szukaj
Interwencja w Libii - możliwe?
Kadafi mięknie?
Serce mówi, że planowane sankcje nie powstrzymają przelewu krwi w Libii. Europa, Stany Zjednoczone, społeczność międzynarodowa - krótko mówiąc: ktokolwiek - powinien spieszyć z pomocą Libijczykom. Przecież strzela do nich ich własny przywódca, i to jeszcze rękami najemników.

Rozum zaś podpowiada, że trudno sobie taką interwencję wyobrazić, przynajmniej w najbliższych dniach. Ameryka się nie bardzo garnie. Wprawdzie o wysłaniu sił szybkiego reagowania myśli Unia Europejska, miałyby ochraniać ewakuację obywateli UE m.in. z lotniska w Trypolisie i portów, do których przybijają europejskie okręty, tak dzieje się między innymi w kontrolowanym przez przeciwników reżimu Bengazi.

Szacuje się, że w kraju zostało jeszcze 5-6 tys. unijnych obywateli (i nawet 1,5 mln cudzoziemców w ogóle, głównie z Afryki), jednak brukselscy urzędnicy szykujący warianty europejskiej reakcji asekuracyjnie dodają, że do ewentualnego przerzucenia wojska na drugą stronę Morza Śródziemnego niezbędna jest solidna podstawa prawna. Czyli albo zgoda Muammara Kadafiego (raczej odpada) albo rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ, też dość kłopotliwej do uzyskania, wymagającej wpierw postawienia sprawy, a następnie zgody jej stałych członków. W tym Chin, co do zasady dość ostrożnych, gdy chodzi o antyrządowe protesty. Akurat tym razem Chińczycy mogą wykazać znaczną elastyczność, bo w Libii pracowało dotąd bardzo wielu inżynierów i robotników z ChRL, ich także wywożą teraz chińskie statki i samoloty.

Tymczasem z relacji coraz liczniejszych korespondentów wyłania się przygnębiający obraz wojny domowej z całym jej bagażem: ofiarami, przez niektórych liczonymi w tysiącach, niepewnością cywilów, cudzoziemcami z ulgą opuszczających kraj oraz z zaciętością odsuwanego dyktatora, okopanego z wiernymi oddziałami w Trypolisie.

Jeszcze we wtorek zapowiadał, że chce umrzeć jak męczennik, ale teraz mięknie, ton jego czwartkowego wystąpienia nie był już aż tak bojowy. Wśród napływających informacji pojawiła się i taka – oczywiście niemożliwa do zweryfikowania – że Kadafi kazał przygotować do lotu swój samolot. Tak czy owak, wygląda więc na to, że to ostatnie dni Kadafiego, góra tygodnie. Rzesza tych, którzy wypowiedzieli mu posłuszeństwo jest zbyt liczna, lista krzywd zbyt długa, by tradycyjnie honorowi Libijczycy pozwolili mu się jeszcze przekupić.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj