Rozmowa z rosyjskim ministrem obrony
Rosja patrzy na NATO
Rosyjski minister obrony Anatolij Serdiukow o stosunku Rosji do NATO, możliwości budowy tarczy antyrakietowej w Europie i o oporze kadry oficerskiej przeciwko reformie sił zbrojnych, wdrażanej przez Kreml.
Forum

Anatolij Sierdiukow zamierza wydać na uzbrojenie armii 20 bilionów rubli.
Forum

Anatolij Sierdiukow zamierza wydać na uzbrojenie armii 20 bilionów rubli.

Artykuł pochodzi z 46 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 15 listopada.
Polityka

Artykuł pochodzi z 46 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 15 listopada.

Der Spiegel: Panie ministrze, dwadzieścia lat po zakończeniu zimnej wojny jedna kwestia wciąż pozostaje nierozwiązana – a mianowicie stosunek Rosji do NATO. Obecnie jest nadzieja, że prezydent Rosji w końcu listopada uda się na szczyt NATO do Lizbony. Czy może to oznaczać przełom?

Anatolij Serdiukow: Tak, spodziewamy się, że to spotkanie stanie się nowym impulsem dla stosunków między Rosją a NATO.

Jak mogłyby wyglądać te nowe stosunki?

Po wydarzeniach sierpniowych doszło do znacznego ochłodzenia...

...ma pan na myśli konflikt rosyjsko-gruziński w sierpniu 2008 roku...

...ale obecnie znowu rozmawiamy ze sobą – na szczeblu szefów sztabu, ministrów obrony, ministrów spraw zagranicznych. Współpracujemy też znowu ze sobą w walce z piractwem morskim, przy szkoleniu specjalistów, czy też podczas manewrów wojskowych.

Czy Rosja faktycznie nie postrzega już NATO jako przeciwnika?

Wychodzę z założenia, że w niedalekiej przyszłości będziemy widzieli w NATO partnera.

Ale Rosja ostatnio właśnie poważnie zwiększyła swój budżet wojskowy i zamierza niemalże podwoić wydatki na nowe zbrojenia. Do roku 2020 domagacie sie na ten cel 20 bilionów rubli, to 476 miliardów euro. Przez kogo Rosja czuje się zagrożona?

Największym zagrożeniem jest terroryzm. Niepokoi nas też przekazywanie technologii wytwarzania broni jądrowej, chemicznej i biologicznej. No i naturalnie przybliżanie się NATO do granic Rosji, rozszerzanie tego paktu na wschód, stanowi militarne zagrożenie dla naszego kraju. A co się tyczy naszej broni – armia rosyjska w ciągu ostatnich lat nie dokonywała zakupów żadnych nowoczesnych broni i sprzętu, nasze uzbrojenie jest w znacznej mierze przestarzałe.

Amerykański plan budowy tarczy antyrakietowej w Europie z udziałem Polski i Czech - dla obrony przed irańskimi rakietami średniego zasięgu – został przez Baracka Obamę odłożony do lamusa. Teraz ma powstać wspólna tarcza krajów NATO z rakietami o krótszym zasięgu. System radarowy, stanowiący element takiej tarczy, nie będzie już w stanie śledzić, co się dzieje na rosyjskim terytorium aż po Ural. Czy to pana uspokaja?

Oczywiście, cieszy nas ta decyzja prezydenta USA, niejednokrotnie przedkładaliśmy zresztą w tej mierze własne propozycje. Najważniejszą sprawa dla nas jest jednak obecnie określenie, jakie są prawdziwe zagrożenia dla Europy. I – po drugie – aby Rosja została uznana za równoprawnego uczestnika. Dopiero wówczas można będzie stworzyć system obrony antyrakietowej, który zadowoli wszystkie strony. O tym również będzie mowa w Lizbonie.

 

TARCZA, ALE PRZECIW KOMU?

Jak wyobraża pan sobie w szczegółach taką tarczę?

Powtarzam: musimy zacząć od określenia, co stanowi prawdziwe zagrożenie – dopiero potem możemy rozmawiać o sprawach technicznych. Aktualnie obie strony oceniają bardzo odmiennie istniejące wyzwania i niebezpieczeństwa.

Mówi pan teraz o Iranie i jego rakietach średniego zasięgu?

Co się tyczy politycznej oceny sytuacji, jesteśmy niemalże zgodni. Chodzi jednak o możliwości techniczne: my nie podzielamy wszystkich pogladów Zachodu w kwestii możliwości irańskiego programu atomowego.

Czy równe prawa oznaczają pana zdaniem, że w sytuacji, gdy nadlatuje rakieta, na guzik razem z oficerem NATO naciśnie jego rosyjski kolega?

Musimy wymienić wszystkie potrzebne informacje, aby ustalić, czy dane z naszych radarów i stacji obserwacyjnych, znajdujących się w Europie i w innych częściach świata, odpowiadają rzeczywistemu stanowi rzeczy.

Amerykanie są, prawdę mówiąc, już dość zaawansowani w realizacji swoich planów: mówią o czterech etapach, w których będą rozmieszczać w Europie swoje rakiety SM3, wiedzą też w gruncie rzeczy, gdzie rakiety te zostaną rozmieszczone; instalację radaru planują w Turcji. Wygląda na to, że wcale nie zamierzają czekać, aż Rosja zadeklaruje swą gotowość do współpracy.

Gdyby nasze obawy nie zostały wzięte pod uwagę, musielibyśmy potraktować to jako akt nieprzyjazny wobec Rosyjskiej Federacji – i odpowiednio zareagować.

A to - mówiąc wprost - oznacza, ze powrócilibyście do swego starego scenariusza, przewidującego stacjonowanie nowoczesnych rakiet Iskander na terenie Obwodu Kaliningradzkiego?

Zapowiedział to przed dwoma laty prezydent Miedwiediew, gdy Amerykanie chcieli ulokować tarczę antyrakietową w Polsce i w Czechach. Do tego, dzięki Bogu, nie doszło. Obecnie musimy wypracować taki wariant tarczy antyrakietowej, który byłby możliwy do zaakceptowania dla wszystkich.

W Rosji, również wśród wojskowych, jest wielu sceptyków, którzy są przeciwni zbliżeniu do NATO. Czy będzie pan w stanie przezwyciężyć te opory?

Jestem nastawiony optymistycznie, ponieważ jest odpowiednia wola polityczna. Wielu nie wierzyło też w nowy układ „Start”, dotyczący redukcji broni strategicznych, a jednak udało nam się doprowadzić do podpisania go w tym roku.

Były niemiecki minister obrony Volker Rühe proponował przyjąć Rosję do NATO. Czy jest pan w stanie sobie wyobrazić, że pański kraj mógłby kiedyś zostać członkiem paktu, utworzonego kiedyś po to, by się obronić przed atakiem Moskwy?

 

NIE ŚPIESZYMY SIĘ DO NATO

Ta koncepcja jest przedwczesna. Nie widzę też takiej potrzeby, przynajmniej w bliskiej przyszłości. Powinniśmy rozszerzyć naszą współpracę, to na razie wystarczy. Tak, jak to czynimy w sprawie tranzytu wojskowych i cywilnych transportów NATO do Afganistanu przez nasze terytorium.

W Afganistanie wychodzi na jaw, że również Zachód nie potrafi spacyfikować tego kraju i będzie musiał, jak niegdyś Związek Radziecki, wycofać się nie osiągnąwszy zamierzonego celu. Czy grozi to destabilizacją obszaru Azji Środkowej, który leży w sąsiedztwie Rosji?

Mam nadzieję, że siły Zachodu nie wycofają się, zanim nie wykonają swego zadania. Bardzo dokładnie śledzimy przebieg wydarzeń w Afganistanie i wymieniamy swe obserwacje z Amerykanami. Wycofanie tych wojsk odbiłoby się oczywiście na sytuacji w Azji Środkowej – ale w jaki sposób, tego w tej chwili nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Dlatego przecież chcemy Zachodowi pomóc, również dostarczając śmigłowce, co jest w tej chwili przedmiotem rozmów. Chodzi tu o kilkadziesiąt sztuk Mi-17, jakie NATO chce od nas kupić.

Tu, w tej sali, zasiadali już radzieccy ministrowie obrony, którzy ponieśli porażkę w Afganistanie. Dlaczego akurat Zachód miałby odnieść większy sukces w Hindukuszu?

My pewnego razu przyznaliśmy sami przed sobą, że to zadanie jest niewykonalne, i dlatego w 1989 r. wycofaliśmy naszą armię z Afganistanu. Już na początku operacji NATO ostrzegaliśmy, że operacja ta będzie bardzo trudna i że siły, jakie tam początkowo wysłano, nie wystarczą. Związek Radziecki miał w Afganistanie 100 000 ludzi, dostatecznie przygotowanych i gotowych do walki – a mimo to poniósł fiasko. Również Zachód powinien zrozumieć, że Afganistan nie stanowi czysto militarnego zadania; powinien też wziąć nasze doświadczenia pod uwagę.

W umowie koalicyjnej obecnego rządu RFN znalazł się postulat, by ostatnie amerykańskie głowice jądrowe opuściły terytorium Niemiec. NATO i Waszyngton sprzeciwiają się temu. Powołują się na to, że wiele taktycznych broni jądrowych nadal stacjonuje w europejskiej części terytorium Rosji. Czy widzi pan szanse na to, by Europa stała się strefą bezatomową?

Rozważanie tej kwestii w tej chwili byłoby przedwczesne.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj