szukaj
Szykanowany Związek Polaków na Białorusi
Reżim nie odpuszcza
Wtargnięcie białoruskiej milicji do Domu Polskiego w Iwieńcu, wyprowadzenie z budynku działaczy Związku Polaków na Bialorusi, przejęcie kolejnego, czternastego polskiego domu w tym kraju jest dowodem, że naprawdę nie wiadomo jak rozmawiać z Aleksandrem Łukaszenką i jego urzędnikami.

Kiedy w 2005 r. konflikt wokół Związku Polaków zaostrzył się, Białoruskie władze uznały zarząd Andżeliki Borys za nielegalny i postawiły na czele Związku swoich czynowników, stosunki Warszawy i Mińska były zamrożone z powodu sankcji, jakimi państwa UE obłożyły białoruski reżim. Wtedy i sukcesywnie przez kolejne lata władze Białorusi pozbawiały Związek majątku i gnębiły działaczy, a polski MSZ mógł jedynie kiwać palcem w bucie i przyglądać się. Nie było rozmów z Mińskiem, nie było kontaktów na ministerialnym szczeblu, była tylko bezradność wobec tego, co się dzieje.

Teraz stosunki z Białorusią nieco się ociepliły, państwa europejskie zdjęły zakaz wjazdu na swój teren, stosowany wcześniej wobec białoruskich dygnitarzy, toczą się rozmowy o kredytach, zachodnie firmy delikatnie starają się inwestować na Białorusi, sam Aleksander Łukaszenko jeździ właśnie na nartach w jednym ze Szwajcarskich kurortów. Minister spraw zagranicznych Białorusi Siarhiej Martynau ma za kilka dni złożyć wizytę w Warszawie. Wydawało się, że ta zmiana relacji spowoduje podobne zachowanie także po drugiej stronie granicy, w Mińsku. Ale nie, białoruskie władze nadal szykanują Związek Polaków Andżeliki Borys, przejmują majątek, jaki przekazany został przez Polskę, polskiego podatnika. I okazuje się, że teraz także Warszawa nie ma ruchu, bo to wewnętrzna sprawa Białorusi. Można było wezwać polskiego ambasadora na konsultacje do Warszawy, co jest w języku dyplomatycznym poważnym ostrzeżeniem. Nie sądzę, żeby Łukaszenko bardzo się tym jednak przejął.

Mińsk, na kimś, kto tu jest pierwszy raz nie sprawia wrażenia stolicy kraju rządzonego przez dyktatora. Jest czysty, zadbany, nawet śnieg uprzątnięto z ulic. Na murach nie ma graffiti, na chodnikach śmieci. Ludzie chodzą ubrani schludnie, są grzeczni, nawet się uśmiechają. W restauracjach młodzież pije szampana. W kioskach leżą „Cosmopolitan” i „Elle”. Ale to wcale nie znaczy, że reżim pofolgował. Ludzie wciąż się boją, są posłuszni. Oficjalna gazeta „Sowiecka Białoruś”, organ prasowy prezydenckiej administracji kpi z Polaków i obwinia ich z zaistniałą sytuację.

Jedynie białoruski opozycyjny wobec władzy tygodnik „Nasza Niwa” zamieścił na swoich łamach apel: „Dziś Cała białoruska inteligencja powinna stanąć murem za Andżeliką Borys i Ireną Sobol (szefową ZPB w Iwieńcu) To jest nasz obywatelski obowiązek”. Mam nadzieję, że białoruskie elity, zwłaszcza młode, zwrócą uwagę na te słowa.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj