Największa katastrofa ekologiczna?
Drill, baby, drill!
Wierć, kochanie, wierć! - hasło ze sztandarów lobby naftowego straciło nagle cały urok. 20 kwietnia doszło do wybuchu i pożaru na platformie wiertniczej Deepwater Horizon należącej do firmy Transocean i dzierżawionej koncernowi BP. Ludzka tragedia - podczas wypadku zginęło 11 osób, a wiele zostało rannych szybko przekształciła się w wielką katastrofę ekologiczną.

Platforma zatonęła 22 kwietnia, a od chwili eksplozji z wnętrza ziemi nieustannie wypływa ropa naftowa zanieczyszczając wody Zatoki Meksykańskiej. Szybko okazało się, że ropy wydostaje się znacznie więcej, niż szacowano - nie 2 tys. baryłek dziennie, lecz 5 tys., a niektórzy uczeni mówią, że być może wielkość tę trzeba będzie jeszcze pomnożyć przez 10.

Nikt jeszcze nie wie, jak zakończy się ta historia, która ma wszakże szansę zyskać miano największej katastrofy ekologicznej, przebijając takie niesławne wydarzenia, jak katastrofa statku ExonValdez na Alasce w 1989 r.

Rozszerzająca się plama ropy w Zatoce Meksykańskiej dotarła już do brzegów Luizjany, a cała sprawa wywołuje w Stanach Zjednoczonych  podobne emocje, jak w Polsce niedawna katastrofa pod Smoleńskiem. Kto jest winny? Formalnie wiadomo, BP i to właśnie ten koncern musi pokryć koszty i ponieść konsekwencje wypadku. Czy jednak władze publiczne nie pokpiły sprawy i nie wkroczyły zbyt późno na poważnie do akcji?

Ten spór należy pozostawić Amerykanom, uczonym zaś ocenę skutków ekologicznych (straty środowiskowe mogą być wręcz niewyobrażalne, póki co wszelkie próby zahamowanie wycieku nie przynoszą powodzenia). Wiadomo już jednak, że po tym wypadku zmienić się musi, nie tylko w Stanach Zjednoczonych podejście do wydobycia ropy naftowej. Wydawało się bowiem, że wiercenia głębinowe pod dnem morskim odsuną widmo końca epoki naftowej na przynajmniej kilkadziesiąt lat. Zasoby czarnego surowca w Zatoce Meksykańskiej czy u wybrzeży Brazylii szacuje się na wiele miliardów baryłek.

Katastrofa Deepwater Horizon przypomniała boleśnie, że wbrew zapewnieniom inżynierów z naftowych koncernów, wiercenia głębinowe na pełnym morzu obarczone są zbyt wielkim ryzykiem, którego nie jest w stanie zmniejszyć żadna technologia. Barack Obama już ogłosił moratorium na podobne projekty. Można spodziewać się dalszych korekt w polityce energetycznej Stanów Zjednoczonych, które z jeszcze większym wigorem, niż dotychczas zaczną inwestować w nowe źródła energii i nowe technologie energetyczne.

Katastrofa w Zatoce Meksykańskiej przypomniała, że żyjemy w epoce globalnego ryzyka, kiedy skutki uboczne rozwoju cywilizacji zagrażają jej istnieniu. To ostatni moment, by zastanowić się nad zasadami projektowania dalszego rozwoju. Wiele krajów Unii Europejskiej zdecydowało, że będą się rozwijać z godnie z zasadą ostrożności, która nakazuje w maksymalnym stopniu unikać ryzyka. Mówi ona, że gdy brakuje wiedzy by stwierdzić, że jakaś technologia jest w pełni bezpieczna, należy uznać ją za niebezpieczną. Francuzi wpisali zasadę ostrożności do swej konstytucji, podobną rangę ma ona w Niemczech. Amerykanie, społeczeństwo prometejskie, dotychczas zasady ostrożności nie rozumieli.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj