szukaj
Byle dalej od Tokio
O tym, jakie będą długofalowe skutki katastrofy w japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima.
Artykuł pochodzi z najnowszego 16 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 18 kwietnia.
Polityka

Artykuł pochodzi z najnowszego 16 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 18 kwietnia.

W elektrowni jądrowej Fukushima trwa dramatyczna walka o opanowanie sytuacji w reaktorach, która po trzęsieniu ziemi i tsunami wymknęła się spod kontroli. Od tego czasu w elektrowni już kilkakrotnie doszło do wycieku substancji radioaktywnych.O sytuacji w Japonii i długofalowych skutkach katastrofy Telepolis rozmawia z dr med. Angeliką Claussen, radiologiem i przewodniczącą organizacji "Lekarze Przeciw Wojnie Nuklearnej" (ang. International Physicians for the Prevention of Nuclear War – IPPNW.)

TELEPOLIS: Pani Claussen, już od wielu dni świat śledzi wiadomości napływające z Japonii. Informacje te jednak niejednokrotnie są malo przejrzyste, niewiele mówią zwykłemu odbiorcy. Jak pani ocenia sytuację wokół zniszczonego kompleksu jądrowego Fukushima 1?

 Angelika Claussen: Napływające wiadomości wskazują z dużym prawdopodobieństwem na to, że w poszczególnych reaktorach zaczął się topić rdzeń. Nie można więc wykluczyć, że za kilka dni zniszczeniu ulegnie obudowa bezpieczeństwa, tak zwany containment – o ile pracującym na miejscu ekipom ratowniczym nie uda się przy pomocy stosowanych dotychczas środków opanować sytuacji, która wymknęła się spod kontroli.

A następstwem tego byłoby...

...Że radioaktywny inwentarz wydostałby się do atmosfery.

Czy stosowne są więc porównania do katastrofy jądrowej w Czarnobylu na Ukrainie sprzed 25 lat?

Nie bezpośrednio. Różnica w stosunku do Czarnobyla polega na tym, że tam pożar w reaktorze trwał przeszło tydzień, a w rezultacie cały radioaktywny inwentarz wzbił się bardzo wysoko w powietrze. Radioaktywna chmura w tych wysokich warstwach atmosfery znacznie się rozprzestrzeniła. Wtedy 53 procent radioaktywnego inwentarza opadło na środkową, wschodnią i zachodnią Europę.

Co to oznacza w odniesieniu do Fukushimy?

Aktualnie możemy tylko snuć spekulacje. Na podstawie dostępnych danych wychodzę z założenia, że w wyniku dużego wycieku materiał radioaktywny rozprzestrzeni się na obszarze kilkuset kilometrów, co oznacza skażenie promieniotwórcze północnych rejonów Japonii.

Po katastrofie w Czarnobylu ewakuowano setki tysięcy ludzi, strefa zamknięta obejmuje obecnie ok. 3000 kilometrów kwadratowych. Na stosunkowo niewielkim terytorium wyspiarskiej Japonii jest o wiele mniej miejsca. Co w tej sytuacji oznacza wypadek atomowy w Fukushimie?

Istotnie, również gęstość zaludnienia w Japonii jest o wiele większa, niż na Ukrainie albo Białorusi. Dokładnie mówiąc, jest ona piętnastokrotnie większa. Nie ma sposobu, aby dość szybko ewakuować tak wielu ludzi, skupionych na tak ciasnej przestrzeni. Poza tym nieprzewidywalny jest kierunek i siła wiatru – a Tokio od uszkodzonych reaktorów dzieli odległość ok. 250 kilometrów. W zależności od wiatru i od pogody część substancji radioaktywnych może tam opaść. Wkrótce przekonamy się, czy te prognozy faktycznie się spełnią – czego nikt z nas by sobie nie życzył.

 

W tokijskiej aglomeracji żyje 35 milionów ludzi. Jak ci mieszkańcy mogą się obecnie ochronić?

Najlepszą ochroną byłby wyjazd z Tokio w kierunku południowym. Tego jednak większość mieszkańców nie będzie w stanie zrobić. Kto zostaje na miejscu, powinien w miarę możności przebywać w zamkniętych pomieszczeniach. W przypadku, jeśli dojdzie do stopienia rdzenia reaktora, tych ludzi trzeba będzie zaopatrzyć w żywność i wodę. Zwłaszcza w wodę, bo w przypadku stopienia rdzenia bardzo szybko dochodzi do skażenia wód gruntowych. To znaczy, że substancje radioaktywne trafiają z powietrza i poprzez glebę do wód gruntowych i do wody pitnej (wywiad został przeprowadzony jeszcze przed wiadomością o skażeniu wody w tokijskich wodociągach – przypis Forum).

Wspomniała pani o niedostatecznym dostępie do danych. Jak należałoby poprawić poziom informacji?

Rząd powinien powołać do życia niezależne komisje w różnych rejonach kraju. Problem przecież polega na tym, że obecnie tylko firma TEPCO, czyli operator elektrowni, mierzy poziom radioaktywności. To w gruncie rzeczy wprost niewiarygodne. Informowanie ludności i światowej opinii publicznej pozostawiono w rękach tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za katastrofę.

 

Jednak rzecznik rządu Yukio Edano uspokajał, mówiąc o tylko bardzo nieznacznych wyciekach substancji radioaktywnych. Czy to znaczy, że niewielkie dawki nie są niebezpieczne?

 

Ujawniony dotychczas poziom skażeń wcale nie jest taki nieznaczny. Załóżmy, że w pobliżu reaktorów promieniowanie wynosiłoby 500 milisievertów na godzinę. To już jest całkiem pokaźna dawka, przebywanie w takim miejscu wywołałoby ostrą chorobę popromienną.

Z jakim skutkiem?

Konkretnym skutkiem są uszkodzenia poszczególnych narządów. Ucierpiałby nasz układ immunologiczny, toteż w rezultacie coraz częściej dochodziłoby do infekcji, przeciw którym organizm nie byłby już w stanie się bronić. W takiej sytuacji obserwowalibyśmy zmianę obrazu krwi. Mogą też występować krwawienia, oraz – na skutek uszkodzenia żołądka i przewodu pokarmowego, bardzo wrażliwego na promieniowanie – biegunki i wymioty. Takie objawy może wywołać jednak już promieniowanie na poziomie 400 milisievertów, a tyle już w Japonii zmierzono.

 

A jakich długofalowych następstw u ludzi można się spodziewać również przy niewielkim wzroście radioaktywności w otaczającym środowisku?

Już obecnie można wyjść z założenia, że ludzie w Tokio będą mieli przez długi czas do czynienia z podwyższonym poziomem radioaktywności. Wszystkie wyniki badań radiologicznych dowodzą, ze nie ma takiej dawki promieniowania radioaktywnego, która nie byłaby niebezpieczna. Nie istnieje tu żadna dolna granica.

Przy długotrwałym narażeniu na obciążający wpływ radioaktywności – taki, jaki mogliśmy obserwować po Czarnobylu na Ukrainie i Białorusi– występują również inne choroby. Szczególnie zagrożone są dzieci nienarodzone, zwłaszcza w okresie między 8 a 15 dniem ciąży, ale również i później. Pojawiają się wówczas wady genetyczne. Dochodzi do poronień i przedwczesnych porodów, zdarzają się poważne deformacje. Można sobie przypomnieć, ze po katastrofie w Czarnobylu mieliśmy również w Niemczech więcej przypadków Trisomie 21, zwanej syndromem Downa. Na Ukrainie i Białorusi następstwa były oczywiście o wiele cięższe. Do najpoważniejszych problemów należą tu schorzenia tarczycy.

Czy nie można temu zapobiec?

Jedyna skuteczna profilaktyka przeciwko szkodliwym następstwom dla tarczycy polega na przyjmowaniu jodu w tabletkach. Przy skażeniu radioaktywnym tarczyca wchłania raczej jod radioaktywny, który kumuluje się w organizmie. Stabilniejszy jod nieradioaktywny jest natomiast wypierany. Te następstwa dotykają w większym stopniu dzieci niż dorosłych.

Po katastrofie czarnobylskiej już po czterech latach obserwowaliśmy u dzieci wzrost schorzeń tarczycy, będących skutkiem napromieniowania. Mimo to MAEA, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, nawet w pierwszym wielkim raporcie o tej katastrofie z roku 1991 zanegowała te następstwa. Tymczasem w miarę upływu lat mnożą się przypadki białaczek, nowotworów piersi i innych chorób nowotworowych. Innym skutkiem może być też wzrost liczby chorób nie mających charakteru nowotworowego, takich jak np. zawał serca, udar mózgu, zapalenie trzustki czy zaćma.

I tego należy się spodziewać w Japonii?

Jeśli ekipom ratowniczym nie uda się w tych dniach opanować tego japońskiego wypadku jądrowego, to trzeba się z tym liczyć. W przypadku Japonii dochodzi do tego jeszcze jeden czynnik: duża gęstość zaludnienia, która dodatkowo komplikuje sytuację

Jakie wnioski należałoby więc wyciągnąć z japońskich wydarzeń?

Jedyną prawdziwą metodą uniknięcia zagrożeń, jakie niesie cywilne wykorzystanie energii jądrowej, byłoby zamknięcie siłowni jądrowych tu w Niemczech i na całym świecie, oraz rezygnacja z tej techniki – chociaż dotychczasowym ofiarom to już oczywiście nie pomoże. Natomiast japońskim władzom radziłabym sprowadzić do kraju możliwie jak najwięcej jodu w tabletkach i rozprowadzać go wśród ludności. Taka dystrybucja jest z pewnością trudnym zadaniem z punktu widzenia logistyki. Ale nawet gdyby udało się pomóc chociaż dwóm lub trzem milionom ludzi spośród 35 milionów mieszkańców Tokio, to już byłby jakiś sukces. Przy takich katastrofach my, lekarze zawsze możemy zdziałać tylko tyle, ile leży w granicach naszych możliwości – jakkolwiek to często nie wystarcza. Ale to zawsze lepsze, niż nic.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj