Gromy za antyneonazistowski protest
Co wolno Thiersemu?
Wiceprzewodniczący Bundestagu, socjaldemokrata Wolfgang Thierse, ściągnął na siebie gromy, ponieważ 1 maja czynnie zaprotestował przeciwko legalnej demonstracji neonazistów.

Chadecy zarzucają mu narażenie na szwank urzędu, który reprezentuje. Skoro demonstracja NPD była legalna, to jako czołowy przedstawiciel najważniejszej instytucji państwowej, parlamentu, nie miał prawa przeciwko niej występować.

Thierse z kolei uważa, że prawa ma takie same – ani większe ani mniejsze, jak każdy obywatel - i wolno mu było dać świadectwo, że jest przeciwko przeciwnikom demokracji. Krytycy – zresztą również z SPD – zarzucili mu, że zachował się niegodnie, bo wziął udział w wyświechtanym rytuale protestu, zerkając zarazem, czy są przy tym media. W wywiadzie dla berlińskiego „Tagesspiegla” Thierse odparował, że niegodne jest wzywanie ludzi do odwagi i obywatelskiego oporu, a potem samemu uciekanie w krzaki. Dziwne, dodał, że opinii publicznej nie oburza fakt przejścia tysiąca neonazistów przez Berlin, lecz to, że polityk wziął udział w małej akcji biernego oporu. „Chyba poprzesuwały się tu akcenty, a przemilczanie istnienia neonazistów mogłoby zakrawać na ciche przyzwolenie, co jest niedopuszczalne.”

Jednak jego przeciwnicy też mają solidne argumenty. „Godne pochwały jest, że obywatele są przeciwko (ledwo, ledwo) dozwolonemu mityngowi ekstremistów, ale nie fakt blokady – zżyma się komentator „Frankfurter Allgemeine”. Tym razem politycy i członkowie organów państwa, które musi chronić mniejszości, nie świecili dobrym przykładem. (Rzekoma) większość nie może według własnego widzimisię decydować, kto kiedy gdzie i jak ma prawo demonstrować. Nie może też traktować oszołomów niczym wyjętych spod prawa. A czy pomyślano wówczas o policjantach? Przecież ich obowiązkiem jest doprowadzić legalny pochód do końca, a w ten sposób znaleźli się między frontami. W tym lichym przedstawieniu policjanci stali się chłopcami do bicia w dosłownym znaczeniu”.

Dokładnie odwrotnie argumentuje komentator liberalnej „Süddeutsche Zeitung”. Niektórzy – kpił sobie Heribert Prantl – „godność urzędu“ utożsamiają z czystymi paznokciami, przyjemnym wyglądem i dobrymi manierami polityka. I rzeczywiście nie wypada, by minister był w czasie oficjalnej wizyty nieogolony lub żuł gumę prowadząc posiedzenie Bundestagu. Gdyby jednak na tym polegała powaga urzędu, to rzeczywiście byłoby kompletnie obojętne, kto ten urząd sprawuje – wystarczyłby byłe łajdak z manierami. „Tymczasem na „powagę urzędu” składa się również postawa polityka. A tej Thiersemu odmówić nie można. Należy do tych polityków, którzy od wielu lat z zaangażowaniem zwalczają prawicowy ekstremizm. Robił to już wtedy, gdy brunatne niebezpieczeństwo jeszcze było lekceważone, a państwo nie inicjowało sojuszów przeciwko neonazistom. Jeśli więc teraz Thierse siada na jezdni by zaprotestować przeciwko pochodowi neonazistów, to jest to z jednej strony przejaw postawy wewnętrznej, a z drugiej skuteczne wskazanie na to, jak żywotny jest problem prawicowego ekstremizmu. Przecież przeciwnikiem Thiersego nie była policja, jak twierdzą jego krytycy, lecz prawicowi ekstremiści, którzy są wrogami całego parlamentu, którego wiceprezydentem jest czupurny Thierse.

To prawda, że pochód neonazistów (demokracja powinna coś takiego wytrzymać) był przez władze dozwolony i dlatego musiał być chroniony przez policję. To jednak nie znaczy, że nie wolno przeciwko niemu protestować. 10 stycznia 1995 r.Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że blokady poprzez siadanie na jezdni nie stanowią użycia siły, dlatego też nie powinny być karane bardziej niż wymuszenie.

Można się spierać o tę blokadę. Ale nie można Thiersemu odmówić tego, że on sam trzyma się tego, co publicznie głosi, a mianowicie: że nie należy przestrzeni publicznej pozostawić ekstremistom. Kto przejawia odwagę cywilną, ten musi się liczyć z nieprzyjemnymi skutkami. Thierse doświadcza teraz tego samego, co doświadcza wielu odważnych obywateli.

Cały ten epizod jest pouczający. Błędem byłoby interpretowanie go, jako dowodu tolerancji wobec NPD ze strony dajmy na to chadecji. W lutym np. w 65 rocznicą bombardowania Drezna chadeckiej burmistrz miasta Helmie Orosz udało się udaremnić pochód NPD (partii legalnej, w Saksonii zasiadającej nawet w Landtagu) do centrum miasta ponieważ – wraz ze związkami zawodowymi i kościołami - wezwała Drezdeńczyków do blokady centrum miasta. Przyszły tysiące ludzi, również spoza Drezna. NPD-owcy zostali zatrzymani. W Berlinie chadekom akcja Thiersego się nie spodobała, bo w Berlinie nie rządzą. Zatem jak u nas, jak się jest w opozycji, to każdy argument jest dobry, by dokuczyć rządzącym, nawet jeśli się kupy nie trzyma.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj