Papież według Morettiego
Psychoanaliza zamiast wiary
Jak na dzieło lewicowego aktywisty i zdeklarowanego antyklerykała, komedia Gianniego Morettiego o papieżu, którego dopada depresja, jest zadziwiająco ciepła.
Nanni Moretti w Cannes
Evandro Inetti/ZUMAPRESS.com/Forum

Nanni Moretti w Cannes

Artykuł pochodzi z 21 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 23 maja.
Polityka

Artykuł pochodzi z 21 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 23 maja.

Papieże też miewają zmienne nastroje, chandrę i napady niepokoju, jak zwykli ludzie. Zdarza im się wpadać w panikę i ulegać zwątpieniu. Do tego stopnia, że nie są zdolni ukazać się na balkonie Bazyliki św. Piotra. To pierwsza i najważniejsza nauka płynącą z „Habemus papam”, nowego filmu w reżyserii Nanniego Morettiego. Pokazuje to godna zapamiętania scena, główna atrakcja tego filmu. Oto w chwili ogłoszenia wyników konklawe nowo wybrany „zagraniczny papież”, w którego rolę wcielił się po mistrzowsku Michel Piccoli, odmawia całą duszą i ciałem zasiadania na tronie Piotrowym. Kamera Morettiego będzie mu towarzyszyć w rzymskiej ucieczce, ukazując odrzucenie roli, do której czuje się zupełnie nieprzystosowany, a równocześnie przerażenie hierarchii watykańskiej.

W filmie jest też kawałek Watykanu, jakiego dotychczas nie pokazywano: sędziwy kardynał na rowerku treningowym, kościelny dygnitarz zażywający środki uspokajające, inny kardynał łapczywie, ukradkiem zaciągający się papierosem. Krytycy czekali na skandal, na film, który wznieci pożar w samym sercu Stolicy Apostolskiej. Tymczasem płomień naznaczył jedynie samego Morettiego: reżyser oskarżony został o to, że się sprzedał i zmiękł, że stał się pupilkiem establishmentu. Sam zagrał wezwanego na pomoc psychiatrę-ateistę. Jerzy Stuhr wcielił się w rolę rzecznika Watykanu, starającego się zażegnać kryzys. Zbiegły papież rusza na ulice Rzymu w pogoni za swym długo tłumionym marzeniem. Pragnie przyłączyć się do trupy teatralnej i zagrać w sztuce Czechowa.

Farsa w gronie starszych panów

Na jednym poziomie ten film jest pogodną, swobodną komedią. Zaczyna się jako farsa rozgrywająca się w grupie starszych panów, potem zbacza w kierunku „Jak zostać królem”, nabiera bajkowej atmosfery rodem z filmów Franka Capry - po to, by zakończyć się mocnym finałem nad placem św. Piotra. Moretti zaskoczył wszystkich brakiem agresywnego podejścia do tematu. Jest w pełni świadomy skandali otaczających kościół katolicki, ale o nich wszystkich napisano już w książkach i gazetach. – Po co robić to samo na nowo? – pyta.

W „Habemus papam” są zawarte dwa różne filmy. Pierwszy z nich, któremu włoski krytyk Pino Farinotti nadałby podtytuł „Rzym-Papież-Teatr”, ukazuje niepokój tułającego się pasterza, który kiedyś chciał zostać aktorem. Drugi z nich, pod roboczym hasłem „Watykan-Kardynałowie-Psychoanaliza”, ukazuje popłoch i sztuczki katolickich hierarchów. Nie trzeba dodawać, że ten pierwszy jest bardziej fascynujący.

Widzimy w nim papieża Melville’a, który je lody, wsiada do autobusu, szuka pokoju w hotelu i podaje się za aktora. Widz myśli oczywiście natychmiast o Karolu Wojtyle, który naprawdę był aktorem przed przyjęciem święceń. Ale także o nieszczęsnym Janie Pawle I, który panował tylko przez 30 dni latem 1978 roku – przytłoczony zadaniem, które niewątpliwie wydało mu się ponad ludzkie siły.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj