Nakaz aresztowania Kadafiego
Ścigani niespecjalnie
Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Muammara Kadafiego, jednego z jego synów i szefa libijskiego wywiadu.

Decyzję ogłoszoną w Hadze libijscy powstańcy, między innymi ci z oblężonej Misraty, powitali karabinowymi seriami w powietrze. I chyba na strzelaniu na wiwat się skończy, mimo że uzasadnienie odczytane dziś przez pochodzącą z Botswany sędzię jest dla trójki ściganych miażdżące. Prokuratorzy oskarżają ich o zbrodnie przeciwko ludzkości i planową eksterminację wrogów reżimu.

Wykonanie nakazu okaże się trudne, zauważają eufemistycznie światowe agencje prasowe. Nie tylko dlatego, że Libia nie uznaje jurysdykcji MTK. Kadafi jest wciąż faktycznym przywódcą państwa (nie szkodzi, że twierdzi, że Libią rządzą komitety ludowe) i przykład prezydenta niedalekiego Sudanu Omara Baszira pokazuje, że nakaz MTK dla głów państw i szefów rządów to żaden koniec świata. Rzecz jasna, odwiedzenie któregoś z zachodnich krajów-sygnatariuszy Statutu Rzymskiego raczej nie wchodzi w rachubę, ale już podróże po Azji i Afryce - przy czym połowa państw afrykańskich Trybunał uznaje! - łączą się co najwyżej z niewielkimi dolegliwościami. I nieco dokładniejszych przygotowań do podróży. Na przykład Omar Baszir, „ścigany” od dwóch lat, który dziś rozpoczyna wizytę w Chinach (nie podpisały Statutu), na wszelki wypadek wcześniej postarał się o zapewnienie, że nie zostanie aresztowany. Wystąpił o gwarancje, mimo zapraszali Chińczycy.

Sudański prezydent, obwiniany m.in. o masakry w Darfurze, może liczyć także na solidarność przywódców państw Afryki, którzy nie są skłonni do wzajemnej krytyki. Stąd zrelaksowany Baszir w zeszłym roku uświetniał w Nairobi wejście w życie nowej kenińskiej konstytucji. Unia Europejska, Stany Zjednoczone i największe międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka potępiły Kenię. I nic. Gość spokojnie wrócił do Chartumu. Podobnie Baszir może liczyć na solidarność arabską, choć tu ostatnio tu coś drgnęło. Przed dwoma tygodniami w komunikacie po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych sześciu państw Zatoki Perskiej (Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu, Omanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich) po raz pierwszy zabrakło zwyczajowego protestu przeciw pomysłom pojmania Baszira i nakładania sankcji na Sudan.

Dyspozycje sędziów MTK mają więc większe znaczenie propagandowe niż praktyczne, bo chętnych do odstawiania ściganych nie ma wielu, a sami poszukiwani też nie garną się do przeprowadzki do Hagi i są po prostu ostrożni. W ogóle mało prawdopodobne jest, by Kadafi kiedykolwiek trafił przed Trybunał. Powstańcy, gdyby go pojmali, mogą sami go postawić przed libijskim sądem. Mogą też przystać na jeszcze mniej prawdopodobną emigrację pułkownika, która skróciłaby wojnę domową. Tymczasem w zeszłym tygodniu jeden z amerykańskich admirałów prowadzący działania przeciw reżimowej armii wygadał się, że koalicja jednak poluje na Kadafiego. Także snucie hipotez o jego przyszłości może przerwać jeden celny atak rakietowy.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj