Michaił Gorbaczow dla POLITYKI
Byłaby wielka wojna
Były przywódca KPZR o upadku berlińskiego, zjednoczeniu Niemiec, rozpadzie ZSRR, sowieckich grzechach i dzisiejszej Rosji.
Michaił Gorbaczow
Robert Goddyn/BEW

Michaił Gorbaczow

Michaił Gorbaczow odbiera z rąk Jerzego Baczyńskiego, redaktora naczelnego POLITYKI nagrodę 'Kamień milowy' , dla ludzi którzy swym postępowaniem skierowali losy państw i narodów na nowe tory.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Michaił Gorbaczow odbiera z rąk Jerzego Baczyńskiego, redaktora naczelnego POLITYKI nagrodę "Kamień milowy" , dla ludzi którzy swym postępowaniem skierowali losy państw i narodów na nowe tory.

Z Michaiłem Gorbaczowem, ostatnim przywódcą Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i jedynym prezydentem ZSRR, rozmawiałem w Genewie na początku października. Gorbaczow przyjechał na posiedzenie Międzynarodowego Zielonego Krzyża (Green Cross International), organizacji ekologicznej, którą założył w 1993 r. Zielony Krzyż angażuje się głównie w budowę studni i wodociągów, wykorzystanie energii słonecznej, a także w neutralizację broni chemicznej. Organizacja (obecnie przewodniczącym rady dyrektorów jest polski biznesmen Jan Kulczyk) ma oddziały już w 30 krajach i spore wpływy, czego dowodem udział w genewskim posiedzeniu sekretarza generalnego ONZ Bank Ki-moona.

Michaił Siergiejewicz Gorbaczow ma dziś 78 lat. Od momentu ustąpienia z urzędu prezydenta ZSRR w polityce rosyjskiej został zmarginalizowany. Startował jeszcze w wyborach prezydenckich w Rosji w 1996 r., ale zdobył tylko 1 proc. głosów. Ostatnio próbuje jednak wrócić do czynnej polityki. Wspierany przez miliardera Aleksandra Lebiediewa (współwłaściciela „Nowoj Gaziety”), założył Niezależną Demokratyczną Partię Rosji, która ma wystartować w wyborach 2011 r. Partia broni wolności obywatelskich, domaga się zmiany ordynacji wyborczej, ale unika ostrej krytyki Władimira Putina i definiuje się jako uprzejma opozycja. Gorbaczow, wciąż znacznie bardziej popularny na Zachodzie niż w kraju, w ostatnich latach sporo podróżował, wykładał, uczestniczył też w kontrowersyjnych spotach reklamowych. W Polsce ostatni raz był w 1997 r. jako gość „Polityki” (odbierał wtedy nagrodę Kamień Milowy, przyznaną mu, wspólnie z Tadeuszem Mazowieckim i Jacquesem Delorsem, w 40-lecie naszego tygodnika).

Stan zdrowia (były sekretarz generalny KPZR cierpi na dolegliwości krążeniowe) zmusza go jednak do ograniczenia aktywności. Mówi z widocznym wysiłkiem i raczej unika wystąpień publicznych i wywiadów. W ponadgodzinnej rozmowie nie udało nam się poruszyć wielu tematów, zwłaszcza dotyczących współczesnej polityki, ale też z Gorbaczowem najlepiej rozmawia się o historii, której był jednym z głównych aktorów.

Jerzy Baczyński

 


Jerzy Baczyński: – W październiku 1989 r. w Berlinie uroczyście obchodzono 40-lecie NRD. Na trybunie honorowej obok pana stał Erich Honecker, przywódcy innych partii  komunistycznych, odbywała się imponująca defilada. Ledwie miesiąc później upadł mur berliński. Czy bieg zdarzeń pana zaskoczył?

Michaił Gorbaczow: – Pamiętam tamtą defiladę. Młodzi skandowali różne hasła, nieśli transparenty, także „Gorbi, pomóż!”. Widać było determinację, oczekiwanie zmian. Mieczysław Rakowski podszedł do mnie i pyta: Michaile Siergiejewiczu, rozumiecie, co oni krzyczą? Mówię: na tyle znam niemiecki, że rozumiem. – To już koniec – mówi Rakowski. – Tak, to już koniec – odpowiedziałem. Wcześniej dość długo rozmawiałem z Honeckerem. To był człowiek ambitny, prawdziwy komunista, przywódca najsilniejszej republiki Układu Warszawskiego, ale nie rozumiał, co się dzieje. W Związku Radzieckim zachodziły głębokie zmiany, w Europie Środkowej również, poprawiły się nasze stosunki z Zachodem, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi. A NRD była jak wyspa na morzu zmian. Niemcy trzeba było zjednoczyć.

Pamiętam, że to nie było wtedy takie oczywiste. Prezydent Francji François Mitterrand i premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher byli co najmniej sceptyczni. O ile wiem, kierownictwo radzieckie też było w tej sprawie podzielone. Obawy mieli Czesi, Polacy i inni. Czy historia mogła potoczyć się inaczej?

Nie. To był proces nie do zatrzymania. Też pamiętam, jak mój przyjaciel Mitterrand powtarzał: „tak kochamy Niemców, że wolelibyśmy, by mieli aż dwa państwa...”. Nie planowaliśmy tamtych wydarzeń, ale trzeba było je zrozumieć i podjąć decyzję. W NRD stacjonowało 300 tys. naszych żołnierzy, dwa miliony po obu stronach żelaznej kurtyny. Czy mieliśmy użyć siły? To byłoby szaleństwo. Groziłby nam wybuch trzeciej wojny światowej. Wtedy przed nikim byśmy się nie wytłumaczyli, a i mnie nie byłoby tutaj... Jestem dumny, że znalazłem się wśród tych, którzy zrozumieli historię. Wiedzieliśmy, jakie jest nastawienie Niemców. W połowie października odszedł Honecker. Nowy premier NRD Hans Modrow na wschodzie i Helmut Kohl na zachodzie opracowali swoje plany dotyczące stopniowego zjednoczenia Niemiec. Historia przyspieszyła, postawiła przed nami problem niemiecki i zmusiła nas do zdecydowanych działań.

Czy dziś uważa pan, że Niemcy dobrze przeprowadzili operację zjednoczenia?

Tak, zdecydowanie tak. Potwierdzili, że są wielkim narodem, stworzyli silne państwo.

W tym samym czasie, kiedy Niemcy się jednoczyli, rozpadał się Związek Radziecki. Pan do dziś uważa, że rozwiązanie ZSRR to był błąd i geopolityczna katastrofa. Jak pan to wytłumaczy Polakom, którzy ZSRR uważali za opresyjne imperium, źródło swoich nieszczęść, ucieleśnienie zła?

Ja wiem, wy się cieszycie, zacieracie ręce, że nie ma już ZSRR, ale źle się stało również dla was. Związek Radziecki dawał mocniejsze gwarancje bezpieczeństwa na świecie niż Rosja. Oczywiście my chcieliśmy zmienić Związek Radziecki, zreformować gospodarkę, dać ludziom wolność, także sąsiadom z Układu Warszawskiego. Po to była głasnost’ i pierestrojka. Byliśmy na dobrej drodze, ale nomenklatura partyjna zorganizowała zamach stanu... Zresztą, znacie historię. Wiem, co Polacy myślą o Związku Radzieckim, ale Polacy powinni znać historię i wtedy wszystko staje się bardziej zrozumiałe; były złe strony, były i dobre.

My w Polsce uważamy, że Rosjanie wciąż myślą z nostalgią o utraconym imperium, nie chcą uznać prawdy o zbrodniach komunistycznego systemu. To jest poważny problem w naszych stosunkach.

Wiem, wiem. Zajmowałem się tym jeszcze w czasach pierestrojki. Kiedy odchodziłem z urzędu, przekazano mi raport dotyczący Katynia. Spotkałem się z Borysem Jelcynem, był obecny Jakowlew [Aleksander, jeden z twórców pierestrojki, bliski współpracownik Gorbaczowa, po upadku ZSRR przewodniczył komisji ds. rehabilitacji ofiar komunizmu – red.]. Na odchodnym Jakowlew wręczył mi dokument. Był to ręcznie napisany raport Szeliepina [Aleksander, szef KGB, dokument sporządzony w 1959 r.] do Chruszczowa o polskich oficerach, którzy znaleźli się na terenie Rosji po wybuchu wojny. Raport kończył się tak: ponieważ wszyscy ci ludzie należeli do wrogiej klasy, zostali rozstrzelani. Byłem wstrząśnięty, bo przecież tę sprawę badała poważna komisja, w której uczestniczył m.in. wybitny pisarz Aleksy Tołstoj. Było jasne, że zostali wprowadzeni w błąd. Rozstrzelanie przypisano Niemcom. Wstyd. Wcześniej długo szukaliśmy jakichś dokumentów na temat Katynia, bo prosił o to Wojciech Jaruzelski, z którym powołaliśmy [w 1987 r.] wspólną komisję historyczną. W 1990 r. został znaleziony pierwszy dokument: informacja o wydatkach na oddziały eskortujące...

Kontynuowałem rozmowę z Jelcynem, a kiedy skończyliśmy, powiedziałem, że przekazuję mu z ręki do ręki dokument, który sam dostałem w dniu dzisiejszym, ten raport dla Chruszczowa. Jelcyn w pierwszym okresie pracy nie zajął się tym, żeby całą sprawę wyjaśnić Polakom. Lubił zgrywać się na bohatera: mówił, że Gorbaczow trzymał w sejfie ten dokument, potem dopiero przyszedł i oddał. To bzdura. Ale to było w stylu Borysa; miał wiele nieuczciwych zagrań. Dopiero później [w 1992 r.] te papiery zostały przekazane oficjalnie.

My, przywódcy pierestrojki, chcieliśmy utrzymać jak najlepsze stosunki z Polską. Podczas wizyty w Polsce, w Krakowie na Wawelu [1988 r.], spotkałem się z przedstawicielami inteligencji polskiej. Rozmawialiśmy otwarcie o naszej wspólnej historii. Nie wiem, co się działo dalej w sprawie katyńskiej, czy jeszcze coś pozostało do wyjaśnienia. Jeśli tak, to trzeba to zrobić do końca. Ale proszę pamiętać, że my też nie mieliśmy dostępu do wielu dokumentów, które wcześniej niszczono. Przecież podobnie było z tekstem paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie znaleźliśmy oryginału, tylko kopię, ale przecież kopię można łatwo podrobić. Straszne sprawy, deptano ludzkie życie, życie całych narodów. No, tak było.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj