Zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrku
Brytyjczyk potrafi
Nie było łatwo, ale się udało. Ponad partyjnymi podziałami. I mimo presji samego premiera – skądinąd zapalonego myśliwego - by jego partyjny kolega wycofał swój wniosek o zakazaniu cyrkom wykorzystywania dzikich zwierząt.

Pewno nie poszłoby tak dobrze, gdyby nie wielka kampania społeczna w tej sprawie na łamach liberalnego dziennika The Independent i w Internecie, gdzie petycję antycyrkową podpisało ponad 30 tysięcy osób. Parlament czuł, że ma poparcie opinii publicznej.

Chodziło nie o same cyrki jako takie, lecz o męczenie zwierząt. Takie jak na wideo pokazującym dręczenie słonicy Anny przez pracownicę jednego z cyrków. Przerabianie zwierząt na cyrkowe "atrakcje" oznacza dla nich koszmar.

Chyba nikt, kto ma odrobinę empatii, tego nie może zaakceptować. Cyrkowe widowiska z udziałem tak ćwiczonych zwierząt są antywychowawcze. Zwłaszcza dla dzieci. Odbierają one lekcje, że zwierzęta można traktować tak, jakby nie wiedziały, co to cierpienie. Jakby były żywymi maszynami pozbawionymi emocji.

Brytyjczyk potrafi, a Polak? Jestem za takim samym zakazem w Polsce. Ale wątpię, czy w naszym kraju doczekamy się szybko podobnej jednomyślności posłów i społeczeństwa. A przecież już prawie sto lat temu polski myśliciel katolicki Marian Zdziechowski pisał przejmująco o okrucieństwie wobec zwierząt. Może by pani minister Hall rekomendowała jego książeczkę polskim nauczycielom?

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj