szukaj
1,2 mln poszukiwaczy
Wyścig do studenckiego mieszkania
Jak co roku, tuż przed rozpoczęciem zajęć na uczelniach, wśród studentów rozgorzała mieszkaniowa gorączka. Nikt nie chce zostać bez dachu nad głową.

Według  wyników czerwcowej ankiety „Jak mieszkają polscy studenci?" co roku, mieszkania bądź stancji szuka około 1, 2 mln młodych osób. Większość z nich studiuje w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i innych dużych polskich miastach. Preferencje mieszkaniowe studentów przez lata uległy zmianie. Kiedyś najbardziej powszechne akademiki dzisiaj oferują niewiele miejsc. Na dodatek trudno dostępnych, bo spora część kandydatów nie spełnia kryteriów formalnych przyznania pokoju (jest po prostu „zbyt bogata" - ma zbyt wysoki miesięczny dochód na członka rodziny). Pozostaje poszukiwanie „mety na mieście". Podobnie inaczej niż przed laty, małą popularnością cieszy się dziś wynajem stancji. Młodzi ludzie obawiają się, że mieszkając przy właścicielu mieszkania, będą stale pod jego kontrolą. Akademicki klimat luzu, szaleństwa i niekończących się balang kusi. Wybierając samodzielne mieszkanie studenci mogą cieszyć się większą swobodą, niezależnością i zdecydowanie wyższym standardem.

Komórka, refleks, decyzje

Dlatego już od ładnych paru lat wynajem tzw. studenckiego mieszkania - wspólnie z grupką znajomych - jest najbardziej pożądaną formą znalezienia kilku własnych metrów kwadratowych na czas studiów. Preferowany układ: 4 studentów (lub 2 pary) i 2 pokoje. I kto powiedział, że trzeba mieszkać w akademiku, by uczestniczyć w tamtejszych imprezach?

Rozpoczynając poszukiwania trzeba uzbroić się w cierpliwość, telefon z naładowaną baterią i zdolność do podejmowania szybkich decyzji. Cena, warunki, lokalizacja to kwestie ważne zarówno dla potencjalnego najemcy, jak i właściciela. Ten pierwszy chciałby oczywiście tanio, z wygodami oraz jak najbliżej uczelni bądź centrum. Drugiemu najczęściej zależy na tym, by zarobić jak najmniejszym wysiłkiem i kosztem. Prawdopodobnie jeszcze przez lata największą zmorą poszukujących będą ceny, które z roku na rok rosną. Zdecydowana większość uczących się nie zarabia, a nawet jeśli, to zazwyczaj starcza im „na waciki".

Student rozumie - zysk na mieszkaniu musi być. Ale wyzysk? Właściciele mają zaś stały argument - przecież muszą z czegoś spłacić kredyty.
Wśród studenckich legend krążą również historie o miłych, odnoszących zawodowe sukcesy panach po trzydziestce, oferujących wspólne mieszkanie sympatycznym studentkom w zamian za „wspólnie spędzony czas". Takie ogłoszenia można znaleźć naprawdę, tylko nikt nie wie, jak wiele maja one wspólnego z rzeczywistością.   

Pomijając tak egzotyczne oferty - poszukiwanie mieszkania często przypomina polowanie. Bywa i tak, że trafienie mieszkania na dobrych warunkach jest wynikiem przypadku bądź szczęścia. Dla studenta przełom sierpnia i września staje się czasem stresu. W końcu nikt nie chce zostać bez dachu nad głową.

Między dwiema stolicami

Nie od dziś wiadomo, że wynajem w Warszawie jest najdroższy, a ceny ze stolicy znane są na całą Polskę. Miesięczny czynsz za pokój waha się od 500 zł np. w Falenicy (podwarszawska dzielnica) do nawet 1500 złotych w ścisłym centrum. Plus część rachunku za prąd, wodę, gaz itp.

- Ciekawym przypadkiem był pan,  który wszystkich umówił na jedną godzinę. Okazało się, że chętnych jest sporo, więc zrobił licytację. Pierwotną ceną było tysiąc złotych za kawalerkę. Jedna z dziewczyn zaproponowała 1200 zł i „wygrała", a mieszkanie warte było może 800 zł. - mówi Marcin, student prawa z Warszawy.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj