Wybuch w metrze w Mińsku
Silna eksplozja wstrząsnęła w poniedziałek 11 kwietnia po południu stacją metra Oktiabrskaja w centrum Mińska. 12 osób zginęło, około 150 zostało rannych. Zamach terrorystyczny jest jedną z przyjmowanych przez władzę wersji wydarzeń.
Metro w Mińsku
Wikipedia

Metro w Mińsku

Jedna z ofiar poniedziałkowego zamachu w mińskim metrze.
Sergei Grits/AP

Jedna z ofiar poniedziałkowego zamachu w mińskim metrze.

Prezydent Łukaszenka twierdzi, że za zamachem może stać ktoś z zagranicy.
Andrei Stasevich, Belta, pool/AP

Prezydent Łukaszenka twierdzi, że za zamachem może stać ktoś z zagranicy.

Lifenews.ru publikuje portret potencjalnego zamachowca.
AN

Lifenews.ru publikuje portret potencjalnego zamachowca.

Szef białoruskiego KGB Wadzim Zajcau poinformował we wtorek po południu, że za zamachem stoi mężczyzna o niesłowiańskim wyglądzie. Służby aresztowały dotychczaas trzy osoby, przyjmowane są także trzy motywy potencjalnych sprawców: zamach młodych ekstremistów łączonych z anarchistami; chęć destabilizacji sytuacji na Białorusi lub atak osoby niepoczytalnej.

To był zamach?

Kilka godzin wcześniej Andrej Szwed, zastępca prokuratora generalnego na Białorusi poinformował, że zatrzymano kilka osób, które mogą mieć związek z aktem terrorystycznym w mińskim metrze. Białoruskie MSW sporządziło portrety pamięciowe dwóch podejrzanych. Jeden z portretów został opublikowany m. in. na portalu lifenews.ru. Według informacji tego portalu bombę odpalił jeden człowiek, lecz mógł mieć wspólników. Powołując się na białoruskie MSW podano, że eksplozję wywołał mężczyzna średniego wzrostu, o kaukaskich rysach twarzy, pokrytej zarostem. Świadkowie twierdzą, że podejrzany miał ciemnogranatową kurtkę, ciemne spodnie, niebieski kapelusz i dużą sportową torbę. Według informatora, cytowanego przez portal mężczyzna mógł mieć 25-35 lat.

Osobiście nadzorujący śledztwo ws. wybuchu prezydent Łukaszenka już w poniedziałek stwierdził, iż nie wyklucza, że za eksplozją stoją osoby z zewnątrz, sugerując, że może to być ktoś z zagranicy.

W poniedziałek na spotkaniu z szefami resortów siłowych, transmitowanym przez telewizję, Łukaszenka oświadczył, że Białorusi "rzucono poważne wyzwanie", na które potrzebna jest "adekwatna odpowiedź". Prezydent polecił bezzwłoczne postawienie przed sądem osób, u których znaleziona zostanie niezarejestrowana broń i materiały wybuchowe. "Tylko tak możemy zaprowadzić porządek" - uzasadnił. Prezydent przyjął również pomoc Rosji, zaoferowaną w rozmowie telefonicznej przez Dimitrija Miedwiediewa.

Poprosił również swoich podwładnych o zbadanie, czy istnieją jakiekolwiek związki między poniedziałkowym wybychem a eksplozją na koncercie rockowym w lipcu 2008 r. w Mińsku - podała w poniedziałek agencja Bełta. Wtedy bomba, która wybuchła podczas odbywającego się pod gołym niebem koncertu raniła ponad 50 osób. Sprawców nie wykryto do dziś.

O tym, że w poniedziałek 11 kwietnia mińskim metrze doszło do zamachu terrorystycznego poinformował również Andrej Szwed, szef grupy śledczej badającej okoliczności zdarzenia i jednocześnie zastępca prokuratora generalnego Białorusi. Szwed zapowiedział, że zostaną zbadane wszystkie wersje związane z tym zdarzeniem.

Wcześniej tezę o zamachu przedstawiła agencja Interfax, powołująca się na anonimowe źródło w białoruskiej milicji, która przyjęła właśnie taką wstępną wersję przyczyn eksplozji - na co miał wskazywać ogólny wygląd i rodzaj obrażeń na ciałach ofiar.

14 kwietnia ogłoszono na Białorusi dniem żałoby narodowej.

Wybuch

Do eksplozji doszło przed godziną 17. czasu polskiego w stolicy Białorusi (według białoruskiego czasu dochodziła godzina 18). Niedaleko miejsca wybuchu znajduje się siedziba prezydenta Łukaszenki i najważniejsze ministerstwa. Na stacji Oktibraskaja można przesiąść się do drugiej linii metra. O tej porze podróżuje sporo pasażerów wracających do domów.

Ofiary

Prezydent Aleksander Łukaszenka polecił wzmocnienie środków bezpieczeństwa (sprawdzany jest stan w magazynach materiałów wybuchowych i amunicji, przeszukuje się torby podróżnych w mińskim metrze). Prezydent, który przyjechał na miejsce tragedii, w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że zginęło co najmniej 11 osób, a ponad 100 zostało rannych. Jednak w ciągu następnych godzin liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 12, kiedy w szpitalu zmarła kolejna osoba.

W pierwszych doniesieniach medialnych pojawiły się rozbieżne informacje na temat ofiar: niektóre media informowały o zabitych (agencja Interfax mówiła o najmniej dwóch ofiarach śmiertelnych i o co najmniej 50 rannych osobach; Reuters powołujący się na anonimowego milicjanta donosił o 5 ofiarach śmiertelnych), inne mówiły jedynie o poszkodowanych. Dopiero po pewnym czasie białoruskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych potwierdziło, że są ofiary śmiertelne eksplozji.

Świadkowie

Według świadka cytowanego w poniedziałek przez agencję Reuters do eksplozji doszło w chwili, gdy pociąg podjechał na stację i otworzył drzwi wagonów. Szef białoruskiego MSW gen. Anatol Kuleszou powiedział później, że według wstępnych informacji ładunek wybuchowy o sile od 5 do 7 kilogramów znajdował się pod ławką na peronie przy drugim wagonie metra. Był on naszpikowany metalowymi kulkami o średnicy jednego centymetra. W wyniku wybuchu powstał lej o średnicy około 80 centymetrów.

Na miejscu wkrótce pojawiły się służby ratownicze, milicja i straż pożarna. Pasażerowie metra zostali ewakuowani. Już w pierwszych relacjach powtarzano donieienia o wydobywającym się spod ziemi dymie i zakrwawionych twarzach i rękach ludzi opuszczających metro. Na stacji metra w wyniku eksplozji zawaliła się część sufitu. Media podały również, że po eksplozji przestały działać telefony komórkowe.We wtorek rano mińskie metro działało normalnie, choć pociągi nie zatrzymywał się na stacji Oktiabrskaja.

Na jednym z amatorskich filmów umieszczonych na YouTube, nagranym prawdopodobnie telefonem komórkowym widać zadymione korytarze stacji i pospiesznie idących ludzi. Osoba nagrywająca film zatrzymuje się przy poważniej rannych, w tym siedzącej pod ścianą przy starszej kobiecie z zakrwawiononymi nogami. Na filmie - nagranym prawdopodobniej niedługo po eksplozji - nie widać służb medycznych ani milicjantów. Nie ma też oznak paniki, choć słychać krzyki.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj