Wezwanie Światowego Kongresu Żydów
Bojkot Polski bojkotem Żydów
Zamieszczone na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów wezwanie, aby społeczność żydowska powstrzymała się od odwiedzania Polski, wpompowywania pieniędzy w polską turystykę i inne dziedziny gospodarki, jest zagrywką na użytek mediów.

Jak się zresztą okazuje, skuteczną – zwłaszcza w Polsce. Wiele rodzimych telewizji i portali informacyjnych od razu uczyniło z apelu sensację dnia.

Tymczasem - po pierwsze - zarówno Międzynarodowe Stowarzyszenie Dzieci Ofiar Holokaustu, którego szef sygnuje manifest, jak również Światowy Kongres Żydów to tylko jedne z wielu stowarzyszeń żydowskich w Stanach Zjednoczonych. Dużo poważniejsza – i bardziej wpływowa, bo uchodząca wręcz za najsilniejszą strukturę lobbystyczną w Stanach Zjednoczonych – organizacja, jaką jest American Jewish Committee, podobnie radykalnych proklamacji jakoś nie ogłasza.

Po drugie, trudno sądzić, by pomysł zaniechania przyjazdów do Polski zyskał uznanie nawet w samym Izraelu. Musiałoby to oznaczać chociażby radykalną zmianę tamtejszej strategii edukacyjnej. Jej ważnym elementem są wszakże wyjazdy młodzieży szkolnej do miejsc narodowej pamięci, z których kluczowe znajdują się na terytorium Polski. Tak z racji wielowiekowego sąsiedztwa kulturowego, jak tragedii II wojny światowej (inna rzecz, jak podczas tych podróży interpretowana jest sama Zagłada, o prezentowaniu Polski nie wspominając). Z kolei żydowskie środowiska biznesowe też zapewne dwa razy się zastanowią nad sensownością zrywania interesów z polskimi kontrahentami. W tym sensie bojkot Polski oznaczałby dla Żydów bojkot samych siebie.

Równocześnie jednak wygłaszana w odpowiedzi przez ministra Sikorskiego sugestia, że niegdysiejsi obywatele Rzeczpospolitej pochodzenia żydowskiego, którzy podczas wojny potracili swe majątki, mogą ubiegać się o ich zwrot w drodze postępowań sądowych, jest mało delikatnym unikiem. Jeszcze mniej subtelne jest stwierdzenie, że polskie sądy nie kierują się wyznaniem i narodowością występujących o odszkodowania.

Wizerunek sporo wart

Otóż, co najważniejsze, Holocaust nie był ot taką sobie historyczną zawieruchą, podczas których ludzie ponoszą zwykle mniejsze lub większe straty. Ponadto, jak powszechnie wiadomo także Polakom, postępowanie przed sądami III RP trwa koszmarnie długo i jest nad wyraz uciążliwe. Niespełna dwa miesiące temu miałem okazję wysłuchać w Monachium (skądinąd podczas spotkania poświęconego Markowi Edelmanowi) opowieści polskiego Żyda, a dziś obywatela Stanów Zjednoczonych, który cudem ocalał z getta w Krakowie. Teraz – stosując się do wskazówek szefa polskiej dyplomacji – próbuje odzyskać rodzinny majątek na drodze sądowej. Część dóbr już mu – w różnej postaci – oddano. Ale droga do reszty wydaje się być nieskończenie długa. A mój rozmówca był w mocno podeszłym wieku i – jak wyznał – zwyczajnie brakuje mu sił na sądowe sprawy… Lecz niby dlaczego miałby rezygnować z dorobku swoich przodków?

Wolna Polska przez ponad 20 lat unikała zajęcia się sprawą restytucji – oczywiście: symbolicznej i częściowej – majątku obywateli Rzeczpospolitej pochodzenia żydowskiego. Kolejne rządy, mniej lub bardziej wprost, sugerowały, że biednego państwa na to nie stać (tak samo argumentowano zresztą zwlekanie z reprywatyzacją wobec poszkodowanych nacjonalizacją Polaków). Tyle że straty wizerunkowe też bywają wymierne. A problem można było przecież załatwić dawno: choćby dobrze skalkulowanym, ale odważnym i pięknym gestem.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj