szukaj
Sankcje niestraszne
Iran ma się dobrze
Apele ze świata, a nawet rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie pohamowania nuklearnych ambicji Iranu są odbierane w tym kraju jako głosy wołających na puszczy. Apele ze świata, a nawet rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie pohamowania nuklearnych ambicji Iranu są odbierane w tym kraju jako głosy wołających na puszczy.

Ostatnia rezolucja, którą uchwalono 9 czerwca w Nowym Jorku brzmi groźnie, bo mówi o sankcjach. Jest to już czwarta seria sankcji, które w sumie sprawiają, że Iran nie może kupować czołgów, ciężkiej artylerii, okrętów wojennych i komponentów do montowania rakiet. Ale w Teheranie nikt na to nie zwraca uwagi, jak gdyby wojenne pogróżki prezydenta Ahmedinedżada można było zrealizować za pomocą rupieciarni, którą są arsenały z czasów szachinszacha i okresu wpływów amerykańskich w tym kraju.

Irańscy politycy, a zwłaszcza duchowni, którzy na mocy konstytucji są zwierzchnikami polityków, uważają zapewne, że rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ są papierem, który od poniedziałku nikogo już nie obchodzi. Po części mają rację, bo istnieją takie kraje, jak Korea Północna nazywająca się nie wiadomo dlaczego Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną (ten ostatni przymiotnik jest szczególnie zastanawiający), które tak samo lekceważą głosy ze świata, jak Teheran.

To właśnie Korea Północna jest dostarczycielką rakiet dla Pakistanu, skąd trafiają one do Iranu. Gdyby tego jednak było mało, to swoje mają do powiedzenia także Turcja i Brazylia. Turcy cierpiący na frustrację z powodów niechęci Unii Europejskiej do rozszerzania się na wschód, zaczynają uprawiać swoją własną, regionalną politykę mocarstwową. Dowodem tego jest między innymi wyraźny wkład Turcji w przygotowanie flotylli, która miała dotrzeć z pomocą dla Gazy. Na kilka tygodni przed ogłoszeniem „irańskiej” rezolucji Rady Bezpieczeństwa – trzy kraje: Iran Turcja i Brazylia porozumiały się co do zasad współpracy w dziedzinie programu nuklearnego. Ponieważ Turcja nikomu nie grozi, Brazylia zresztą też nie, przeto beneficjentem tego porozumienia może być tylko Iran. Zresztą Brazylia i Turcja głosowały w Radzie Bezpieczeństwa przeciwko sankcjom wymierzonym w Iran, a Liban wstrzymał się od głosu.

Nie wróży to niczego dobrego, bo świat staje się zbyt wielobiegunowy. Mogą w nim już pretendować do roli arbitra światowego kraje, które w pojedynkę niewiele znaczą. Interesująca jest w tym kontekście wstrzemięźliwość chińska. Chiny jako supermocarstwo mają swoje interesy w Iranie i mogłyby zablokować rezolucję o sankcjach, ale tego nie zrobiły. Najwyraźniej uważają, że nuklearne państwo w pobliżu ich granic nie będzie gwarancją spokoju w rejonach zamieszkanych przez chińskich muzułmanów.

Z punktu widzenia Teheranu rezolucja ONZ ma ogromną zaletę. Uchwalona została na kilka dni przed pierwszą rocznicą zamieszek, które były największymi buntami antyrządowymi od czasu rewolucji islamskiej ajatollaha Chomeiniego. Do obchodów rocznicy przygotowuje się nie tylko opozycja, ale także policja.

A teraz prezydent Ahmedinedżad będzie mógł apelować o jedność obywateli w obliczy brutalnej napaści światowych potęg na niezależny i suwerenny Iran, któremu żadna Rada Bezpieczeństwa nie będzie dyktować, co ma robić, a czego mu nie wolno. Bo nawet opozycja irańska uważa, że kraj ten ma prawo do własnej polityki w zakresie badań nuklearnych. Energia wszak potrzebna jest nawet eksporterom nośników energii, a Iran jest czwartym co do wielkości eksportu dostawcą ropy naftowej (sam zresztą musi kupować za granicą benzynę, bo naprodukował wiele samochodów, a nie wybudował dostatecznej liczby rafinerii). Autorzy rezolucji przeoczyli ten fakt. Gdyby sankcje dotyczyły także importu benzyny, Teheran odczułby to od razu.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj