szukaj
Po szczycie NATO w Lizbonie
Ach, co to był za szczyt
NATO 3.0 staje się faktem, choć nie bez problemów i wątpliwości.

Szczyt Sojuszu w Lizbonie wyglądał w przekazach medialnych imponująco. Bezlik eleganckich mundurów, znane twarze, wywiad za wywiadem. Zwarci, silni, gotowi. Prezydent Komorowski na podium, minister Sikorski przed kamerami BBC. Doskonały angielski, opanowanie, powściągliwość i sojusznicza lojalność. Prezydent Obama w rozmowie z Gazetą Wyborczą chwali Polaków, zaznacza, jak ważna jest dla niego Europa. To pośrednio odpowiedź na zarzut, że Obama jest bardziej prezydentem pacyficznym niż atlantyckim. Otóż twierdzi, że nie jest.

Zabiegi wizerunkowe to stały element wielkiej (tak samo jak małej) polityki. Ale szczyt przyniósł też konkrety. Przede wszystkim względem Afganistanu. To dziś najważniejszy test wiarygodności Sojuszu. NATO podtrzymuje swój plan działania w tym kraju i regionie, mimo zastrzeżeń dowódców, ekspertów i samych Afgańczyków z prezydentem Karzajem na czele. Słusznie, bo pozostawienie Afganistanu samemu sobie po tej dacie byłoby absurdem.

Tak się już raz stało, kiedy wycofali się zeń Rosjanie, a Zachód uznał wtedy sprawę za zamkniętą i też z ulgą przestał się Afganistanem interesować. Zainteresowali się nim za to talibowie, którzy zrobili z Afganistanu islamistyczny emirat, gdzie schronił się Osama ibn Laden. Obecna misja NATO jest efektem tamtych błędów sprzed 20 lat. Nie może się skończyć tak jak wojna poprzednia, przegrana przez Rosjan, ale i ostatecznie przez Zachód, który teraz musi ją poniekąd dokończyć we współpracy z nie do końca obliczalną ekipą Karzaja. Ponowna przegrana byłaby kompromitacją NATO i umocniłaby krytyków Sojuszu, którzy widzą w nim kosztowną a niewydolną machinę wojenną.

Na papierze mamy więc jasno wytyczony kierunek: do końca 2014 r. wojska międzynarodowe, w tym nasza całkiem spora armia, opuszczą Afganistan. Jak będzie w rzeczywistości i jaką jeszcze przez te cztery lata trzeba będzie za to zapłacić cenę, nie wiadomo. Politycznie jednak podpisane przez NATO i Karzaja porozumienie lizbońskie w tej sprawie to niewątpliwie sukces. Zwłaszcza na użytek wyborczy w zachodnich demokracjach.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj