szukaj
Moto-debata w POLITYCE
W piątkowy wieczór przed redakcją POLITYKI zaroiło się od wspaniałych, sportowych maszyn. To motocykliści stawili się na zorganizowaną przez nasz tygodnik debatę w ich sprawie. Atmosfera była gorąca.

ZMORY-MOTORY? - więcej:

Potrzeba spotkania zrodziła się podczas powstawania reportażu Edyty Gietki „Komu bije dzwon”. W roli panelistów wystąpili: Anna Zielińska z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przy Instytucie Transportu Samochodowego, insp. Wojciech Pasieczny z Wydziału Ruchu Drogowego KSP wraz kolegą, szefem tzw. sekcji piątej (grupy w warszawskiej drogówce, wyspecjalizowanej w tematyce motocyklowej), Marcin Stuszewski z Akademii Jazdy Opel (doszkalający kierowców motocykli), Szymon Dziawer ze „Świata motocykli” oraz Piotr Szenk, służbowo chirurg, prywatnie fan motocykli.

 

Na widowni pojawiło się kilkudziesięciu fanów dwóch kółek. Wielu było w „bojowym” rynsztunku – ubrani w kombinezony, z kaskami pod pachą. Robili niesamowite wrażenie. Dyskusję prowadził Adam Grzeszak, dziennikarz „POLITYKI”.

Anna Zielińska przytoczyła statystyki z których wynika, że jeśli chodzi o ofiary wypadków z udziałem motocykli w Polsce wciąż – na tle Europy – nie jest źle. Ale sytuacja będzie się pogarszać (im zamożniejsi są rodacy, bo to drogie hobby, tym więcej będzie motocykli). Tymczasem motocykliści są drugą, obok pieszych, najbardziej zagrożoną grupą uczestników ruchu drogowego. W Europie kierujący motorem ryzykuje aż 18 razy bardziej, niż kierowca samochodu (w Polsce – 11 razy bardziej). Z wysoką śmiertelnością motocyklistów nie radzą sobie władze Wielkiej Brytanii, Grecji, Włoch i Francji.

W ten ton wpisała się prezentacja, przygotowana przez inspektorów z warszawskiej Policji. Pokazywali m.in. skutki wypadków z udziałem motocyklistów. Większość z nich to efekt brawury na drodze. Wystąpienie policjantów wywołało żywiołowe reakcje sali. Prawdopodobnie wszystkim obecnym – nawet na co dzień kierowcom samochodów – trudno było się zgodzić z argumentami policjantów, że ograniczenie prędkości do przepisowej natychmiast poprawi bezpieczeństwo na drogach. – W Polsce zgodnie z prawem nie da się jeździć, brak autostrad, liczne ograniczenia, korki. Pokonanie najkrótszego odcinka pomiędzy dwoma miastami, który na Zachodzie przejeżdża się w 1-2 godziny, u nas to cała wyprawa – padały głosy z sali. Stąd bierze się powszechny brak poszanowania prawa u wszystkich uczestników ruchu drogowego.

Panowie z Komendy zrobili błyskawiczny konkurs ze znajomości przepisów ruchu drogowego dla motocyklistów. Prawidłowe odpowiedzi znała tylko jedna uczestniczka debaty wśród publiczności (również zaproszeni paneliści „oblali” test). W nagrodę dostała borsuka-maskotkę.(fot. Paweł Załęcki)

Z postawy motocyklistów wynikało wyraźnie, że czują się grupą w społeczeństwie represjonowaną. Przypięto im łatki wariatów, którzy hałasują po nocy, zabijają siebie i innych. – Trzeba mieć wiele samozaparcia, by w Polsce jeździć na motocyklu. Fatalne drogi i niska kultura jazdy sprawiają, że to jest naprawdę sport ekstremalny – mówił Szymon Dziawer z pisma „Świat motocykli”. Kierowcy jednośladów czują, że media wywierają na nich presję, a każdy artykuł (w tym reportaż z POLITYKI) czy informacja w telewizji jest mniej lub bardziej zawoalowanym oskarżeniem. Przekonywali też, że kampanie społeczne, takie jak „Idzie wiosna, będą warzywa” nikomu nie pomagają, potwierdzając tylko stereotypy (wszystkie te żale znalazły też oddźwięk już wcześniej na naszym forum).

Problemem jest też postrzeganie całej grupy przez pryzmat kilku szaleńców, którzy potrafią mknąć przez miasta z prędkością 200 km/h. Zarówno policjanci, jak i sami motocykliści uznali, że to jest ekstremum, z którym wszyscy powinni walczyć. Nie wystarczą kilkusetzłotowe mandaty. Motocykliści mogą przecież sami tępić takie zachowania wśród swoich znajomych.

Janusz Korwin-Mikke pojawił się na sali i wziął udział w debacie. Jego pomysły - jak zwykle proste, choć kontrowersyjne. Po pierwsze - znieść obowiązek jazdy w kaskach. Po drugie - obniżyć wiek wydawania praw jazdy na motocykle. A potem każdy szaleje na własne ryzyko - wariaci wyeliminują się sami (niestety, czasem ucierpią osoby postronne). Fot. Paweł Załęcki

Im dłużej trwała dyskusja, tym bardziej emocje opadały, a wyraźnie wyczuwalne na początku napięcie między salą, a zgromadzonymi ekspertami, obniżało się. Gdy nadeszła tura rozmów nieoficjalnych, okazało się, że przedstawiciele policji to tak naprawdę całkiem spoko goście. Ostatecznie udało się wypracować 10-punktowy plan postulatów, których realizacja powinna poprawić sytuację, a także oczyścić relacje na polu motocykliści-społeczeństwo:

1.„Młody, nie napinaj się” – tym zdaniem można podsumować bardzo rozsądną propozycję, zgłoszoną z sali przez jednego z instruktorów nauki jazdy na motorach. Okazuje się, że poważnym problemem - nawet dla samych zainteresowanych - są młodzi, niedoświadczeni kierowcy, którzy tuż po zdaniu egzaminu wsiadają na najmocniejsze, wyścigowe maszyny. Takim brakuje często respektu, wyobraźni i przede wszystkim doświadczenia, które nabywa się po prostu pokonując setki, tysiące kilometrów. I to oni mają największą potrzebę wyciskania ze swej kosztownej zabawi wszystkiego, co producent przewidział. Skłanianie „młodych” do wsiadania na motocykle słabsze, z mniejszymi osiągami i przyspieszeniem, to zadanie dla samego środowiska motocyklistów oraz ich szkoleniowców. Rząd planuje wprowadzenie dla młodych kierowców kategorii AM - wymuszającej jazdę na słabszych maszynach. To zdaniem dyskutujących krok w dobrym kierunku.

2.Moto-edukacja w szkołach – najlepiej prowadzona na wspólnych zajęciach policjantów razem z motocyklistami. Nie tylko dotycząca zasad bezpiecznej jazdy, ale też np. odpowiedniego ochronnego ubioru.

3.Moto-edukacja dla rodziców – jak wyżej, ze szczególnym naciskiem na ubiór, tak aby nie myśleli, że kupno skutera lub motoru to koniec wydatków.

4.Nauczenie zasad pierwszej pomocy dla motocyklisty, który ucierpiał w wypadku – w szkołach, dla rodziców, na kursach prawa jazdy. Przeszkolić trzeba nawet pracowników pogotowia ratunkowego, bo okazuje się, że nie zawsze mają stosowne umiejętności.

5. Prędkość stosowna do warunków na drodze – to postulat motocyklistów, który najbardziej popierali eksperci z panelu dyskusyjnego – szczególnie w miastach, gdzie wąskie ulice pełne są pułapek.

6.Budowa torów, gdzie motocykliści mogą na własne ryzyko wyszaleć się, nie zagrażając osobom postronnym. Inspektor Pasieczny przedstawił ciekawą koncepcję – gdyby co drugi posiadacz motocykla w kraju wziął udział w zbiórce pieniędzy (po 100 zł), uzyskana kwota starczyłaby na budowę jednego z najnowocześniejszych torów na świecie.

7.Uświadamianie motocyklistom, ale też młodzieży, skutków brawury i wypadków. Nie tylko przez pokazanie zdjęć ofiar – również skutków prawnych.

8.Poprawa techniki jazdy motocyklem pod okiem instruktorów – czyli szkolenia, szkolenia, szkolenia.

9.Więcej wzajemnej życzliwości i tolerancji na drogach – każdy uczestnik ruchu jest człowiekiem.

10.Edukowanie przez przykład – każdy motocyklista powinien sam odpowiedzieć sobie, jakie głupie rzeczy robi ze swą maszyną. Presja środowiska bywa najlepszym hamulcem. 

Motocykliści na pewno nie znikną z naszych ulic. Co więcej – będzie ich przybywać – stąd warto, abyśmy nauczyli się wzajemnie szanować, akceptując swoje potrzeby. Mamy nadzieję, że nasza debata zapoczątkuje ważną społeczną dyskusję. Padła propozycja, aby takie debaty powtarzać, podobnie jak spotkania motocyklistów z policją i wspólne inicjatywy. Na pewno będziemy się temu przyglądać.

Dziękujemy wszystkim, którzy poświęcili swój czas i wzięli udział w naszym spotkaniu. 

Tutaj zobaczyć można galerię zdjęć, ze spotkania motocyklistów z policjantami i ekspertami w redakcji POLITYKI. 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj