szukaj
Przemoc w policyjnych rodzinach. Dlaczego nikt nie reaguje?
Rodziny policjantów są w grupie wysokiego ryzyka, gdy idzie o przemoc domową. Często równie sprawnie jak pięścią funkcjonariusze posługują się prawem, nękając oskarżeniami i zarzutami szukające sprawiedliwości żony.
Relacje koleżeńskie wśród policjantów są na tyle ważne, że postępowania przygotowawczego i zbierania dowodów nie powinni podejmować się ludzie powiązani z podejrzanym funkcjonariuszem.
Ray Forster/Flickr CC by 2.0

Relacje koleżeńskie wśród policjantów są na tyle ważne, że postępowania przygotowawczego i zbierania dowodów nie powinni podejmować się ludzie powiązani z podejrzanym funkcjonariuszem.

Tekst został opublikowany w POLITYCE 22 czerwca 2006 roku.

Gdy dzwoni dzwonek u drzwi, Małgorzata Rudzka wpada w panikę. Prawdopodobieństwo, że to listonosz z kolejnym wezwaniem, jest spore. Założyła specjalny zeszyt, w którym wpisuje paragraf i daty kolejnych przesłuchań, bo już się zaczęła gubić.

Gorzej niż zwłoki

W pierwszym wezwaniu chodzi o fałszowanie dokumentów, w kolejnym – o narażenie życia i zdrowia dziecka, potem o wyłudzenie poświadczenia nieprawdy w postaci zaświadczenia o niezdolności do uczestniczenia w rozprawie. Była na zwolnieniu; mąż oskarżył, że fałszywym. To szczególnie przewrotne, bo sam, gdy odwoływał wizyty u syna pod nadzorem kuratora, przedstawiał zwolnienia od specjalisty neonatologa. I szczególnie przykre, bo na przesłuchania zaczęto też ciągać lekarkę, która jej zwolnienie wypisała, a teraz zapowiada, że dalej jej leczyć nie zamierza, bo ma dość własnych kłopotów.

Są jeszcze sprawy o zatajanie dochodów, o włamanie do komputera męża (chyba umorzone, bo już nie wzywają) i o groźby karalne w celu odzyskania wierzytelności; w tym wypadku razem z bratem i matką. Zeznawała w prokuraturach i komendach w Częstochowie, Zawierciu, Myszkowie. Przestała już liczyć, ile tego było. Czasem dwa razy dziennie; sama stara się tak to ustawiać, żeby za często nie opuszczać pracy. Jest psychicznie wykończona. Waży niewiele ponad 40 kg, a znajomi mówią jej, że wygląda gorzej niż zwłoki. Nieoficjalnie, od znajomego policjanta, dowiedziała się, że mąż złożył kolejnych 17 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa.

Do dziś nie może wybaczyć sobie naiwności. Gdyby jej ktoś powiedział, że pobita przez męża nie wystąpi natychmiast o rozwód, postukałaby się w głowę. Ona? Kobieta z wyższym wykształceniem, nauczycielka w liceum, wychowawczyni młodzieży dała się zastraszyć i wytresować? Czerwona lampka powinna zapalić się już przed ślubem. Pojechali do Grecji. Któregoś wieczora mąż założył się ze znajomym, że wypije półtoralitrowy dzbanek wina. Wygrał. Tylko że w drodze powrotnej zaczął robić fikołki na ulicy, w hotelu zrobił się agresywny. Krzyki, wyzwiska, pretensje, na koniec przystawił jej nóż do gardła i wybiegł z hotelu.

Po ślubie awantury wybuchały o byle co. Był obsesyjnie zazdrosny. Tłukł naczynia, rzucał pilotem. Któregoś dnia wrócił z pracy, ona siedziała na wersalce, była w siódmym miesiącu ciąży. Poczuła lufę przy skroni. Jak mnie zostawisz, odstrzelę ciebie i dziecko – powiedział. Potem obrócił to w żart, a ona ciągle liczyła, że się zmieni. I nawet na chwilę się zmienił. Był przy porodzie, zachował się naprawdę w porządku. Ale niedługo potem wrócił pijany do domu i oświadczył jej, że na razie ona zajmuje się dzieckiem, ale jak syn podrośnie, to on się nim zajmie. A jak się nie podoba, to w mordę, kopa w dupę i na łańcuch do kaloryfera.

Pierwszy raz pomyślała, żeby odejść na Wielkanoc w 2004 r. Mieszkali u teściów, zaprosili na święta jej mamę. Rozmowa zeszła na pieniądze. Wpadł w furię i kazał natychmiast wypierdalać.

Było coraz gorzej. Mówił: kocham cię. A za chwilę: ty kurwo. Nie wytrzymała: jak ja kurwa, to ty kurwiarz. Wpadł w furię. Dostała cios pięścią między oczy, rzucił nią o ziemię. Nie pamięta, jak się pozbierała. Złapała dziecko, telefon i wykręciła numer policji. Przyjechali szybko. Spytali, czy chce do lekarza. Nie, do mamy. W panice pakowała jakieś rzeczy. Garnki, pustą puszkę po mleku. Potem nie pamięta. Ocknęła się w karetce. Spędziła w szpitalu pięć dni.

Sprawę o pobicie wszczęto z urzędu. Zapadł wyrok skazujący: rok i cztery miesiące w zawieszeniu. Ale mąż Małgorzaty złożył apelację. Twierdzi, że to ona go pobiła. Potem wniósł o zawieszenie rozprawy apelacyjnej do czasu zakończenia wszystkich toczących się postępowań. Wtedy właśnie dowiedziała się o donosach, które na nią składa. Policjant skazany prawomocnym wyrokiem traci pracę. Dopóki nie zakończy się apelacja, mąż Małgorzaty może czuć się bezpieczny. Może nawet spokojnie doczekać emerytury. Proszony o rozmowę, odmówił.

Metoda głębokiej szuflady

To jest bardzo częsty scenariusz. Gdy skazanie staje się prawdopodobne, sami przełożeni wypychają funkcjonariusza na emeryturę – mówi Krystyna Żytecka, prezeska fundacji Pomoc Kobietom i Dzieciom. Przemoc w rodzinach mundurowych to jedno z głównych pól działania fundacji. Takich spraw jest coraz więcej. W tym roku mają już około 40 nowych podopiecznych. Według Krystyny Żyteckiej, są to sprawy trudniejsze niż inne. Po pierwsze dlatego, że policjanci świetnie potrafią poruszać się po ścieżkach prawnych; znają procedury. W końcu to ich praca. Potrafią w nieskończoność przedłużać postępowania. Żonglując paragrafami i zarzutami sprawiają, że ofiara staje się sprawcą. – Chodzi o to, żeby nękana prawnie kobieta dała sobie spokój z zarzutami albo trafiła do psychiatryka – tłumaczy Żytecka.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj