywiście, granice trzeba stawiać. Choćby dlatego, że dzieci, które intensywnie rosną, nie powinny zbyt długo siedzieć przed komputerem.

KK: Kilkulatki nie powinny grać częściej niż raz–dwa razy na tydzień. Kontrola czasu jest ważna także dlatego, że w ten sposób uczymy dzieci, że komputer i Internet to po prostu urządzenia użytkowe. Możemy dzięki nim znaleźć informacje, zrobić zakupy, porozmawiać z bliskimi. Ważny jest też przykład. Jeśli sami siedzimy w Internecie 12 godzin dziennie, trudno uczyć dziecko dyscypliny.

 

A co z granicami rzeczywistości: jak tłumaczyć dziecku, że w życiu samochód, który dachuje, nie stanie zaraz z powrotem na koła – tak jak w grze?

KK: To tak jak z tłumaczeniem, że gdyby w rzeczywistości ktoś skoczył z siódmego piętra, to się nie podniesie i nie pójdzie dalej jak bohater kreskówek.

AR: Jeśli tata jedzie z synem, a on dopinguje: „wyprzedź policję!” albo „uderz w szlaban!” – to właśnie wtedy trzeba wprowadzać rozróżnienie między światem realnym a wirtualnym. Mówić, że na drodze chodzi o to, żeby dojechać. Możemy też, gdy widzimy samochód po kolizji, pokazać go dziecku i wytłumaczyć, co się stało – jeśli oczywiście nie jest to jakiś drastyczny wypadek. Gry to nie jest obszar odizolowany od innych sfer życia. Jeśli dziecko zna podstawowe reguły bezpiecznego zachowania, to łatwiej będzie mu wytłumaczyć, że w grach te reguły działają inaczej, że to tylko „na niby”. Powtarzanie tego synowi czy córce wymaga na pewno sporo czasu i wysiłku – ale takie jest zadanie rodziców.

Czy powinniśmy się niepokoić, jeśli nasza pociecha udaje w Internecie kogoś innego niż w rzeczywistości?

KK: Do niedawna uważano, że dla rozwijającej się psychiki to może być szkodliwe. Ale spotkałam się z opinią, że niekoniecznie. W Internecie można sprawdzić, jak inni reagują, jeśli zachowuję się w pewien sposób, a jak, jeśli zupełnie inaczej. I wybrać sposób ekspresji, w którym najlepiej się czuję, który jest najlepiej odbierany. W wieku kilku–kilkunastu lat ważne jest, by móc eksperymentować, a w sieci można to robić względnie bezpiecznie. Myślę, że jeśli dziecko nie tyle zmienia tożsamość, ale raczej próbuje różnych sposobów komunikacji, nie trzeba się niepokoić.

Komunikacja w sieci też jednak odbiega od rzeczywistej. Na czacie można przerwać rozmowę w dowolnej chwili. Czy te nawyki nie odbijają się na codziennych kontaktach?

KK: Może tak być. Słyszałam o dwóch chłopcach, którzy z łatwością porozumiewają się za pośrednictwem Internetu, ale kiedy spotykają się w jednym pomieszczeniu, nie są w stanie prowadzić rozmowy. W sieci jest łatwiej o tyle, że nie trzeba brać odpowiedzialności za drugą osobę, można zastanowić się nad odpowiedzią, nie ujawnia się mowy ciała i nie widzi się mowy ciała partnera, która czasem może deprymować. Jeśli dziecko nie ma dobrych wzorców porozumiewania się, to przez Internet może nauczyć się bardziej jednostronnej komunikacji. Jeśli jednak wie, jak właściwie rozmawiać, to rozmowy wirtualne nie zepsują tych dobrych nawyków.

Co może być znakiem, że dziecko używa Internetu i komputera źle albo nadmiernie?

KK: Problem zaczyna się, gdy stają się one podstawową przestrzenią życia, a dziecko traci kontrolę nad korzystaniem z nich. To nie tylko kwestia ilości poświęcanego im czasu. Gdy ono ma „przyjaciół” głównie w sieci, a zaniedbuje realnych kolegów, to sygnał, że dzieje się coś złego. Trudno to wychwycić, jeśli rodzic nie daje dziecku innych propozycji. Ale jeśli wielokrotnie proponuje – wyjdź na podwórko, chodźmy do parku – a dziecko za każdym razem woli grać, to powinno zwrócić uwagę. Albo jeśli traci zainteresowania – ciekawiła je sztuka, lubiło czytać i nagle przestaje. Generalnie sygnałem problemu jest gorsze funkcjonowanie – zaniedbywanie obowiązków, odkładanie zadań na później, słabsze stopnie w szkole.

AR: Bardzo niepokojące też jest, jeśli dziecko zaczyna kłamać. Na przykład na temat tego, co robiło siedząc przed komputerem. Mówi, że zbierało materiały do pracy domowej, a odwiedzało strony dla dorosłych.

Jak często zdarza się uzależnienie od Internetu?

KK: Wolałabym, byśmy mówiły o nadmiernym używaniu Internetu. Według badań dotyka ono od kilku do kilkunastu procent użytkowników.

Dlaczego „nadmierne używanie”, a nie uzależnienie?

KK: Uzależnić można się od substancji – alkoholu albo narkotyków. Pod ich wpływem w organizmie pojawiają się zmiany fizjologiczne. W przypadku Internetu można mówić wyłącznie o zależności psychologicznej. Objawy są podobne w tym sensie, że traci się kontrolę nad używaniem czegoś. Jednak osoby podatne na uzależnienie od alkoholu i nadmierne używanie Internetu mają inne cechy.

Czym się różnią?

KK: Na alkoholizm podatne są osoby poszukujące nowości, na nadmierne używanie Internetu – osoby sztywne poznawczo, trochę nadwrażliwe i mało wytrwałe w działaniach, zastępczo zaspokajające różne potrzeby. Na przykład, gdy przeżywają stres, nie szukają wsparcia, tylko angażują się w coś, co odwraca ich uwagę. Jest takie, bardzo ogólne, rozróżnienie na specyficzne i niespecyficzne nadmierne używanie Internetu. Typ specyficzny to taki, gdy ktoś ma skłonność do zachowań patologicznych, bez związku z Internetem. Na przykład ma pociąg do pornografii, gier hazardowych, zachowań ryzykownych – i dzięki Internetowi, komputerowi, zaspokaja te swoje potrzeby. Typ niespecyficzny to nadmierne używanie Internetu do różnych rzeczy – bardziej wiąże się z tym, jak ktoś funkcjonuje społecznie. Ten problem dotyka ludzi, którzy mają trudność z samoakceptacją, są dość samotni, unikają odpowiedzialności.

Badała pani nadmierne używanie Internetu przez osoby dorosłe. Jak to, co z tych badań wynika, można przenosić na dzieci?

KK: Skoro wiemy, co sprzyja nadmiernemu używaniu Internetu w dorosłości, warto tę wiedzę przełożyć na wychowanie – żeby zminimalizować ryzyko. Czyli: wyznaczajmy dzieciom zadania i uczmy je odpowiedzialności, prawidłowej komunikacji, nawiązywania i podtrzymywania relacji, konstruktywnego radzenia sobie ze stresem. Badania innych naukowców pokazują, że dzieci podatne na niespecyficzny typ nadmiernego używania to często te zepchnięte na margines klasy – bo mają mniej kompetencji społecznych, mniej interesują się innymi dziećmi, trudniej się z nimi dogadać.

A gdy mamy pewność lub poważną obawę, że dziecko już straciło kontrolę nad używaniem Internetu – co robić?

AR: Cóż – słyszałam, jak dwie panie polecały sobie, żeby wykręcić procesor z komputera, jeśli dziecko zbyt długo przed nim siedzi. To oczywiście świadczy o ich trosce, ale też o bezradności i nieznajomości samego urządzenia, jakim jest komputer. Nadmierne używanie Internetu pojawia się zwykle jako symptom szerszego problemu. Radziłabym też najpierw sprawdzić, czy rzeczywiście problem jest. Rodzice mogą potrzebować fachowej pomocy, by ocenić, czy dzieje się coś niedobrego, czy tylko tak im się wydaje. Warto zapytać nauczyciela, jak syn czy córka radzi sobie w szkole. Jeśli faktycznie ma trudności, do tego nie ma kolegów, może dochodzą jeszcze napięcia w domu, może być potrzebna pomoc i wsparcie dziecka – a może nawet całej rodziny.

KK: Jeśli problem jest ostry, warto skontaktować się ze specjalistą, ale uważałabym z natychmiastowym ruszaniem do ośrodków leczących uzależnienia. O nadmiernym używaniu Internetu na razie niewiele wiadomo. Nie jestem pewna, czy przyklejenie dziecku łatki uzależnionego – tak jak od narkotyków czy alkoholu, nie będzie dla niego jeszcze większą krzywdą. Można szukać pomocy przez stronę internetową dzieckowsieci.pl. Skoro jednak przypuszczamy, że nadmierne korzystanie z komputera to część większego problemu, warto także pójść do sprawdzonego psychologa, psychiatry, tak jak do lekarza pierwszego kontaktu. Profesjonalista pomoże nam ustalić, w czym tkwi istota problemu – i albo wesprze nas sam, albo poradzi, gdzie najlepiej się skierować.

Jak w ogóle można pomagać nadmiernie używającym Internetu? Abstynencja, niezbędna w leczeniu uzależnień od substancji, w tym przypadku jest przecież niewykonalna.

KK: W ostrych przypadkach nadmiernego używania to rzeczywiście skomplikowane. Generalnie w terapii poznawczo-behawioralnej pracuje się nad tym, żeby odzyskać kontrolę nad czasem i sposobem korzystania z Internetu. Staramy się zmieniać nawyki. Na przykład: ktoś uczy się rozpoznawać sytuacje, w których ma szczególną ochotę wejść do sieci, i uczy się zmieniać swoje przyzwyczajenia. Jeśli dziecko lubi się wieczorem zamykać w swoim pokoju sam na sam z komputerem, to trzeba przestawić komputer w miejsce, w którym wszyscy widzą, że z niego korzysta.

AR: Zanim podejmie się jakiekolwiek kroki, dobrze poczekać na właściwy moment. W rozwoju dzieci przeplatają się okresy lepszej i gorszej równowagi – to powinien być czas, kiedy ta równowaga jest lepsza, co zwykle potrafią ocenić rodzice i nauczyciele. Dziecko musi być fizycznie zdrowe, w domu powinna być spokojna atmosfera. Nie ma co dokładać dziecku stresów, kiedy ma mnóstwo innych obciążeń – nic dobrego z tego nie wyjdzie.

Co powiedzieć dziecku? Jak mu wytłumaczyć, że przestawiamy komputer i ograniczamy korzystanie z niego?

AR: Rozmawiać wprost. Mówić z pozycji dorosłego, że to, co ono robi, jest niebezpieczne, że jest tego za dużo. Wyjaśnić szczerze, w zrozumiałym dla dziecka języku, że to może mieć dla niego szkodliwe skutki. Ale też zapytać: jak ci jest, kiedy przerywam ci grę? Część rodziców popełnia błąd, twardo trzymając się ustaleń: gramy do 17.00 i bez względu na to, w jakim momencie dziecko jest w tej grze, o 17.00 wyłącza sprzęt. A chłopak np. nie zdążył zapisać swojego czasu w wyścigu i teraz będzie musiał całą karierę kierowcy budować od nowa. I jest rozpacz, zaczyna się kłótnia. Jeśli dziecko ma się uczyć zdrowego kończenia, to musi z pomocą rodziców tego zdrowego kończenia doświadczać. Czyli kończy wtedy, gdy kończy się jakiś etap w grze, najbliżej tej godziny, na którą się umówiliśmy.

Ale to też wymaga większego zaangażowania rodzica – zwracania uwagi na to, co na monitorze w tej chwili się dzieje.

AR: Oczywiście. Trzeba też uważać na to, żeby gry i Internet nie urosły do rangi jakiejś spektakularnej nagrody. Jeśli mówi się dziecku, że gdy zrobi lekcje, posprząta ze stołu i jeszcze wyjdzie z psem, to w nagrodę może pograć – gra staje się czymś jeszcze bardziej pożądanym. A to powinna być zwyczajna część dnia. Dobrze sprawdza się tworzenie planów, ustalanie wyraźnych reguł. Na przykład grafiku, najlepiej na tydzień z góry, jak, gdzie i kiedy można grać. I że potem robimy coś innego, fajnego – np. idziemy na spacer. Po jakimś czasie siedzenia dzieci mają naturalną potrzebę, żeby się poruszać.

KK: Warto pamiętać, że z kontaktów z nowymi technologiami może wynikać znacznie więcej dobrego niż złego – jeśli tylko jako rodzice będziemy odpowiedzialni i uważni.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj