szukaj
Powrót do Wieży Babel?
Czy w ramach językowej globalizacji na świecie zostanie wkrótce tylko angielski, jako język globalny - a inne języki stopniowo wymrą? Brytyjski językoznawca Nicholas Ostler przewiduje całkiem inny rozwój wypadków: kres dominacji języka angielskiego.
Angielski to pierwszy język prawdziwie globalny, prawdziwie globalna lingua franca, jeśli przez „globalny” rozumiemy „używany na wszystkich zamieszkanym kontynentach”. Na fot. reklama szkoły językowej w paryskim metrze.
zoonabar/Flickr CC by SA

Angielski to pierwszy język prawdziwie globalny, prawdziwie globalna lingua franca, jeśli przez „globalny” rozumiemy „używany na wszystkich zamieszkanym kontynentach”. Na fot. reklama szkoły językowej w paryskim metrze.

Artykuł pochodzi z 26 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 27 czerwca.
Polityka

Artykuł pochodzi z 26 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 27 czerwca.

XVI-wieczny cesarz Karol V miał powiedzieć, że po łacinie rozmawia z Bogiem, po włosku z muzykami, po hiszpańsku z żołnierzami, po niemiecku ze służbą, po francusku z kobietami, a po angielsku ze swym koniem. Większość książek na temat języka angielskiego odwraca ten żart przeciwko cesarzowi, aby stwierdzić, że język - lekceważony przez Karola V jako prymitywny - obecnie jest kolosem dosiadającym okrakiem cały świat.

Brytyjski językoznawca Nicholas Ostler cytuje jednak słowa cesarza, aby zauważyć, że żaden język nie dominuje w sposób trwały i niepodważalny. Podobnie jak same cesarstwa (a często wraz z nimi), języki rozkwitają i upadają - a język angielski, zdaniem Ostlera, nie będzie wyjątkiem od tej reguły.

Angielski to pierwszy język prawdziwie globalny, prawdziwie globalna lingua franca, jeśli przez „globalny” rozumiemy „używany na wszystkich zamieszkanym kontynentach”. Jednakże w przeszłości, w świecie mniejszym i o znacznie słabszej sieci wewnętrznych powiązań, podobną funkcję pełniło oraz cieszyło się podobnym prestiżem wiele innych języków. Świat starożytny posługiwał się arabskim i aramejskim, greckim, łaciną, palijskim, perskim (który przez prawie tysiąc lat służył Indiom, i dużej części tureckiej Azji Środkowej, jako język administracji i kultury wysokiej), sanskrytem i sogdianem. Rolę lingua franca czasów nowożytnych pełniły francuski, niemiecki (czołowy język dysput naukowych do czasów Trzeciej Rzeszy), łacina (nadal bardzo popularna jako język szkół wyższych długo jeszcze po tym, jak przestano nią mówić), portugalski, rosyjski i hiszpański.

Jednakże na ogół użytkowanie tych niegdyś silnych języków zostało ograniczone do tych terytoriów, których rdzenni mieszkańcy mówią ich nowoczesnymi formami jako językiem rodzimym. Choć u szczytu swego rozkwitu część z nich zyskała – i zachowała – dużą liczbę rodzimych użytkowników poza swymi pierwotnymi terytoriami (jak język hiszpański i portugalski w Ameryce Południowej), niewiele z nich utrzymało dawny status.

Podboje, handel, nawracanie

Chcąc zrozumieć, dlaczego języki dominujące tracą na znaczeniu – sugeruje Nicholas Olster – musimy przyjrzeć się czynnikom, które pozwoliły im odnieść sukces. Najczęściej są to podboje, handel i nawracanie się na nową religię. Narody podbite lub podporządkowane uczą się (lub muszą się uczyć) języków swych władców; handlowcy przyswajają języki umożliwiające im dostęp do rynków zbytu; nawróceni – języki swych nowych wyznań. Jednakże te sposoby poszerzania społeczności mówiącej danym językiem nie prowadzą do trwałych z nim więzi. Wyuczonego języka nie ceni się dla niego samego, ale tylko ze względu na to, jakie może on przynosić korzyści, i to tylko dopóty, dopóki będą one przeważały nad kosztami. Gdy nadejdą nowi zdobywcy, ich poddani przestawiają się na nowe lingua francas (tak było z hiszpańskim, który zastąpił języki nahuatl i keczua, powszechnie używane, odpowiednio, w imperiach Azteków i Inków). Wraz z rozpadem dawnych cesarstw, ich lingua francas wychodzą z użycia.

Narzucony język bywa nietrwały

Nowa panująca religia może rozpowszechnić użycie pewnego języka (jak to stało się z arabskim pod wpływem islamu) albo odwrotnie – go osłabić (reformacja przyczyniła się do osłabienia łaciny). Uzależnienie od języka, którego trzeba się nauczyć, z reguły wywołuje urazę, faworyzując elity społeczne kosztem tych, którzy nie mają dostępu do szkolnictwa. Renomowane lingua francas, języki dominujące, wprowadzają podziały w społeczeństwie, są zatem nietrwałe.

W epoce globalizacji język angielski często przedstawia się jako zjawisko wyjątkowe. Autorzy o tym przeświadczeni podkreślają, że język angielski różni się od poprzednich języków dominujących pod dwoma ważnymi względami: po pierwsze, nie ma on żadnego poważnego konkurenta, a po drugie, choć pierwotnie rozpowszechnił się na świecie w wyniku podbojów, handlu i działalności misjonarskiej, jego wpływ nie rozszerza się już w drodze przymusu. Dlatego właśnie, argumentują, język angielski nie podzieli losu swych poprzedników.

Anglo-amerykańska dominacja słabnie

Nicholas Ostler uważa jednak, że takie rozumowanie bagatelizuje zarówno społeczne koszty zabiegania o dominującą pozycję języka (to nie prawda, że wszyscy angielski uwielbiają) jak i głębokiej, trwałej lojalności ludzi wobec ich ojczystej mowy. Od tysięcy lat chcemy tę lojalność wymienić na różne rodzaje satysfakcji; jeśli jednak można ten cel osiągnąć tańszym kosztem, to chętnie pozbędziemy się językowego balastu. Ostler uważa, że wkrótce będziemy w stanie to uczynić. Język angielski, sugeruje, będzie ostatnią lingua franca. Gdy anglo-amerykańska hegemonia przygasa, wpływ języka angielskiego słabnie; ale angielskiego nie zastąpi żaden inny dominujący język. Czeka nas raczej technologicznie podbudowany powrót do wieży Babel. Dzięki postępom tłumaczeń komputerowych, „każdy będzie mówił i pisał w dowolnie wybranym języku, i świat będzie nas rozumiał”.

Można mieć zastrzeżenia, że Ostler opiera się na utopijnym techno-optymizmie, i zanadto podkreśla pierwotną rzekomo więź użytkowników z ich językami macierzystymi, albowiem niektórzy uznaliby ją w dużej mierze za wynalazek XIX-wiecznego europejskiego nacjonalizmu. Jednakże nawet jeśli Nicholas Ostler myli się, przepowiadając powrót do wieży Babel, to nie sądzę, by mylne było jego przeświadczenie, że pozycja języka angielskiego jako głównego środka komunikacji globalnej nie będzie trwać w nieskończoność. Tak było i tak bowiem będzie, że zmiana realiów politycznych i ekonomicznych pociąga za sobą zmianę krajobrazów językowych.

Książka Nicholasa Ostlera „The Last Lingua Franca” nie jest lekturą łatwą: autor nie ma talentu popularyzatora trzymającego uwagę czytelnika w napięciu, i grzeszy skłonnością do mnożenia szczegółów, nie bacząc na to, czy przydadzą się one laikowi lub czy potrafi on je sobie przyswoić. Ostler oferuje jednak rzecz ważną: rzuca bardzo potrzebne wyzwanie konwencjonalnej mądrości, za pomocą tekstu pełnego informacji, pobudzającego do myślenia i krzepiąco odrzucającego anglocentryczne stereotypy.

*Deborah Cameron - brytyjska pisarka, profesor językoznawstwa i komunikacji na uniwersytecie w Oxfordzie, feministka, autorka książki „The Myth of Mars and Venus”

Nicholas Ostler - światowej sławy brytyjski językoznawca ur. w 1952 roku, władający ponad 20 językami, studiował w Oxfordzie języki klasyczne, filozofię i ekonomię, a następnie, pod kierunkiem Noama Chomsky’ego, językoznawstwo na MIT, gdzie obronił doktorat na temat sanskrytu. Autor książek: „Empires of the World: A Language History of the World”, o zjawisku rozkwitania i upadku języków na przestrzeni dziejów, „Ad Infinitum:A Biography of Latin”, o rozwoju i dominacji łaciny, oraz najnowszej pt. „The Last Lingua Franca – English until the Return to Babel”, gdzie stawia tezę, że język angielski przestanie w świecie dominować, a ludzie będą mogli się porozumiewać dzięki doskonałym tłumaczeniom komputerowym.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj