szukaj
Rozmowa z Davidem Petraeusem
Mniej obiecywać, mówić prawdę
David Petraeus, dowódca operacji w Afganistanie, to człowiek od trudnych zadań - najpierw w Iraku, teraz pod Hindukuszem.
Gen. David Petraeus
U.S. Army SSG Lorie L. Jewell/Wikipedia

Gen. David Petraeus

Kabul, kwatera główna natowskich Międzynarodowych Sił Bezpieczeństwa (ISAF). Dowódca zachodnich oddziałów pod Hindukuszem, amerykański czterogwiazdkowy generał David Petraeus spóźnia się. Lot z prowincji Herat opóźnił się z powodu śnieżycy. Śnieg ma i dobre strony, bo w Afganistanie jest za mało opadów – ale i dlatego, że wstrzymuje walki. Petraeus dowodzi korzystając z siedmiu telefonów i trzech monitorów komputerowych na swoim biurku. W salach konferencyjnych wiszą ogromne ekrany – wojnę prowadzi się przez wideokonferencje.

Cztery gwiazdki na pagonach, pierś pokryta baretkami orderów - David Petraeus, lat 58, rangą i ilością odznaczeń plasuje się w ścisłej czołówce amerykańskiej armii. Wzorowy przebieg służby: studia na prestiżowej akademii West Point, zdobywanie kolejnych stopni aż do rangi generała. W Iraku dowodził najpierw 101. dywizją desantową, potem wszystkimi oddziałami amerykańskimi, w końcu został dowódcą na cały Bliski Wschód. To on stworzył całkiem skuteczny plan zwalczania powstania w Iraku. W czerwcu 2010 roku prezydent Obama mianował Petraeusa naczelnym dowódcą w Afganistanie.

 

Süddeutsche Zeitung: Jaki jest cel na rok 2011 w Afganistanie? Czy zbliża się koniec misji wojskowej?

David Petraeus: W 2010 po raz pierwszy mieliśmy do dyspozycji instrumenty dla prowadzenia kompleksowych cywilno-militarnych operacji zwalczania rebelii. Przede wszystkim mieliśmy około 100 000 dodatkowych żołnierzy afgańskich i znaczną ilość współpracowników cywilnych. To przyniosło nam w minionych sześciu miesiącach ogromny postęp. Pod koniec roku w wielu (choć nie wszystkich) częściach kraju powstrzymaliśmy napór talibów. Na niektórych ważnych obszarach zmusiliśmy ich do wycofania się, np. w kluczowych dystryktach prowincji Kandahar.

Skąd pewność, że talibowie nie wycofali się tylko z przyczyn taktycznych?

Zaciekle walczyli i dalej walczą, żeby nie stracić jeszcze więcej. Wiemy z ich wewnętrznych rozkazów, że szura z Quetty, najwyższa rada talibów, rozkazała ich wojskowemu dowództwu powrót do Afganistanu i dalsze prowadzenie walk, zamiast zbierania się w Pakistanie.

W tym roku nie ma więc zimowej przerwy w walkach?

Starcia wyraźnie osłabły, jednak w mniejszym stopniu niż w latach poprzednich. To wynika z tego, że zima jest stosunkowo łagodna, w Kabulu nie ma śniegu. Po drugie, dowództwo talibów rozkazało kontynuowanie walk. A po trzecie, dzięki naszym nowym siłom jesteśmy teraz obecni na wielu terenach, które dotąd kontrolowali talibowie. Będziemy poszerzać te bezpieczne regiony.

W przeszłości były z tym jednak problemy. Chciał Pan obsadzać wyzwolone tereny zdolnymi do służby jednostkami rządowymi, ale to się nie powiodło.

Tak można było powiedzieć jeszcze jakieś cztery miesiące temu. Dziś już bym takiej oceny nie podzielił. Na przykład w Marjah została właśnie otwarta szkoła średnia – pierwszy raz od sześciu lat. W ogóle do szkół chodzi najwięcej od pięciu lat dzieci, w tym i dziewczynek. Dziś na dwóch targowiskach w mieście kupuje się żywność, a nie narkotyki czy broń. To prawda, zdarzały się uprzednio przedwczesne deklaracje zwycięstwa. Dziś mamy dobrego zarządcę dystryktu i dobrych urzędników. Niełatwo ich znaleźć dla regionu, w którym dotąd toczyły się najostrzejsze walki. Takich przyciągał raczej Kabul.

Na północy sytuacja też zdaje się poprawiać. Należy to przypisywać wielkiemu kontyngentowi wojsk USA, lokalnym milicjom czy Bundeswehrze?

Wszystkiemu po trochu. Niemcy powinni być dumni ze swoich dyplomatów, a zwłaszcza z regularnych wojsk i oddziałów specjalnych. Po raz pierwszy w najnowszych dziejach niemieckiej wojskowości dwa bataliony biorą odział w zwalczaniu rebelii osiągając imponujące rezultaty. W wyparciu talibów z Kunduzu miały swój udział działania afgańskiej policji, liczącej teraz 3000 ludzi. Napór talibów został w każdym razie powstrzymany także na północy.

W Niemczech nie podziela się tej dumy. Większość obywateli chciałaby wycofania już dziś żołnierzy z Afganistanu.

Pewnie z tych samych względów, które i innych doprowadziły do frustracji. Dla wielu zaangażowanych krajów to najdłuższa wojna w ich dziejach. W moim kraju także poparcie opinii publicznej stale maleje. To niezadowolenie jest zrozumiałe.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj