Proces Poczobuta: niewinny
Reżim przyparty do muru
Andrzej Poczobut nie pójdzie do więzienia ani nie zostanie posłany do kolonii karnej.

Sąd w Grodnie skazał Poczobuta, dziennikarza, korespondenta GW  i działacza Związku Polaków na Białorusi, na trzy lata w zawieszeniu. Zapewne nie dlatego, że zabrakło dostatecznie obciążających dowodów jego winy - zniesławienia prezydenta Białorusi czy naruszenia jakiegoś tam porządku prawnego lub paragrafu. Takimi szczegółami, jak udowodnienie winy, białoruski sąd nie ma zwyczaju się przejmować. Zwłaszcza skazując  opozycjonistów. Zapewne więc nie było polecenia z góry czyli z Mińska (czytaj: od prezydenta) żeby Poczobuta skazać.

Można zapytać co takiego się stało, że władza złagodniała. Tym bardziej, że podsądny siedział w areszcie, że proces ciągnął się dwa tygodnie i był nadzwyczaj pokazowy: patrzcie, jacy jesteśmy silni, sprawiedliwi i nieugięci w karaniu tych, co odważą się podnieść rękę lub głos na przywódcę i kraj. Bez wątpienia, zaangażowanie się wielu sił politycznych, Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), polskich władz oraz opozycji, a także to, że Amnesty International uznała Poczobuta za więźnia sumienia, uświadomiły białoruskim władzom, że tak do końca nie są bezkarne.

Z opinią międzynarodową muszą się liczyć zwłaszcza dziś, gdy Białoruś stoi na skraju bankructwa, co dotarło wreszcie również do Białorusinów, więc zaczynają się buntować. Jeśli bodaj część białoruskiego społeczeństwa zmądrzała i wie już, gdzie jest przyczyna zapaści, to reżim będzie mieć kłopot. Poparcie dla prezydenta spada. Na ulicę wychodzą grupy młodych ludzi i stosują obywatelski opór w formie zbiorowych oklasków. Władzę i milicję wyraźnie to irytuje, wyłapują klaszczących, aresztują i sądzą za zakłócanie porządku.

Posłanie Poczobuta do kolonii karnej odbiłoby się szerokim echem. Lepiej więc odpuścić, uniknąć hałasu, a może nawet wywołać wrażenie, że sądy są niezależne, kraj demokratyczny, a władza liberalna. Bo prędzej czy później trzeba będzie wyciągnąć rękę i poprosić o pomoc. Rosja jej odmawia, co najwyżej kapnie drobną sumę. Prosząc o wsparcie Brukselę dobrze mieć jakiś argument w zanadrzu. Może nim być łagodny wyrok na Poczobuta.

Ale byłoby dobrze gdyby Bruksela (czy ktokolwiek inny) nie dała się wziąć na lep. Jeśli pomoc, to na określonych warunkach, wyegzekwowanych do ostatniej litery. Żadnych targów ani przetargów. Łukaszenka tyle już razy nie dotrzymywał obietnic, kpił sobie z nich jawnie, że nie zasługuje nawet na cień zaufania.  Ale Białorusinów poprzeć warto.

Reżim przyparty do muru

Andrzej Poczobut nie pójdzie do więzienia ani nie zostanie posłany do kolonii karnej. Sąd w Grodnie skazał Poczobuta, dziennikarza, korespondenta GW i działacza Związku Polaków na Białorusi, na trzy lata w zawieszeniu. Zapewne nie dlatego, że zabrakło dostatecznie obciążających dowodów jego winy, zniesławienia prezydenta Białorusi czy naruszenia jakiegoś tam porządku prawnego lub paragrafu. Takimi szczegółami jak udowodnienie winy białoruski sąd nie ma zwyczaju się przejmować, zwłaszcza skazując opozycjonistów. Zapewne więc nie było polecenia z góry czyli z Mińska (czytaj: od prezydenta) żeby Poczobuta skazać.

Można zapytać co takiego się stało, że władza złagodniała. Tym bardziej, że podsądny siedział w areszcie, że proces ciągnął się dwa tygodnie i był nadzwyczaj pokazowy: patrzcie, jacy jesteśmy silni, sprawiedliwi i nieugięci w karaniu tych, co odważą się podnieść rękę lub głos na przywódcę i kraj. Bez wątpienia, zaangażowanie się wielu sił politycznych, Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), polskich władz oraz opozycji, tego że Amnesty International uznała Poczobuta za więźnia sumienia uświadomiły białoruskim władzom, że tak do końca nie są bezkarne. Z opinią międzynarodową muszą się liczyć zwłaszcza dziś, gdy Białoruś stoi na skraju bankructwa, co dotarło wreszcie również do Białorusinów więc zaczynają się buntować. Jeśli bodaj część białoruskiego społeczeństwa zmądrzała i wie już gdzie jest przyczyna zapaści to reżim będzie mieć kłopot. Poparcie dla prezydenta spada. Na ulicę wychodzą grupy młodych ludzi i stosują obywatelski opór w formie zbiorowych oklasków. Władzę i milicję wyraźnie to irytuje, wyłapują klaszczących, aresztują i sądzą za zakłócanie porządku.

Posłanie Poczobuta do kolonii karnej odbiłoby się szerokim echem. Lepiej więc odpuścić, uniknąć hałasu, a może nawet wywołać wrażenie, że sądy są niezależne, kraj demokratyczny, a władza liberalna. Bo prędzej czy później trzeba będzie wyciągnąć rękę i poprosić o pomoc. Rosja jej odmawia, co najwyżej kapnie drobna sumę. Prosząc o wsparcie Brukselę dobrze mieć jakiś argument w zanadrzu. Może nim być łagodny wyrok na Poczobuta. Ale byłby dobrze gdyby Bruksela (czy ktokolwiek inny) nie dała się wziąć na lep. Jeśli pomoc to na określonych warunkach, wyegzekwowanych do ostatniej litery. Żadnych targów ani przetargów. Łukaszenka tyle już razy nie dotrzymywał obietnic, kpił sobie z nich jawnie, że nie zasługuje nawet na cień zaufania. Ale Białorusinów poprzeć warto.

Jagienka Wilczak

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj