Cena sprzeciwu
W grudniu 1991 r. w pierwszej turze wyborów parlamentarnych aż 47 proc. głosów uzyskał Islamski Front Zbawienia, partia muzułmańskich fundamentalistów.

I trudno się dziwić tak dobremu wynikowi Frontu, skoro rząd latami tłumił wszelką opozycję, a na kontestację polityczną pozwalał jedynie w meczetach. Zniecierpliwiona armia unieważniła wybory, rządy przejęła pięcioosobowa rada, wprowadzono stan wyjątkowy, zdelegalizowano Islamski Front Zbawienia, jego charyzmatycznych liderów bez wyroków na lata wsadzono do więzień.

Populistyczne hasła Frontu natychmiast podchwyciły rozmaite ugrupowania zbrojne, często bez żadnej wizji politycznej, powodowane tylko religijną egzaltacją czy chęcią wzbogacenia się. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli, Algieria wybuchła. Bilans przerażających wydarzeń (a mordowano się do 2002 r.): 200 tys. zabitych, setki zbiorowych gwałtów i masowych egzekucji cywili. Algierczycy uciekali do miast w obawie przed bojownikami Zbrojnej Grupy Islamskiej, najważniejszego ugrupowania antyrządowego, którzy nie oszczędzali także kobiet i dzieci. Odpowiedź rządu była równie bezwzględna. Oficjalnie uznano, że w czasie wojny bez wieści przepadło 8 tys. osób, ale organizacje pozarządowe podejrzewają, że uprowadzono prawie 15 tys.

Rząd do dziś odmawia dialogu z rodzinami ofiar, które chcą poznać prawdę, pochować bliskich, zakończyć żałobę. Co środę w Algierze matki ofiar zaginionych w latach 90. próbują manifestować na placu 1 Maja. Co środę policja powstrzymuje je siłą. Czasem dochodzi do szarpaniny. W imię narodowego pojednania zakazano bowiem w 2006 r. wszelkiej krytyki sił bezpieczeństwa oraz zagwarantowano immunitet członkom rządowych grup zbrojnych, które dopuściły się łamania praw człowieka w latach 90.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj