Kto z sukcesem poprowadzi własny interes?
Co czyni nas przedsiębiorcami?

Wieloletnie badania nad tym, co odróżnia przedsiębiorców od zwykłych zjadaczy chleba, przyniosły – jak do tej pory – dość umiarkowane rezultaty. Przedsiębiorcami zostają przecież zarówno spokojni flegmatycy, jak i rozkrzyczani cholerycy, inżynierowie i poeci, kobiety i mężczyźni, wredni judasze i kochający ludzkość hippisi. W nauce o zarządzaniu wiele się mówi o roli, jaką w sukcesie organizacji odgrywa charyzmatyczne przywództwo, wylicza się cechy charyzmatycznego lidera, ale w gruncie rzeczy nie ma przepisu na takiego menedżera ani nie jest tak do końca pewne, czy takie przywództwo jest rzeczywiście konieczne do odniesienia sukcesu.

 

Co zatem czyni nas przedsiębiorcami? Warto zwrócić uwagę na jeden szczególny aspekt działalności przedsiębiorców: na ich wyposażenie poznawcze. Nie chodzi wyłącznie o wiedzę o biznesie, ale o całe spojrzenie na rzeczywistość.

Po pierwsze – przedsiębiorców po prostu interesują procesy ekonomiczne. Większość osób uważa tę problematykę za nudną i nie poświęca jej wiele czasu. Najzdolniejsi przedsiębiorcy mają bardzo rozwiniętą umiejętność przetwarzania informacji ekonomicznych, pozwalającą im bardzo skutecznie dokonywać syntezy. Są bardzo wyczuleni na zmiany zachodzące w otoczeniu ekonomiczno-prawnym. Oczywiście, przedsiębiorcy nie rodzą się z takimi umiejętnościami, muszą one zostać wytworzone w wyniku treningu. Jeżeli jednak ktoś uważa zagadnienia ekonomiczne za trudne i nudne, z natury rzeczy nie będzie wgryzał się w problematykę biznesową i tym samym również odpowiednie zdolności analityczne rozwiną się u niego w bardzo ograniczonym stopniu. Nie wyrobi się zatem u niego odpowiednie wyczucie interesu – wrażliwość na pojawiające się okazje biznesowe. To jeden z czynników, który może wyjaśniać, dlaczego tak wiele osób pracuje w biznesie, a stosunkowo tak niewiele osób go robi.

Po drugie – specyficzną cechą przedsiębiorców, poniekąd pochodną poprzedniej, jest sposób patrzenia na zasoby. Większość z nas spogląda na zasoby jako na coś konkretnego, danego i w gruncie rzeczy pasywnego. Jak w biblijnej przypowieści przypomina to postawę nieużytecznego sługi, który znając oczekiwania swego pana, z lęku przed ryzykiem zakopuje powierzony mu talent, by oddać go panu w nienaruszonej postaci. W przypadku przedsiębiorców słowem kluczowym jest jednak nie zasób, ale kapitał.

Kapitał jest chyba najbardziej niedocenionym pojęciem we współczesnej kulturze, a równocześnie słowem przeżywającym ogromny renesans w zarządzaniu. Jak pokazują prace Hernanda DeSoto czy Georga Simmela, kariera współczesnego systemu ekonomicznego, wypracowanego przez kraje Zachodu i ich ogromny sukces gospodarczy, płynie przede wszystkim z wyjątkowego sposobu rozumienia zasobów. Pierwszym wielkim przełomem w myśleniu ekonomicznym naszego kręgu kulturowego było wymyślenie pieniądza – zasobu pośredniczącego w wymianie. Podobną rewolucją dla działalności ekonomicznej było wymyślenie kapitału: spojrzenie na aktualnie posiadane zasoby jako dźwignię do pozyskiwania nowych zasobów. Kapitał bowiem to ta część zasobów, która jest aktywnie wykorzystywana do pozyskiwania nowych środków i zdobywania nowych zasobów. I właśnie w słowie „aktywnie” kryje się cała tajemnica kapitalizmu i różnicy pomiędzy przedsiębiorcami i ich otoczeniem: przedsiębiorcy uczą się spoglądać na posiadane przez siebie zasoby i wyróżniać w nich te części, które dają się przekształcić w kapitał, czyli dźwignię ich interesów.

Kapitał w szpilce 

Jedną z najprzyjemniejszych chwil w życiu przedsiębiorcy jest właśnie moment, w którym zaczyna on sobie uświadamiać potencjał drzemiący w posiadanych zasobach. To jest chwila, w której w głowie biznesmenów – jak sami czasem mawiają – zaskakuje jakiś trybik. Dokonuje się – powiadają psychologowie – zmiana poznawcza. Oczywiście, taka zmiana nie dokonuje się od razu, a nowa umiejętność wymaga potem również systematycznego rozwijania, ale umiejętność ta stanowi cenne wyposażenie przedsiębiorcy. Dzięki niej może on z dumą – jak użyteczni słudzy w przypowieści ewangelicznej – przedstawiać swoje osiągnięcia, w miejsce powierzonego mu jednego talentu składając u stóp srogiego pana pięć czy dziesięć kolejnych.

Przedsiębiorcy różnią się między sobą umiejętnościami oceny zasobów. Im lepszy przedsiębiorca, tym bardziej zróżnicowane zasoby i tym większą ich część potrafi przekształcić w kapitał. Można powiedzieć, że wyjątkowy przedsiębiorca umie dostrzec kapitał nawet w szpilce.

Pouczające jest porównanie wypowiedzi przedsiębiorców i nie-przedsiębiorców na temat posiadanych przez nich zasobów. Bardzo często ludzie wątpią w możliwość rozpoczęcia własnej działalności, a jako powód podają właśnie brak odpowiednich środków. Nie potrafią bowiem znaleźć zastosowania dla posiadanych przez siebie zasobów, uwięzieni są – jak to określał Simmel – w ich konkretności. Stół to dla nich stół, krzesło to krzesło i nie potrafią spojrzeć szerzej na inne sposoby ich wykorzystania, zwłaszcza w kontekście ekonomicznym. Przedsiębiorcy, zwłaszcza ci wybitni, szukają cały czas możliwości wykorzystania potencjału zasobów. Domek na wsi nie służy tylko rekreacji, ale pod nieobecność gospodarzy może służyć innym jako minihotel. Mieszkanie to inwestycja, którą za jakiś czas można spieniężyć i zamienić na udział w atrakcyjnym apartamentowcu nad morzem, by potem zamienić go na jacht i z powrotem na mieszkanie. Zasoby są płynne i cały czas w ruchu, służąc generowaniu dochodów i pozyskiwaniu kolejnych zasobów.

Kapitał ludzki i społeczny

Umiejętność wyodrębniania kapitału nie ogranicza się jedynie do zasobów materialnych. Jedną z największych zdobyczy zarządzania w XX w. było odkrycie kapitału tkwiącego w człowieku i w jego relacjach z innymi. W ciągu ostatnich 15 lat ogromną karierę w literaturze zarządzania zrobiły pojęcia kapitału ludzkiego i kapitału społecznego. Źródłem potencjalnych zysków i dźwignią biznesu stają się obecnie np.: kompetencje pracowników i menedżerów, umiejętność współpracy, zaufanie międzyludzkie, ale również cechy charakteru – odwaga, innowacyjność, pracowitość, konsekwencja, stabilność emocjonalna.

Wydobywanie kapitału ludzkiego i jego wykorzystanie tworzy poważne wyzwanie. Znajduje się bowiem na styku relacji osobistych i ekonomicznych, co zawsze uważane było za ryzykowne. Naturalną skłonnością ludzi – w tym i przedsiębiorców – jest skłonność do tworzenia relacji, co stoi w pewnej sprzeczności z opartym na racjonalnej ocenie podejściem do zasobów, jakim charakteryzują się stosunki ekonomiczne. Dobrym przykładem tego dylematu jest sytuacja dość często spotykana w firmach, gdy trzeba zwolnić część pracowników: pozostawia się nie te osoby, które wnoszą do firmy największy wkład, ale np. te, które najbliżej są związane z decydentami, lub te, które miałyby większe trudności ze znalezieniem nowej pracy. W rezultacie decydenci mają poczucie pogłębienia więzi z wybranymi osobami, jednak ze stratą dla przedsiębiorstwa.

Inną trudnością w tworzeniu i zarządzaniu kapitałem ludzkim jest opracowanie polityki zarządzania własnym potencjałem. Umiejętności, kompetencje, zdolności, wiedza, osobowość samego przedsiębiorcy czy pracownika również stanowią kapitał, którym można – a we współczesnej gospodarce wręcz należy – zarządzać i podejmować decyzje o jego rozwoju.

Jak widać, pojęcie kapitału robi ogromną karierę we współczesnym życiu gospodarczym. Mówi się obecnie również o kapitale symbolicznym, intelektualnym, kapitale relacyjnym i innych. To przejaw rosnącego zapotrzebowania na innowacyjność i „proaktywne podejście”, w którym uczestnicy życia gospodarczego będą starali się do maksimum wykorzystywać wszelkie okazje i zasoby.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj