szukaj
Wywiad z Richardem Holbrooke'iem
Zakochałem się w Afganistanie
Nie sądzę, żeby nas stąd wypędzono. Nie jesteśmy Związkiem Radzieckim – mówi Richard Holbrooke, amerykański specjalny wysłannik w Kabulu.
Richard Holbrooke, amerykański dyplomata i polityk
B MATHUR/Forum

Richard Holbrooke, amerykański dyplomata i polityk

Artykuł pochodzi z 50. numeru FORUM.
Forum

Artykuł pochodzi z 50. numeru FORUM.

Czy zna pan określenie „złoty wiek” w odniesieniu do Afganistanu?

Reklama

Richard Holbrooke: Lata 60. i 70.?

Dokładnie 1963–1978.

W tym czasie byłem w Afganistanie jako ochotnik Korpusu Pokoju: w Kabulu, Bagramie, Bamianie i w Hindukuszu. Wtedy zakochałem się w tym kraju.

Ten względnie spokojny okres trwał 15 lat. Kiedy znowu możemy mieć na coś takiego nadzieję?

30 lat wojny, Sowieci, talibowie i to, co się dzieje teraz – wszystko to rozerwało kraj. Odbudowa musi potrwać. Oprócz tego nastąpił społeczny zwrot ku konserwatyzmowi. Wiele swobód, które pojawiły się w latach 60. i 70., jest teraz nie do pomyślenia.

Miał pan swój udział w zmianie amerykańskiej strategii wobec tego kraju. Dlaczego jednak, mimo tej zmiany, nadal wciąż mówimy tylko o liczbie żołnierzy?

Opinia publiczna interesuje się wojskiem, bo tam jest wojna. Moim zadaniem jest opracowanie strategii cywilnej. Obecnie największy projekt pomocy dotyczy rolnictwa. Na miejscu mamy ponad stu doradców. Zajmujemy się systemem prawnym oraz walką z korupcją.

Po jesiennych, dramatycznych wyborach prezydent Hamid Karzaj doczekał się reelekcji. Czego pan od niego oczekuje?

Były to nieczyste wybory z wieloma zakłóceniami i oszustwami. Dziś Hamid Karzaj jest prawomocnie wybranym prezydentem, ale – podkreślam raz jeszcze – wybory nie były czyste. Musimy tak pomóc rządowi, aby mógł sobie pomagać sam. Najważniejsze są samodzielne wojsko i policja. Tylko w ten sposób możemy umożliwić wycofanie wojsk z Afganistanu. Drugim punktem na liście priorytetów jest rolnictwo. Do 1978 r. Afganistan eksportował towary rolne do całej Azji Środkowej. To już przeszłość. Trzecim ważnym zagadnieniem jest prawidłowe funkcjonowanie państwa.

Już sam współczynnik analfabetów w siłach bezpieczeństwa jest szokujący.

Nikomu nie jest potrzebny policjant, który nawet nie umie przeczytać dokumentu. Widocznie nasze szkolenie było niewystarczające. Pierwszą rzeczą, jakiej zażądałem, była nauka czytania i pisania. Są też inne ogromne problemy: brak nowej kadry, korupcja, uzależnienie od narkotyków.

Jak silna powinna być pana zdaniem policja?

Wciąż słyszę liczbę 160 tys. ludzi w ciągu trzech do czterech lat. Byłoby dobrze, gdyby to się udało. Mam dość programów, których potem nie udaje się zrealizować. Tak naprawdę Brytyjczycy powinni zająć się narkotykami, Niemcy – szkoleniem, Włosi – systemem prawnym. Tak powinno być, ale tak się nie stało, poszczególne działania nie były skoordynowane i nie doszliśmy prawie do niczego. W dziewiątym roku wojny zaczynamy wszystko od nowa.

Coraz więcej ludzi wątpi w sens kampanii.

Tak, niecierpliwość rośnie. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy w Afganistanie z powodu 11 września, zamachów w Londynie, Madrycie, Nowym Jorku, Waszyngtonie, Bombaju i Islamabadzie. Prowadzimy wojnę z ludźmi, którzy chcą nas zniszczyć. Nie uda im się, ale mogą nam wyrządzić wiele szkód. Musimy ich utrzymać w defensywie. Ci ludzie żyją na pograniczu afgańsko-pakistańskim. Zwalczamy talibów, ponieważ są ściśle związani z Al-Kaidą.

Przy budowie państwa sporo było kłopotu z ustaleniem stosunków między władzą centralną a regionami.

Gdybyśmy w 1995 r. ustanowili w Bośni silną władzę centralną, wojna nigdy by się nie skończyła. Dlatego musieliśmy stworzyć pewien stopień autonomii dla poszczególnych regionów. Afganistan jest jak Bośnia, a nie jak Francja, która jest państwem scentralizowanym. Interesujące, że w Afganistanie nigdy nie było ruchu separatystycznego.

Czy marzenie o Pasztunistanie nie jednoczy wszystkich Pasztunów po obu stronach granicy pakistańsko-afgańskiej?

Afgańscy Pasztunowie nigdy nie chcieli się oddzielić od kraju. Afganistan jest ich krajem, nawet jeśli nieraz mówią, że Pasztunowie z Pakistanu są częścią Pasztunistanu. Afgańska tożsamość jednak ich jednoczy, podobnie jak pozostałe grupy etniczne, które będąc Afgańczykami, równocześnie czują się Tadżykami czy Hazarami.

Czego się spodziewać po londyńskiej konferencji w sprawie Afganistanu? To już za sześć tygodni. Przecież nowa strategia na razie jest tylko amerykańskim pomysłem.

Lecimy do Londynu, aby dojść do międzynarodowego konsensu, jak pomóc Afgańczykom. Jednak o dalszym przebiegu wojny nie decydują konferencje, tylko taktyka naszych sił oraz zachowanie się talibów i Afgańczyków na pustyniach i w górach.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj