Lizbona: Dlaczego Klaus się wahał?
Fifty-Fifty
Czeski Trybunał Konstytucyjny - z nieskrywaną irytacją - odrzucił skargę grupy prawicowych senatorów, która blokowała Traktat Lizboński.

Traktat, ratyfikowany już przez wszystkie niezbędne ciała ustawodawcze Republiki Czeskiej, potrzebuje do wejścia w życie jeszcze tylko podpisu prezydenta Czech Vaclava Klausa. I właśnie z kręgów tego polityka wychodzą kolejne pomysły na obstrukcję. Klaus już kilka miesięcy temu zaskarżył Traktat do tegoż samego Trybunału. Wtedy osobiście przed kamerami czytał sędziom Trybunału kasandryczne wizje przyszłości Unii Europejskiej i samych Czech. Sędziowie orzekli wówczas, ze Traktat jest jednak zgodny z konstytucją. Klaus w międzyczasie wymyślił kolejny pretekst - zaczął się domagać dodatkowych gwarancji dla Czech, czyli specjalnego protokołu dołączonego do Europejskiej Karty Praw Człowieka. Miałby on dodatkowo zabezpieczać kraj przed ewentualnymi roszczeniami wypędzonych w latach 40. kilku milionów Niemców sudeckich oraz ich potomków. Wizja wypłaty odszkodowań albo konieczności zwracania skonfiskowanego majątku od dwudziestu lat jest jedną z dominant czeskiej polityki wewnętrznej. Gdyby do tego faktycznie doszło, kraj czekałaby katastrofa. Dotychczas jednak wszelkie możliwe sądy odrzucały podobne pozwy, a w kręgach ekspertów panuje zgoda, że taki wariant jest - z punktu widzenia prawa - nieprawdopodobny. Czeskim populistom te strachy służą jednak wdzięcznie do reanimowania antyniemieckich emocji, które zawsze pomogą zdobyć parę głosów w kolejnych wyborach.

Klaus odwołał się właśnie do tych resentymentów, niezmiernie silnych w czeskiej kulturze politycznej. Zresztą, utożsamianie Unii Europejskiej z przerażającym pangermanizmem jest jednym ze stałych straszaków, używanym od lat przez czeskich eurosceptyków. Także teraz, tuż przed ogłoszeniem decyzji Trybunału, skarżący traktat senatorowie oficjalnie zarzucili przewodniczącemu Trybunału, wybitnemu prawnikowi Pavlovi Rychetskiemu, stronniczość. Powód: spotkał się z ambasadorem Niemiec, co brukowe media chętnie podchwyciły. „To jest działanie na pograniczu obstrukcji” - oświadczył Rychetsky. Trybunał - jak to ujęły tytuły na czeskich portalach internetowych - skargę Klausa i jego sojuszników „rozszarpał na kawałki”. Sędziowie jednogłośnie orzekli, że ani Traktat w całości, ani żaden z jego elementów nie zagraża suwerenności kraju. Ostrzegli też, że w ten sposób droga prawna do blokowania Traktatu została zakończona - ewentualne kolejne skargi już nie zostaną przyjęte do rozpatrzenia. Dzisiejsza decyzja jest więc ostateczna.

Klaus zapewniał, że więcej już zastrzeżeń nie ma, ale nikt nie może zagrawantować, że tym razem Traktat podpisze. Wcześniej już kilka razy wydawało się, że po kolejnych skargach i próbach blokowania, sprawa jest przesądzona. A mimo to czeski prezydent zawsze znajdował w sobie dość siły i pewności siebie, żeby wbrew całemu światu i błaganiom elit swej ojczyzny uznać, że to jednak on ma rację, a cała reszta się myli i podpisu nie złożył. Nie ma pewności, że teraz nie będzie podobnie. Klaus jest politykiem zupełnie nieprzewidywalnym i różne niespodzianki może zgotować. Niestety - w tym przypadku - całej Europie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj