szukaj
Tego obiektu nie ma na mapie
Powstała agencja, która miała kontrolować i koordynować inne, ale nie otrzymała stosownych uprawnień.

Przed osiedlem grodzonych rezydencji McLean w Waszyngtonie co rano stoi w korku sznur samochodów, gdy w ściśle tajnej Ameryce zaczyna się nowy dzień pracy. Kierowcy cierpliwie czekają na skręt w lewo, potem wloką się pod górkę i zakręcają do celu, którego nie ma na żadnej publicznie dostępnej mapie ani na żadnym znaku ulicznym. Kompleks Liberty Crossing ze wszystkich sił stara się pozostać niewidoczny. Jednak zimą pozbawione liści drzewa nie są już w stanie skrywać góry cementu wielkości pięciu Wal-Martów postawionych jeden na drugim, wyrastającej za trawiastym wałem. Gdy człowiek podejdzie bez odpowiedniej plakietki o jeden krok za blisko, nie wiadomo skąd wyskakują faceci w czerni z bronią w pogotowiu.

Uzbrojeni wartownicy i hydrauliczne stalowe bariery chronią co najmniej 1700 pracowników federalnych i 1200 kontraktowych pracujących w Liberty Crossing, siedzibie Biura Dyrektora Wywiadu Krajowego (ODNI) i Narodowego Centrum Antyterroryzmu (NCC). Obie instytucje dzielą między sobą jednostkę policyjną, jednostkę psów i tysiące miejsc parkingowych. Przy tak wielu nowych pracownikach, jednostkach i strukturach zaczęły się zacierać granice odpowiedzialności. By temu zaradzić, administracja Busha i Kongres (z rekomendacji ponadpartyjnej komisji) zdecydowały o utworzeniu w 2004 roku agencji o najszerszym zakresie zadań, nazwanej Biurem Dyrektora Wywiadu Krajowego, w celu kontrolowania wszystkich tych kolosalnych wysiłków.

Liberty Crossing jest centralnym punktem dla gromady rządowych agencji i firm współpracujących, które jak grzyby po deszczu wyrosły po atakach z 2001 roku. Bynajmniej nie jest to jednak największa, najkosztowniejsza ani nawet najtajniejsza część projektu 9/11. Podstawowy problem był taki, że prawo przyjęte przez Kongres nie dało ODNI jasnego ustawowego ani budżetowego zwierzchnictwa w sprawach wywiadowczych, co oznaczało, że dyrektor nie miał władzy nad poszczególnymi agencjami, które miał kontrolować.

Kolejny problem: zanim jeszcze pierwszy dyrektor John D. Negroponte przystąpił do pracy, zaczęły się wojny o wpływy. Jak twierdzą dwaj wysocy urzędnicy Departamentu Obrony, Pentagon przesunął miliardy dolarów z jednego budżetu do drugiego, żeby ODNI nie mogło ich tknąć. Z kolei CIA przeklasyfikowała część najbardziej poufnych informacji, więc personel NCC, będącego częścią ODNI, nie miał już prawa ich zobaczyć – tak twierdzą zaangażowani w sprawę byli oficerowie CIA. A potem pojawił się jeszcze problem, który utrzymuje się po dziś dzień, związany z szybkim rozwojem ODNI. Gdy otwierano je wiosną 2005 roku, biuro Negropontego tworzyło 11 ludzi upchniętych w podziemnej krypcie przecznicę od Białego Domu z pokojami wielkości dużej szafy. Rok później pączkująca agencja przeniosła się na dwa piętra innego budynku. W kwietniu 2008 roku przeniosła się ponownie, do ogromnej stałej siedziby – Liberty Crossing.

Wielu funkcjonariuszy pracujących w agencjach wywiadowczych twierdzi, że do dziś nie są pewni, za co ODNI odpowiada. Zwiększony przepływ danych wywiadowczych dławi zdolność do ich analizowania i wykorzystania. Każdego dnia systemy Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) przechwytują i przechowują 1,7 mld e-maili, rozmów telefonicznych i innych form łączności. NSA porządkuje ledwie ułamek z nich w 70 odrębnych bazach danych. Ten sam problem nęka wszystkie pozostałe agencje wywiadowcze – żadna nie ma wystarczająco wielu analityków i tłumaczy.

Natłok godzinowych, dziennych, tygodniowych, miesięcznych i rocznych raportów w rzeczywistości przynosi skutek przeciwny do zamierzonego – mówią otrzymujący je ludzie. Niektórzy decydenci i wysocy rangą pracownicy nie mają nawet odwagi zagłębiać się w spiętrzenie materiałów zapychających im komputery. Zamiast tego polegają na osobistych sekretarzach, a ci z reguły korzystają z analiz własnej agencji, odtwarzając ten sam problem, który rozpoznano jako główną przeszkodę w zapobieganiu atakom: brak wymiany informacji.

Biuro analityczne ODNI wie, że coś trzeba z tym zrobić. Próbuje jednak załatwić sprawę poprzez kolejną publikację: codzienny internetowy biuletyn Intelligence Today. Każdego dnia 22 osoby zbierają raporty ponad 20 agencji i 63 stron internetowych, wybierają najlepsze informacje i segregują je pod kątem oryginalności, tematu i regionu.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj