Umarła, żyje - biurokracja ma problem
Tango funeralne
Z punktu widzenia medycyny Stanisława Kustra (l. 84) umarła w połowie czerwca. Ale teraz znów żyje. Nie jest łatwo ten fakt zalegalizować.

W połowie czerwca 2009 r., w chłodni przedsiębiorstwa pogrzebowego Ades w Zwoleniu kilku doświadczonych asystentów pogrzebowych pochyla się w napiętej ciszy nad zwłokami Kustry. Chwilę wcześniej, przygotowując do użytku szufladę chłodniczą, zarejestrowali drganie czarnej folii spowijającej klientkę. W zawodzie asystenta czarna folia prześladuje często – jej szelest, wyczuwalne przez nią zwodnicze ciepło denata, ruchy świadczące o zwycięstwie życia; dyrektor Adam Galbarczyk z Adesu przestrzega, żeby nie brać sobie tego zbytnio do głowy. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Każdy człowiek ma inną dynamikę studzenia pośmiertnego. Zdarzają się denaci, którzy po dłuższym czasie przebywania w szufladach zachowują podwyższoną temperaturę.

Jednak Stanisława Kustra ponawia ruchy na oczach świadków. Dyrektor Galbarczyk dzwoni po pogotowie ratunkowe. W ten sposób działająca w branży śmiertelnej firma Ades ze Zwolenia ratuje pierwsze życie w swej historii.

Żyje

Marian Kustra (l. 76) przed półwiekiem zapoznaje Stanisławę w Garwolinie i bierze za żonę. Ona jest miastowa – mocna, zaradna, zatrudniona w jajcarni, a następnie w słynnej na cały kraj spółdzielni nabiałowej. On jest wsiowy – sumienny introwertyk, co wśród introligatorów uchodzi za zaletę. Stanisława wnosi do małżeństwa energetyczność i mnóstwo własnego zdania. Marian wie, jak postępować z kobietą – słucha, zamiast wdawać się w dyskusje. Małżeństwo jest udane.

Dwadzieścia lat później mama Mariana śle mu listy w sprawie ojcowizny. Zasyła moc gorących życzeń oraz informację, że w rodzinnym jego Jabłonowie koło Zwolenia postępuje marnacja ziemi i inwentarza, i czy jemu nie wstyd siedzieć w mieście i na to wszystko się wypinać? Mama jest fertyczna, nawykła do rządzenia. Podobnie jak Stanisława, żona Mariana. Jednak mama, jakkolwiek kochana, nie będzie przecież żyła po wsze czasy – z tą myślą młodzi sprowadzają się do Jabłonowa gospodarzyć.

Między kobietami iskrzy. Którejś letniej nocy kilkanaście lat temu w płomieniach staje cały dom. Mama przeżywa pożar i umiera potem naturalnie. Ale Marian i Stanisława Kustrowie nigdy się nie odbudowują. Do dziś żyją w dawnej oborze, zwanej we wsi wagonówką.

Nie żyje

No, i weź pan, no, i weź pan, no, i weź pan, powtarza Marian Kustra, kiedy umiera jego żona. W połowie czerwca 2009 r. Stanisława spada z wersalki. Marian starczym truchtem biegnie po sąsiada Janka. W izbie jest ciemno, ze ścian spogląda żyjąca i zmarła rodzina Kustrów. Wiszą pocztówki z cudzych wakacji, armia świętych od każdej trwogi i gazetowe ścinki o cudach dziejących się codziennie gdzie indziej.

Ale tu cudu nie będzie, myśli sąsiad Janek, na pierwszy rzut oka jest trup. No, i weź pan – podnoszą Stanisławę z podłogi. Cud się zdarza, kobieta nagle zachłystuje się powietrzem. Tylko się nie może obudzić.

Marian dzwoni po pogotowie, które przyjeżdża bardzo szybko i stwierdza zgon. Mąż zostaje na podwórku, w garści ściska papiery odnośnie do śmierci żony i płacze. Żona leży na wersalce i najpierw wypada ją czymś przykryć.

Żyje

Krystyna Mizera (l. 45) przyjeżdża do rodziców na rowerze. Ojciec siedzi na ławce przed domem i bezradny patrzy w pole. Matka czeka przykryta narzutą z wersalki. Energia we mnie wstępuje, mówi Krystyna. Biegnie do sklepu, do telefonu. Dzwoni do siostry do Tychów z żałobną wieścią. W sklepie są źli, telefony kosztują i jak każdy tak będzie dzwonił, to się nie nastarczy. Siostra dzwoni do brata w Niemczech, że matka umarła. Marian patrzy na Krystynę, na tę energię odziedziczoną po matce, i sam dźwiga się w sobie. Do proboszcza by. Do grabarza. Ubranie trumienne kupić w Zwoleniu. Po akt zgonu do gminy. Grzebie w foliowym woreczku z emeryturą, przymierza czarny krawat, nie wiedząc czemu teraz. No, i weź pan, no, i weź pan. Zapętla się w tym chodzeniu po izbie. Szafa, stół, krzesło, wiadro z moczem z nocy, jego łóżko, jej wersalka, ona. Lecę samochód łatwić – mówi córka i leci. We wsi mają i po dwa samochody, ale akurat sezon truskawkowy. Codziennie owocowanie – czasu brak. Sołtys zaprasza do auta za 100 zł. Łatwić trzeba, Krystyna płaci.

Jest piątek. Ksiądz pochowa Stanisławę Kustrę w sobotę. Pobiera 700 zł za posługę i placowe. W niedzielę nie będzie chował, bo niedziela. A w poniedziałek za późno. Chłodnia kosztuje. Śpieszą się. Trumna wybrana jasna. Akt zgonu wypisany. Dowód osobisty unieważniony. Poszły papiery do ZUS w sprawie wstrzymania emerytury denatce. Koszula z koronkowym kołnierzem, gabardynowy kostium wiszą w folii na drzwiach szafy. Pracownicy zakładu Ades jednym szybkim ruchem na trzy cztery przenoszą zwłoki do worka i do karawanu. Worek drga, ale nic sobie nie wbijają do głowy. Wiatr wieje.

Nie żyje

W ostatnich miesiącach mama nie trzyma moczu i w ogóle, mówi Krystyna. Jest się u niej codziennie, przewinąć. Albo tata przewija. Mama w tacie zakochana, wpatrzona. On jak zwykle introligatorsko pozbierany, pilnuje jej snu, pilnuje dnie i noce. Mama je tylko taty gotowanie. Czasem się przynosi obiad i w ciszy umieszcza w garnku, że niby tata ugotował. Inaczej mama grymasi i wymiotuje. Stawia na swoim całe życie. Wymyka jej się tylko ten jeden raz, gdy spada z wersalki. Tata mówi, że pani doktor z pogotowia stwierdza zgon, stając w drzwiach wagonówki, bez badania. Może w ludzkim odruchu nie chce dotykać posikanej po całej nocy mamy? – pyta Krystyna. Pani doktor, doświadczona anestezjolożka, mówi, że bada. I stwierdza śmierć ponad wszelką wątpliwość.

W drodze do chłodni karawanem trzęsie. Suwaka w czarnym worku nigdy się nie dopina. Widać włosy i kawałek czoła. Ręce zawsze się układa wzdłuż ciała. Niektórzy funeralnicy składają na piersiach, ale to efekciarski błąd, mówi dyrektor Galbarczyk. Ręce transportowanego osuwają się. Folia z Kustrą szeleści. Jeśli się człowiek nie utwardzi, postradać może zmysły w zawodzie asystenta pogrzebowego.

Żyje

Dyrektor Galbarczyk osobiście jedzie przekazać rodzinie wieść o zmartwychwstaniu Stanisławy Kustry. Staje w drzwiach domu Krystyny Mizery. Biegają koty i psy. Pachnie bigosem konselacyjnym. Biega wnuczka Stanisławy (l. 4). Robi się strasznie i śmiesznie. Marian płacze i się śmieje. Krystyna dzwoni do rodziny zjeżdżającej się promieniście na pogrzeb z Polski i Europy. Mama w szpitalu w Zwoleniu i żyje, mówi Krystyna. Ale oni w drodze, to już przyjadą, sprawdzą, bo słowo nie staje się ciałem przez telefon. Faktycznie, mama leży pod kroplówką i otwiera oczy pytając: co ja tutaj robię?

Siostra Marianna pracuje w Tychach w pralni ekologicznej i się martwi, że jej urlop okolicznościowy stracił ważność ze względu na okoliczności, w które nikt nie uwierzy. Ksiądz oddaje sumę wpłaconą na poczet pochówku, ale początkowo wydaje się, że brakuje 100 zł. Ksiądz jest honorowy, pakuje się, gotów abdykować z parafii przez cudowne nieporozumienie ze świętej pamięci Stanisławą Kustrą. Parafianie zbierają się nocą na czuwanie modlitewne w intencji niewyjeżdżania księdza. Brakujące 100 zł się odnajduje. Lekarka znika ze szpitala. Wkracza prokuratura – badając, czy nie narażano życia ludzkiego. Firma Ades odstępuje od obowiązków grzebalniczych, nie żądając zwrotu kosztów.

No, weź pan, no, weź pan – krąży po wagonówce zadziwiony Marian Kustra. Stół ma zarzucony papierami, z których wynika, że jego żona nie żyje, ale żyje. Odkłada dla niej gazety, jako dowody na to, że spotkała się z Chrystusem w białej poświacie w tunelu. No, weź pan – i Marian siada przed domem zapatrując się w zachwaszczone pole. Czyta pismo z urzędu – napisane, że akt zgonu niezgodny z rzeczywistością. Czyta i czyta, i nie rozumie. Krystyna martwi się, że trzeba będzie śmierć przeżywać ponownie, bo przecież nikt nie żyje po wsze czasy.

Stanisława Kustra w szpitalu chwyta bliskich za ręce i pyta, kiedy wróci do domu. Nie wie o swej śmierci ani o Chrystusie, obok którego występuje na zdjęciu w gazecie. Jest w stanie poważnym, pod kroplówką. Właściwie wciąż nie żyje. Musi wystąpić z wnioskiem o przywrócenie do życia, sąd rozpatrzy zasadność przywrócenia. Wtedy Stanisławie Kustrze pozostaną ustawowe trzy tygodnie na odwołanie od decyzji o życiu.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj