szukaj
Smak plastiku, czyli lepiej nie pytaj, co jesz
Strawa dla mas
Przemysł spożywczy coraz częściej kusi klientów „wartościami odżywczymi” i „naturalnymi składnikami”. Tymczasem jedzenie ze sklepów coraz bardziej przypomina pewien „ser”, w którym nie było śladu wyrobów mlecznych.
Polityka

Czasem warto się przyjrzeć temu, co jemy
Photocapy/Flickr CC by SA

Czasem warto się przyjrzeć temu, co jemy

Plastic is fantastic?
Marshall Astor - Food Pornographer/Flickr CC by SA

Plastic is fantastic?

Seria skandali wokół analogowych serów i wyrobów szynkopodobnych dowiodła, że konsumenci są systematycznie oszukiwani. Wiele produktów przestaje mieć cokolwiek wspólnego z oryginalną, prawdziwą żywnością. Swego czasu niemieckich odbiorców czarował w reklamie kucharski mistrz Alfons Schuhbeck. Przygotowywał makaron „bez zbędnego bla bla bla”. Wystarczy tylko – „chlup” – sosu ze słoika, szybciutko trochę przypraw, „ciach i gotowe”. Schuhbeck był kiedyś wspaniałym kucharzem, przewodnik Michelina dał mu nawet gwiazdkę. Potem jednak trafił do telewizji i jego artyzm się rozmył. Schuhbeck reklamował półprodukty, gotowe dania i mrożonki, został też guru od zup i sosów firmy Escoffier.

Niech się trochę przegryzie

Oczywiście nie chodzi tu o jakieś tam zupiny, ale o zupy dla smakoszy, które będzie można „autentycznie przyrządzić, stosując sztukę kucharską najwyższej próby”. I tak na przykład zupa-krem z pieczarek – ciach, otwieramy puszkę, zawartość do garnka, zagotować i (bardzo ważne!) „poczekać, niech się trochę przegryzie” – to, jak zapewnia firma, doskonały produkt dla wybrednych podniebień.

Działacze na rzecz ochrony konsumentów ze stowarzyszenia Foodwatch dokładniej przyjrzeli się zawartości tej zupy. Ich wnioski: to zwykła zupa z torebki, tylko za trzykrotnie wyższą cenę i wypełniona dodatkami. Wśród składników znalazło się tylko jedno prawdziwe warzywo – szczypior. Poza tym ten „wysokowartościowy produkt” składa się z wody, soli, cukru, przypraw, przecieru pomidorowego, wzmacniacza smakowego – ekstraktu drożdżowego (z kontrowersyjnym glutaminianem) i aromatów. – To bezczelne oszustwo z puszki – mówi Thilo Bode, szef Foodwatch.

Escoffier wysoką cenę tłumaczy wieloma etapami przygotowania i wysokogatunkowym opakowaniem z białej blachy. Schuhbeck wymiguje się od odpowiedzialności: on zupę tylko doprawia. Do asortymentu Escoffiera należą też inne „produkty wysokiej jakości”, jak na przykład danie rybne, które wskutek pospiesznej korekty zawierało ekstrakt z wołowiny. Oburzenie niemieckich konsumentów było tak wielkie, jak przy żadnej z wcześniejszych akcji Foodwatch. W ciągu tygodnia ponad trzy tysiące ludzi zarzuciło Schuhbeckowi wprowadzanie w błąd i sprzedajność, wielu zapowiadało bojkot produktów. Fala krytyki pod adresem znanego kucharza była jednak tylko apogeum narastającej od miesięcy dezaprobaty wobec oszustw żywnościowych.

Każdego roku przemysł spożywczy promuje 30 tys. nowych produktów, co daje około 600 tygodniowo. Najnowsze pseudoinnowacje można było w październiku br. podziwiać na największych na świecie targach tej branży ANUGA w Kolonii. Ponad 6,5 tys. wystawców prezentuje swe nowości, takie jak kawałki warzyw w kształcie gumisiów czy kebaby w kubkach jako dania gotowe. Dużym powodzeniem cieszą się mrożonki „Toasty” firmy Tillmans, rodzaj sznycli do opiekania w tosterze, w których panierka i mięso ważą niemal po równo.

Na etykietach królują bezpieczeństwo i zdrowie. Roi się od pieczęci jakości, gwarancji czystości i nowoczesnej algebry wartości odżywczych. Tylko czy konsumenci jeszcze kupują to, co sądzą, że kupują? Czy też oszukuje się ich akurat na tym, co im się nieustannie obiecuje: na świeżości, korzyści dla zdrowia, odpowiednim przygotowaniu? Czy na pizzy z szynką to rzeczywiście szynka czy jakaś „puddingopodobna” imitacja z kawałkami mięsa? Jak świeży jest croissant, który jako półprodukt przyjeżdża z Węgier?

Wielu klientów ma wrażenie, że w branży spożywczej żongluje się informacjami i gwarancjami, które nie są nic warte, bo konieczność ich umieszczania wymuszają przepisy. Niekiedy szwindle popełnia się całkiem oficjalnie: od dziesięcioleci na rynek trafia znana wątrobianka cielęca, niezawierająca śladu cielęcej wątroby – za przyzwoleniem komisji przy niemieckim ministerstwie ochrony konsumentów.

Ostatnie skandale ujawniły też, jak z aromatów, imitacji i dużej dawki reklamy przemysłowi spożywczemu udało się stworzyć iluzję smaku, która z prawdziwą żywnością niewiele już ma wspólnego, a mimo to zapewnia wzrost obrotów i wysokie zyski. Branża zdominowana jest przez globalne giganty: Nestlé (Maggi, Herta, Kitkat), Unilever (Rama, Langnese, Knorr), Kraft (Milka, Miracoli, Philadelphia) i Danone (Actimel, Activia, Fruchtzwerge). Ich sproszkowane produkty sprawiają, że klienci tracą umiejętność gotowania. A laboratoria pracują nad uczynieniem wszystkiego jeszcze tańszym. Ich sztuczki mają obniżyć koszty produkcji. Białko mleczne zastępują tłuszczem roślinnym i używają sztucznych substancji smakowych, zamiast naturalnych. Sama branża aromatów wykazuje dziś roczne obroty rzędu dziesięciu miliardów euro.

Kalkulacje branży pasują do stylu życia w Niemczech, do szaleństwa na punkcie zakupów w dyskontach. W żadnym innym europejskim kraju ludzie nie wydają mniej na jedzenie. Oburzenie na „wielki szwindel” (jak pisał „Bild”) wybuchło w kwietniu po programie telewizji ZDF o sztucznym serze. Zamiast z mleka był on wytwarzany wyłącznie z tłuszczów roślinnych. Zgodnie z prawem taki produkt nie może być nazwany serem, ale sieci pizzerii i piekarni zdawało się to niewiele interesować. Gdy w połowie maja Centrala Konsumencka z Hamburga opublikowała listę produktów zawierających oszukany ser, jej stronę internetową w ciągu dwóch dni odwiedziło prawie 100 tys. osób, co na pewien czas sparaliżowało serwer.

Oprócz Foodwatch, hamburscy działacze na rzecz ochrony konsumenta, skupieni wokół Silke Schwartau i jej kolegi Armina Valeta, uchodzą za awangardę nowego ruchu skierowanego przeciwko wielkiemu blefowi. Czyżby naród hołdujący hasłu „sknerstwo jest super” się opamiętywał? Czyżby niemiecki konsument zaczynał pojmować, że pęd do tanich zakupów słono go będzie kosztować? W tym czasie pojawiły się też pierwsze reakcje producentów. Na przykład firma Kuchenmeister zobowiązała się, że swego „ciasta cytrynowego”, które nie zawiera śladu cytryny, nie będzie już reklamować za pomocą obrazów przedstawiających ten owoc. Sieć Aldi ma przestać akceptować stosowanie w lodach syntetycznej waniliny.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj