szukaj
Po wyborach w USA
Mogło być gorzej
Jest źle, ale mogło być znacznie gorzej – tak z punktu widzenia Baracka Obamy można podsumować wczorajsze wybory do Kongresu USA.

Republikanie w wielkim stylu wzięli Izbę Reprezentantów, ale nie zdołali odebrać demokratom większości w Senacie. Nie spełniły się obawy, że Partia Herbaciana okaże się silniejsza, niż wskazywały na to sondaże – do Senatu weszli w prawdzie Rand Paul i Mark Rubio, ale lider demokratycznej większości Harry Reid obronił swój mandat przed Sharron Angle, wybory przegrała też Christine O'Donnell.

Demokraci ocalili twarz, ale w sensie politycznym wynik wyborów jest dla nich dużym ciosem. Przegrana w Izbie Reprezentantów oznacza przejęcie przez opozycję kierownictwa wszystkich komisji, a republikanie będą umieli zrobić z nich użytek przeciwko prezydentowi. Mając większość, będą mogli też uchwalać ustawy. Demokraci mogą je w prawdzie blokować w Senacie, ale wskutek wyborów oddalili się od większości bezwzględnej, potrzebnej do forsowania własnych inicjatyw ustawodawczych wbrew republikańskiej obstrukcji. W Kongresie szykuje się zatem pat.

W tej sytuacji Obama będzie musiał rządzić za pomocą rozporządzeń, a o głębszych reformach może zapomnieć. Z drugiej strony utrata kontroli nad Kongresem uwalnia go od obowiązku szukania kompromisu czy to z opozycją, czy z frakcjami we własnej partii – przegrane wybory to dla Obamy szansa na odzyskanie werwy i  wyrazistości. Ale decydujący czynnik jego poparcia leży wciąż poza zasięgiem zarówno prezydenta, jak i republikanów. Jeśli bezrobocie w USA zacznie spadać, wczorajszy wynik może okazać się mało istotny dla wyborów prezydenckich w 2012 r.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj