Islandia i jej wulkany
Leć jak w dym
Malediwy zachęcają, by je odwiedzić, zanim zatoną. Na Islandię warto pojechać, zanim wybuchnie. Kolejny wulkan na tej wyspie obudził się do życia.
Po wybuchu wulkanu wszędzie jest pył – bez maski trudno się oddycha.
Ingolfur Juliusson/REUTERS/Forum

Po wybuchu wulkanu wszędzie jest pył – bez maski trudno się oddycha.

Przed pyłem nie ma ucieczki. Wszyscy dobrze wiedzą, że po wybuchu trzeba zatkać szpary w oknach i drzwiach mokrymi ręcznikami lub podnieść temperaturę w mieszkaniu tak, by ciepłe powietrze wypychało zimne na zewnątrz. Ale pył przeważnie i tak dostaje się do środka. Islandczycy zakładają specjalne gogle i maski przemysłowe na usta i nos. Bez maski trudno się oddycha. Wystarczy chwila, a ziarenka piasku chrzęszczą w ustach, oczy łzawią, a skóra twarzy zaczyna piec. Widoczność spada do kilku metrów albo nawet do zera.

Wybuch wulkanu Grímsvötn, który o mało nie pokrzyżował planów podróży Baracka Obamy po Europie, to zaledwie początek jego wzmożonej aktywności. – Erupcje będą w najbliższych latach coraz częstsze i potężniejsze – mówi islandzki geofizyk Helgi Björnsson. Grímsvötn jest najaktywniejszym wulkanem na Islandii. Wybucha nieregularnie, średnio raz na 13 lat, od 1920 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną