Obywatel szpieg
Przeciek obywatelski
Konsekwentnie publikując tajne dokumenty założyciel WikiLeaks, Australijczyk Julian Assange, zadarł z wielkimi tego świata. Pentagon widzi w nim niebezpiecznego człowieka, wiele osób zaś właśnie szefa WikiLeaks uważa za zagrożonego.
caglecartoons.com

Artykuł pochodzi z 31. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 2 sierpnia
Polityka

Artykuł pochodzi z 31. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 2 sierpnia

<<Tekst pochodzi z lipca 2010 r.>>

Nagle się pojawia, wchodzi sprężystym krokiem. Jeszcze zanim się przywita, wzrokiem poszukuje kontaktu, do którego mógłby podłączyć swojego małego czarnego laptopa.

To zwykły Netbook za niecałe 300 dolarów. Służby specjalne tego świata wiele by dały za możliwość zajrzenia do niego.

Człowiek, do którego należy, nazywa się Julian Assange. Wraca właśnie ze Sztokholmu, wcześniej był przez moment w Brukseli, jeszcze wcześniej przepadł bez wieści na kilka tygodni.

Ten Australijczyk to obecnie poszukiwana osoba. Można by pomyśleć, że przed czymś ucieka.

Konferencję w Nowym Jorku w przedostatni weekend, na której miał przemawiać, poprzedziła wizyta pięciu agentów amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego. Na próżno, Assange pozostał w Anglii. Z doniesień jego prawnika wynikało, że również inne amerykańskie organa władzy chciały z nim pilnie porozmawiać. Minister Obrony USA Robert Gates powiedział ostatnio, że Assange’a i jego działania cechuje brak odpowiedzialności.

Assange stworzył platformę internetową wikileaks.org – wiki jak wolna internetowa encyklopedia Wikipedia, leak jak angielski odpowiednik słowa przeciek. Wraz z nielicznymi stałymi współpracownikami  i wieloma ochotnikami zarządza od 2007 roku stroną, będącą czymś w rodzaju skrzynki na listy i okna wystawowego w jednym. WikiLeaks zbiera i publikuje informacje, które przedsiębiorstwa lub instytucje państwowe zakwalifikowały jako tajne. Jest to forum dla anonimowych informatorów. Żadnych pogłosek, żadnych komentarzy, tylko oryginalne dokumenty.

Kandydatka na urząd wiceprezydenta USA Sarah Palin mogła tam znaleźć swoje maile, Kenijczycy weszli w posiadanie informacji demaskujących ich byłego dyktatora Daniela Arap Moi, pojawiły się też akta z amerykańskiego więzienia Guantanamo. Wówczas WikiLeaks był raczej stroną dla wtajemniczonych. Do międzynarodowego przełomu doszło dopiero w kwietniu. WikiLeaks zaprosiła dziennikarzy do National Press Club w Waszyngtonie, gdzie Assange zaprezentował im materiał wideo.

Bomba informacyjna

Materiał pokazywał śmiertelny w skutkach atak amerykańskiego śmigłowca Apache na grupę ludności cywilnej, liczącą około tuzina osób, w tym dwóch współpracowników Reutera, w 2007 roku w Bagdadzie. Słychać było również głosy członków załogi helikoptera. Ich cyniczne komentarze czyniły zdjęcia jeszcze trudniejszymi do zniesienia. Po tym incydencie agencja informacyjna Reuters bezskutecznie usiłowała wejść w posiadanie materiałów wideo. Otrzymał je Assange - to był jego najważniejszy, jak dotąd, temat.  

Od tej pory Assange i jego koledzy to dla jednych bohaterowie, walczący o nieograniczoną wolność informacji i przeciwko jakiejkolwiek formie cenzury. Dla innych to zdrajcy.

Z punktu widzenia amerykańskich władz Australijczyk stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, ma to nawet na piśmie. Już w 2008 roku siły zbrojne USA uznały WikiLeaks za poważną rysę na bezpieczeństwie i naradzały się nad najlepszym sposobem pozbycia się tej strony. Również ten dokument podrzucono Assange’owi. Został on następnie opublikowany na wikileaks.org.

Od tej pory sympatycy troszczą się o jego bezpieczeństwo, a nawet życie. Nie jest całkiem jasne, czy mężczyzna, który w tej chwili w Londynie uruchamia swój komputer, jest niebezpieczny - czy sam znajduje się w niebezpieczeństwie. W każdym razie zwraca na siebie uwagę. Assange jest dryblasem o śnieżnobiałych włosach i, jak na obecne lato, prawie nienaturalnie bladej karnacji, co wynika z faktu, że od tygodni przygotowuje swój kolejny projekt i prawie nie wychodzi na dwór. 

W biurze na czwartym piętrze budynku wydawnictwa brytyjskiego dziennika The Guardian Assange daje najpierw Brytyjczykom oraz redaktorom New York Times i Der Spiegel wgląd w ponad 90 000 raportów z wojny w Afganistanie, w większości przypadków sklasyfikowanych jako tajne.

Publikacja tych materiałów, mówi Assange, zmieni nie tylko zdanie opinii publicznej na temat wojny, ale również opinie osób posiadających polityczne i dyplomatyczne wpływy. Rzuci jaskrawe światło na codzienną wojenną brutalność i nędzę i zmieni nasze spojrzenie nie tylko na tę wojnę, ale wszystkie współczesne wojny.

Dziennikarstwo czy szpiegostwo?

Archiwum zawiera informacje służb wywiadowczych, dane szacunkowe i wiele nazwisk – wyższych rangą oficerów, ale również informatorów. Publikacja tajnej wojskowej dokumentacji wojennej, która w żadnym razie nie była przeznaczona dla opinii publicznej, rodzi nowe pytania. Czy to dziennikarstwo, zasłaniające się prawem opinii publicznej do informacji? Uzasadnione spojrzenie za kulisy propagandowej machiny wojennej? Czy jest to akt szpiegowski, a Assange i jego zwolennicy zostaną uznani winnymi zdrady tajemnicy wojskowej? Czy zagrożą w ostateczności siłom międzynarodowym i afgańskim konfidentom, którzy im pomagają?

Już dzisiaj istnienie stron takich jak WikiLeaks zmienia standardy obchodzenia się z wrażliwymi danymi.  

Whistleblowers, czyli pracowników firm lub urzędów udostępniających prasie poufne materiały, by zwrócić uwagę na patologiczny rozwój wydarzeń lub wykryć przypadki korupcji i nadużycia władzy, nigdy nie brakowało. Ale tak obszerna baza danych wojennych, która mieści się na jednym jedynym nośniku pamięci i może tak po prostu zostać wstawiona do Internetu – to nowość. 

Czy WikiLeaks jest więc nową latarnią oświecenia? Czy też strona jest zagrożeniem dla demokratycznych państw, ponieważ były haker wraz z paroma zaufanymi współpracownikami decyduje o tym, która bomba informacyjna zostanie podłożona jako następna, nie dając drugiej stronie szansy sprostowania lub obrony prawnej? Ci ludzie mogą opublikować co tylko zechcą i nie muszą się z tego tłumaczyć, powiedział Robert Gates, sekretarz obrony USA. Rzadko widywano przedstawiciela rządu USA tak bezradnym.

Problemem jest już sam fakt, że WikiLeaks jest do dziś raczej genialnym pomysłem niż organizacją w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Nie ma kwatery głównej, nawet adresu, tylko anonimową skrytkę pocztową przy Uniwersytecie w Melbourne. Assange i jego niemiecki kolega, przedstawiający się jako Daniel Schmitt, są jak dotąd jedynymi, którzy występują publicznie. Poza tym jest tylko sama strona, parę adresów mailowych i konto na Twitterze, które autorzy wykorzystują do celów PR. Sercem operacji są ich serwery, rozproszone po całym świecie i znajdujące się w miejscach, w których ustawodawcy przyznają informatorom najdalej idącą ochronę. Koszty podstawowe w wysokości 200 000 euro rocznie pokrywane są z darowizn. Assange i Schmitt twierdzą, że nie wypłacali sobie dotąd nawet pensji.

Haker kontra ministrowie

W Londynie szybko staje się jasne, jak bardzo WikiLeaks zależna jest od pojedynczych działaczy – i w jak dużej mierze od Juliana Assange’a i jego małego czarnego komputera. Oraz że ten wysoce inteligentny, pewny siebie 39-latek dla wszystkich, którzy nie widzą w nim bohatera ery informacyjnej, jest przeciwnikiem, którego należy traktować serio.

Assange pracuje zapamiętale nad bazą danych, która pozwoli WikiLeaks zobrazować wojnę w Afganistanie. Ma na sobie osobliwą kombinację marynarki z mnącego się materiału, koszulki oraz spodni-bojówek, na stopach znoszone tenisówki, jest nieogolony i wygląda, jakby nie przespał dwóch ostatnich nocy. Życzliwi mu ludzie mówią, że potrzebuje pilnie kilku tygodni urlopu.

Assange jest innego zdania, jego palce poruszają się błyskawicznie po klawiaturze, raz po raz na chwilę się zatrzymuje. Potrzebna jest funkcja porządkująca zdarzenia według ich ważności, mówi swoim dźwięcznym niskim głosem. W chwilę po tym gotowy jest filtr pozwalający użytkownikom strony na przeszukiwanie bazy tysiąca pojedynczych zdarzeń według ich znaczenia. Jako kryterium Assange wybrał przede wszystkim ilość ofiar cywilnych. Bazę danych można sortować również według daty i regionu i w przypadku każdego pojedynczego incydentu sprawdzić na mapie, w którym miejscu Afganistanu się wydarzył. Wojna jako prezentacja multimedialna.

Ten wojenny slang

Ha, mówi nagle, nie do wiary. Znalazł nowy groteskowy przykład slangu, za pomocą którego wojskowi opisują rzeczywistość pola walki. Vital Signs Absent, brak sygnałów życia. Czyli śmierć. Zajmuje go język tej wojny, jest on także powodem, dla którego WikiLeaks nadało nagraniu ataku w Bagdadzie tytuł Collateral Murder. Chciałem przez to zdemaskować i zdyskredytować cyniczne pojęcie szkód ubocznych, mówi Assange.

Kiedy Julian Assange opowiada o swoim projekcie, na przykład podczas kolacji, na którą Australijczyk zamawia tylko dwie gałki lodów kardamonowych, nic poza tym, to chodzi mu przede wszystkim o jedno przesłanie: WikiLeaks jest radykalnym, ściśle przemyślanym projektem. Assange długo się namyśla przed udzieleniem odpowiedzi i nalega, by wysłuchano go do końca. Nie lubi, kiedy mu się przerywa.

Assange mówi, że na zarys pomysłu wpadł już w latach 90-tych, w 1999 roku zarezerwował domenę leaks.org. Podstawową zasadą w społeczeństwach otwartych musi być możliwość swobodnej komunikacji na wszystkie możliwe tematy. Doświadczenie pokazuje, że tam, gdzie manipuluje się przy tajemnicach, często panuje niesprawiedliwość, ponieważ tajemnice nadużywane są przez osoby posiadające władzę.

Zgodnie z tym, niektórzy możni tego świata powinni zacząć się martwić, WikiLeaks ma podobno dostęp do mnóstwa dalszych materiałów. Kto decyduje, co i kiedy zostanie opublikowane?

Źródło, mówi Assange. W przypadku każdej anonimowej przesyłki WikiLeaks pyta informatora, dlaczego uważa, że materiał ma wartość polityczną lub etyczną. Nasze kryteria są przejrzyste jak szkło i jeśli zostaną spełnione, publikujemy, mówi Assange.

Co oznacza my? Ktoś musi podjąć ostateczną decyzję i tym kimś jestem ja, mówi Assange. A w przypadku wątpliwości zawsze opublikuję.

Godna uwagi postawa jak na organizację, która nie publikuje nawet nazwisk swoich rzekomo pięciu zatrudnionych na stałe pracowników. I jak na człowieka, który próbuje zbywać pytania o własną przeszłość. Kilka podstawowych informacji zdaje się jednak nie ulegać wątpliwości.

Assange urodził się w 1971 roku w australijskim Queensland w rodzinie artystów. Rodzice się rozstali, nieudany był również kolejny związek matki. Na tyle nieudany, że matka wraz z Julianem uciekła od jego przybranego ojca i żyła po części pod fałszywym nazwiskiem.  

Julian już wtedy wiódł koczownicze życie, uczęszczał podobno do prawie 40 różnych szkół.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj