szukaj
Światowy Dzień Wody bez wody
Do ostatniej kropli
Woda to dziś najbardziej poszukiwane bogactwo naturalne na świecie. Widać to najlepiej w Palestynie, gdzie od 1967 r. Izraelczycy nie pozwolili wywiercić ani jednej studni.
Sacca/Flickr CC by SA

Wieś Bani Zaid w okręgu w Ramallah, sierpień 2009 r. 90 proc. tej miejscowości od 4 miesięcy nie ma dostępu do bieżącej wody.
ISM Palestine/Flickr CC by SA

Wieś Bani Zaid w okręgu w Ramallah, sierpień 2009 r. 90 proc. tej miejscowości od 4 miesięcy nie ma dostępu do bieżącej wody.

Według Światowej Organizacji Zdrowia człowiek potrzebuje przynajmniej 100 l wody dziennie, aby móc w pełni korzystać ze zdobyczy cywilizacji – to minimum, jakie zużywamy w ciągu doby na mycie się, pranie i gotowanie.

Ponad 2,6 mld ludzi, w tym 980 mln dzieci, nie ma dostępu do urządzeń sanitarnych, nie ma toalet ani pieniędzy nawet na 3 l wody potrzebne na jej każdorazowe spłukanie. Dla ponad miliarda ludzi marzeniem jest czysta i bezpieczna dla zdrowia woda. Jej brak oznacza choroby, m.in. biegunkę, która co roku powoduje śmierć 1,8 mln dzieci.

Według prognoz ONZ, w 2045 r. będzie nas 9 mld. Słodkiej wody dla wszystkich na pewno nie wystarczy. Już dziś miasta – nawet w tak bogatych krajach Europy, takich jak Hiszpania – rywalizują o wodę z biedniejszą wsią. Gorzej, gdy kłócą się o nią państwa. Ponieważ woda gruntowa ani powierzchniowa nie uznaje granic, państwa muszą się nią dzielić. W Afryce aż 93 proc. słodkiej wody przekracza granicę jednego kraju. Korzysta z tych wód blisko 70 proc. ludności całego kontynentu.

Choć woda jest przezroczysta, polityka wokół niej bywa bardzo mętna. Państwo mające na swoim terenie źródła wody często staje się regionalnym hegemonem, który niechętnie dzieli się nią z innymi. Już w latach 90. ostrzegano, że wraz ze wzrostem populacji na świecie właśnie o wodę – nie o ropę – będą toczyć się wojny. Na Bliskim Wschodzie, jednym z najbardziej suchych regionów świata, coraz częściej słychać, że na niedostatek wody da się znaleźć rozwiązanie. Mało tego, mogłoby ono przybliżyć zakończenie 60-letniego konfliktu izraelsko-arabskiego.

Woda to jedna z sześciu teczek na stole negocjacyjnym między Palestyńczykami a Izraelem. Jej podział wydaje się mniej kontrowersyjny niż chociażby podział Jerozolimy, ustalenie granic państw, powrót palestyńskich uchodźców, zapewnienie bezpieczeństwa obu narodom czy kwestia około 150 osiedli żydowskich wybudowanych na palestyńskim Zachodnim Brzegu. Ale to właśnie podział dostępu do wody wyznaczy nowy kształt państwa palestyńskiego i izraelskiego.

Na ziemi i pod ziemią

Dziś negocjatorzy po obu stronach jako punkt wyjścia do rokowań zgodnie przyjmują granice z 1967 r. Wiadomo też, że pewne korekty granicy wchodzą w grę, gdyż Izrael upiera się przy zachowaniu kilku największych osiedli, wybudowanych na terenie okupowanej Jerozolimy wschodniej i tuż przy tzw. zielonej linii. Jednak nie ziemię obie strony będą wymieniać, lecz to, co się pod nią kryje. Palestyńczycy nie zaakceptują terenów, na których woda kryje się zbyt głęboko. To w metrach sześciennych wody obliczane będzie prawo powrotu palestyńskich uchodźców.

Wobec zmian klimatycznych kryzys wodny w regionie basenu Morza Śródziemnego co roku się zaostrza. Poprzednia zima w Palestynie i Izraelu była wyjątkowo sucha. W lecie już po raz czwarty z rzędu przez wiele tygodni nie było deszczu. Ludzie wpadli w panikę. Izraelski parlament przygotował więc plan awaryjny, który zakłada stworzenie systemu pozyskiwania wody na potrzeby rolnictwa i wybudowanie nowych instalacji do odsalania, by zwiększyć ich wydolność ze 138 mln m sześc. do aż 750 mln m sześc. w 2020 r.! Plan wywołał gorącą dyskusję, szczególnie w kręgach palestyńskich ekologów. Twierdzą oni, że to nie brak wody jest problemem, tylko jej fatalne rozdysponowanie.

W Dahriji, miasteczku położonym na palestyńskim Zachodnim Brzegu, mieszkańcy już od marca wyczekują deszczu i z zadowoleniem witają jesień. Mimo że większość domów ma kanalizację, woda w kranach była latem tylko co dwa miesiące. Mieszkańcy musieli kupować ją od Mekorotu, izraelskiej firmy odpowiedzialnej za dostawy wody w Izraelu i na terytoriach palestyńskich. Tylko że zanim kierowca przewiózł ją na wzgórza południowego Hebronu przez wiele izraelskich punktów kontrolnych, woda stawała się dziesięć razy droższa, bo do każdego litra doliczana jest cena paliwa.

Mieszkańcom Dahriji poszczęściło się na tyle, że poza suchymi miesiącami mają dostęp do miejskiego wodociągu. Aż 30 proc. gmin na Zachodnim Brzegu o takim przywileju może tylko pomarzyć. Palestyńskie dzieci z najbardziej wysuszonych wiosek w dolinie Jordanu spędzały wakacje przy głównej autostradzie, zatrzymując samochody izraelskich osadników. Nie prosiły o pieniądze, ale o wodę.

Rozkaz nr 157

Od początku izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy w 1967 r. Palestyńczycy nie mają dostępu do zasobów słodkiej wody powierzchniowej. Izrael natychmiast ogłosił dolinę Jordanu strefą militarną, odbierając Palestyńczykom prawo do korzystania z jej bogactw. Palestyńczycy nie kontrolują też żadnych zasobów wody gruntowej, gdyż wszystkie cztery warstwy wodonośne pod palestyńskim terytorium sięgają poza granice autonomii. Wywiercenie studni głębinowej bez izraelskiej zgody stanowi akt polityczny, bowiem wedle prawa wojskowego, które Izrael do dziś stosuje wobec Palestyńczyków, palestyńska woda podlega izraelskiemu dowódcy.

Wedle wojskowego rozkazu nr 158 z 1967 r. nikt nie ma prawa budować infrastruktury wodnej ani eksploatować żadnego z istniejących zasobów bez pozwolenia. Każde palestyńskie podanie może być odrzucone bez wskazania powodu, a władze wojskowe mogą zarekwirować studnię bądź wodociąg w przypadku, gdy zostały zbudowane bez pozwolenia. – Dlatego Palestyńczycy od 1967 r. nie wywiercili ani jednej studni! – oburza się Clemens Messerschmid, niemiecki hydrogeolog, pracujący od 10 lat jako konsultant przy międzynarodowych projektach wodnych w Palestynie.

Ze względu na brak izraelskiego pozwolenia zawieszono realizację ponad 140 projektów, finansowanych w dużej mierze przez zagraniczne agencje pomocowe. Niektóre z nich mają znaczenie strategiczne, a są opóźniane już od 12 lat – mówi Michael Talhami, doradca w palestyńskim ministerstwie wody.

Wprawdzie w drugim porozumieniu z Oslo z 1995 r. Izrael uznał prawo Palestyńczyków do dostępu do wody, ale nie doprecyzowano szczegółów. Tak jak w przypadku wielu innych kwestii pozostawiono je na później. Izrael zobowiązał się do dostarczenia dodatkowych 80 mln m sześc. na Zachodni Brzeg i 5 mln na potrzeby mieszkańców Strefy Gazy. – Palestyńskie ministerstwo wody nie ma kontroli nad własnymi zasobami ani możliwości samodzielnego rozwoju infrastruktury – tłumaczy Talhami.

Wobec kulejącej gospodarki i restrykcji nałożonych na Palestyńczyków przez izraelską okupację rozwinięcie nowych technologii odzysku wody jest wręcz niemożliwe. W efekcie Izraelczycy zużywają jej cztery razy więcej niż ludzie po drugiej stronie muru. – To prawdziwy hydroapartheid. Palestyńczykom przypada jedynie 60 litrów wody dziennie na osobę – mówi Messerschmid. Jakie jest zatem rozwiązanie? Może rację ma Izrael, który przymierza się do budowania nowych instalacji odsalania na plażach Morza Śródziemnego?

W obecnej chwili to szalony pomysł. Po co pompować wodę z Morza Śródziemnego aż na wzgórza Zachodniego Brzegu, skoro mamy ją pod nogami? – pyta Talhami. – Odsalanie podbija cenę, pochłania niesamowite ilości energii i zanieczyszcza środowisko. Izrael dziś kontroluje 90 proc. zasobów wodnych, które teoretycznie dzieli z Palestyńczykami. Odsalanie nie rozwiązuje tej głębokiej nierówności. Wody jest wystarczająco dużo dla obu stron, wystarczy ją tylko sprawiedliwie i rozsądnie podzielić.

Płynne formuły

Sprawiedliwe i rozsądne wykorzystanie zasobów to jedna z głównych zasad międzynarodowego prawa wodnego. Prawo jednak wydaje się tak samo płynne jak sama woda. Prosta formułka, która wyliczyłaby przydział dla każdej ze stron w metrach sześciennych, nie istnieje. Przeciwnie, wszystko musi zostać wynegocjowane przez zwaśnionych sąsiadów.

Konwencja ONZ z 1997 r., regulująca wykorzystanie wód międzynarodowych, wylicza listę czynników, które należy wziąć pod uwagę przy podziale między graniczącymi państwami: geografia basenu, hydrologia, klimat, ekonomiczne i społeczne potrzeby każdego państwa, ludność, dostęp innych zasobów naturalnych i uniknięcie marnotrawstwa. Także dbanie o prawa wszystkich nadrzecznych państw i uprzednie zawiadomienie ich o pracach, które mogą wpłynąć na bieg rzeki i zasoby całego basenu.

Gdy Palestyńczycy mówią o sprawiedliwym i rozsądnym podziale, Izrael tłumaczy, że zużywa więcej wody, bo ma bardziej rozwiniętą gospodarkę. Oficjalne stanowisko rządu głosi, że wszystkie źródła słodkiej wody są już wykorzystane i realokacja nie wchodzi w grę. Palestyńczycy popełnili historyczny błąd. Podczas gdy Żydzi za rządów Turków i brytyjskiego protektoratu w Palestynie (1922–1948) zadbali o licencje, które pozwoliły im wiercić studnie, Palestyńczycy nie zrobili nic, by zbudować własną infrastrukturę. – Nie mieli odpowiednich funduszy i brakowało im strategicznej wizji – tłumaczy prof. Hillel Shuval z Hadassah College w Jerozolimie, światowy ekspert do spraw wody.

Realokacja oznaczałaby zmniejszenie izraelskich zasobów. Według Messerschmida, który od 10 lat studiuje mapy geologiczne regionu oraz robi pomiary opadów deszczu, istota problemu to umiejętne i oszczędne gospodarowanie wodą. Zachodni Brzeg w Palestynie i Galilea na północy Izraela to obok Libanu i Jemenu jedyne obszary Bliskiego Wschodu, gdzie akurat kryzysu z powodu braku wody nie należałoby się obawiać.

W Izraelu istnieje jednak przekonanie, że to suchy kraj, a przecież w Jerozolimie spada średnio więcej deszczu niż w Paryżu czy Berlinie! – mówi niemiecki hydrogeolog. – Średnie miejskie zużycie w Izraelu oscyluje wokół 280 l dziennie, w Niemczech to jedynie 136 l dziennie, czyli niewiele ponad minimum zalecane przez Światową Organizację Zdrowia.

Wynika to z samodyscypliny, większej dbałości o utrzymanie zasobów i świadomości ekologicznej dla dobra przyszłych pokoleń. – W Izraelu nadal panuje kultura z lat 60., czyli wyciskania ostatniej kropli wody i wiecznego poszukiwania nowych źródeł. A przecież w Europie powoli zaczynamy od tego odchodzić. Uczymy się zarządzać popytem na wodę, nie dostawą – kontynuuje Messerschmid.

Już w 2002 r. raport parlamentarnej komisji śledczej do spraw izraelskiego sektora wodnego ujawnił, że obecny kryzys jest dziełem człowieka. Izraelskie rolnictwo pochłania dziś około 60 proc. krajowego zużycia wody, przynosząc niewiele ponad 2 proc. PKB. Choć jest to ekonomicznie zupełnie nieopłacalne – głosił raport – „rolnictwo ma wartość syjonistyczno-polityczną, która wykracza poza korzyści pieniężne”. Istotnie, rozkwit pustyni był mottem działań pierwszych syjonistów. Rolnik kontrolował ziemię i wodę, zasiedlał i budował nowe państwo.

Wirtualne namaczanie

Palestyńczycy zdają sobie sprawę, że tej wojny nie wygrają, ale jako stronie dotkniętej deficytem wody bardziej zależy im na znalezieniu rozwiązania. Wiedzą, że Izrael nie zgodzi się na sprawiedliwy podział wód gruntowych i rzeki Jordan oraz uznanie ich pełnych praw do wody. Dlatego palestyński departament negocjacji – z pomocą zagranicznych konsultantów – opracował scenariusz, w którym obie strony wygrywają spór.

Przewiduje on okres przejściowy, w ciągu którego stopniowo następowałaby realokacja wody na korzyść Palestyńczyków. W tym samym czasie izraelski bilans zasiliłaby tzw. woda wirtualna – odzyskana dzięki oczyszczaniu i oszczędniejszemu gospodarowaniu, a także odsalaniu wody morskiej. Jednocześnie palestyńskie potrzeby zwiększałyby się jedynie stopniowo, w miarę rozwoju gospodarki.

Potrzeby Palestyńczyków zostałyby więc zaspokojone z dnia na dzień, a Izraelczycy nie poczuliby drastycznej różnicy. – Wyobraźmy sobie, że dochodzi do porozumienia. Nagle wszystko jest możliwe. Można importować wodę z Turcji, współpracować przy oczyszczaniu i oszczędzaniu wody. Odsalanie byłoby jedną z wielu opcji, na małą skalę, tak by nie zanieczyszczać środowiska – mówi Talhami.

Eksperci od rozwiązywania konfliktów wierzą nawet, że palestyński scenariusz doprowadziłby do szerszej kooperacji politycznej w regionie. Bo tam, gdzie politycy widzą współpracę techniczną, są bardziej skłonni ze sobą rozmawiać. Problem wody w Palestynie i Izraelu to z pewnością najbardziej radykalny przykład nierówności, wynikający z militarnej okupacji, sześćdziesięciu lat konfliktu, rywalizujących ze sobą ideologii i mitów, strukturalnych problemów oraz geografii. Ale jeżeli właśnie tu uda się znaleźć sensowne rozwiązanie, może udać się wszędzie.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj