Voodoo. Jedna z najbardziej niezrozumianych i zniesławionych religii na świecie
Tam, skąd przyszło voodoo
Młody wyznawca voodoo z ceremonialnymi bliznami na twarzy.
Marta Zaraska/Polityka

Młody wyznawca voodoo z ceremonialnymi bliznami na twarzy.

Kapłanki częściej wpadają w trans niż kapłani. Podczas tego szaleńczego tańca zmienia się ich percepcja rzeczywistości i często tracą pamięć.
Marta Zaraska/Polityka

Kapłanki częściej wpadają w trans niż kapłani. Podczas tego szaleńczego tańca zmienia się ich percepcja rzeczywistości i często tracą pamięć.

Drewniane leleczki voodoo - to one narobiły tej religii złej opinii.
Marta Zaraska/Polityka

Drewniane leleczki voodoo - to one narobiły tej religii złej opinii.

Mimo, że obecnie laleczki voodoo stanowią tylko margines tej religii, to wśród turystów cieszą się dużą popularnością.
Marta Zaraska/Polityka

Mimo, że obecnie laleczki voodoo stanowią tylko margines tej religii, to wśród turystów cieszą się dużą popularnością.

Bóstwa syczące

Ouidah, Benin, stolica voodoo. To tu co roku 10 stycznia wyznawcy z całego świata zjeżdżają się, by celebrować festiwal voodoo. Środkiem 80-tysięcznego miasteczka przechodzi kolorowy, gwarny pochód. Pogrzeb. Egungun, duch zmarłego (czy raczej ktoś za niego przebrany), w różnobarwnym, kunsztownym kostiumie tańczy w środku tłumu, a chłopcy i młodzi mężczyźni przepędzają go kijami. Egungunów nie można dotykać (stąd kije), taki błąd grozi natychmiastową śmiercią.

W centrum Ouidah, w świątyni pytona, ziemia nasączona jest krwią. W niewielkiej chacie w głębi podwórka roi się od węży, a każdy z nich to wcielenie duchów. Kobieta w kolorowej sukience niesie świeżo zabitą kurę do ołtarza na świętym drzewie, polewa go sączącą się z ptaka krwią. Karmi bogów, modli się. W tle, nad głowami wyznawców voodoo, zarys chrześcijańskiego kościoła.

Wielu Benińczyków deklaruje się zarazem i jako wierni voodoo, i chrześcijanie. Nawet katoliccy księża i ewangeliccy pastorzy często wyznają voodoo. – Zanim wybudują nowy kościół, księża przychodzą do kapłana, żeby zakopać w fundamenty specjalne amulety, które zwabią do tego kościoła wielu wiernych – mówi Paul Akakpo. – Pastorzy smarują się mieszankami ziół, żeby przynosiły im szczęście. Wiedzą, że prawdziwą moc mają duchy voodoo.

Bóstwa polityczne

Droga z Cotonou do granicy odległego o 80 km Togo to jedna długa stacja benzynowa. Stragan za straganem uginają się pod ciężarem butli w przeróżnych rozmiarach, od butelek po coca-coli, po wielolitrowe gąsiorki po winie, pełne przemycanego z Nigerii paliwa. Aż trudno uwierzyć, że przy takiej konkurencji ktokolwiek może zrobić na sprzedaży benzyny interes. W porównaniu z Togo Benin radzi sobie jednak nieźle. Drobny biznes kwitnie (choćby te stacje benzynowe), Chińczycy budują drogi, a uczciwe wybory prezydenckie w 2006 r. i 2011 r. sprawiły, że Benin ma opinię modelowej demokracji w Afryce. Partii politycznych jest w bród, media są silne i wolne.

Nawet i w polityce jednak voodoo odgrywa sporą rolę. Były wieloletni dyktator Beninu, marksista Mathieu Kérékou (oddał władzę w 2006 r.), oskarżany był o używanie voodoo do zastraszania opozycji, a o jego ministrach mówiło się, że są czarownikami. Podobne oskarżenia padały też zresztą pod adresem przeciwników politycznych Kérékou mieli próbować odciągnąć dyktatora od władzy za pomocą klątw, m.in. zombifikacji (polega ona na tym, że czarownik kradnie komuś duszę i zamyka ją w słoiku lub butelce).

W Togo, doszczętnie zrujnowanym przez lata dyktatury rodziny Eyadema, voodoo jest dla wielu ostatnią nadzieją na lepsze jutro. Stolica kraju, Lome, to smutne, ponure miasto, tak inne od gwarnego, przedsiębiorczego Cotonou. Grupki sfrustrowanych młodych mężczyzn siedzą bezczynnie na chodnikach. Tuż przed wyborami prezydenckimi w 2010 r. ulice miasta co kilka dni wybuchały protestami. Nic to nie dało, głosowanie i tak zostało najprawdopodobniej sfałszowane i Faure Gnassingbe Eyadema pozostał u władzy.

– Jedyne, co możemy robić, to kupować magiczne amulety przeciwko Eyademie – skarży się Modeste, właściciel składu cementu w Lome. – Czasem myślę, że już tylko voodoo może nam pomóc.

To dlatego odwiedza od czasu do czasu Marché des Féticheurs na przedmieściach Lome, największy targ voodoo na świecie. Już od bramy przybysza wita duszący zapach prażonych w słońcu czaszek i gnijących piór. Gdzie spojrzeć, tam wypreparowane truchła zwierząt a to krokodyle, a to głowy psów, ptaki z powydłubywanymi oczami. Lokalni nazywają to miejsce apteką. Kapłan wysyła ich tu, by kupili kolec jeżozwierza na astmę czy nasiono mahoniu na poprawę pamięci (trzeba włożyć je pod poduszkę).

Na zapleczu jednego z niemal identycznych straganów Germain sprzedaje amulety. W rogu niewielkiego, pachnącego gliną pomieszczenia piętrzy się solidnie już zużyty posąg jakiegoś bóstwa. To do niego Germain modli się, grając przy tym na grzechotkach, zaklina amulety dla klienta. W ofercie: amulet telefoniczny na szczęśliwe podróże czy miniaturowy Legba do ochrony domu.

Bóstwa niezrozumiane

Na zewnątrz targowiska na pylistej ziemi leżą porozrzucane drewniane laleczki voodoo. – To dla turystów – mówi Joseph, jeden ze sprzedawców. – Te laleczki narobiły voodoo złej opinii – dodaje po chwili.

Kiedyś niewolnicy rzeźbili je przeciwko swoim białym panom. Dziś jak zapewniają Joseph i Paul Akakpo laleczki to margines voodoo. – Ciężko jest znaleźć czarownika, który chciałby i mógł rzucić klątwę – mówi Paul. – A jeśli będziesz się zbytnio dopytywać, ludzie dowiedzą się, że masz złe zamiary.

Voodoo jest jedną z najbardziej niezrozumianych i zniesławionych religii na świecie. W dużym stopniu winny temu był i jest Hollywood, który interesuje się niemal wyłącznie ciemną stroną voodoo: laleczkami i zombie. Większość z tych filmów jest przy tym naprawdę kiepska, od „Voodoo Man” (1944 r.), przez „Voodoo Dawn” (1991 r.), po „Voodoo Lagoon” (2006 r.). Poprawie image’u voodoo i lepszemu zrozumieniu tej religii nie pomoże też raczej najnowsza wystawa „Vodun, afrykańskie voodoo” w Paryżu (do 25 września w Fundacji Cartiera), która skupia się na pokazywaniu tego, co egzotyczne i makabryczne, bez tłumaczenia szerszego kontekstu. Tak jak nie pomoże im sprzedawanie laleczek voodoo (w komplecie ze szpilkami) prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego i Ségolène Royal, które w 2008 r. wypuściła na francuski rynek firma wydawnicza K&B.

Voodoo może Europejczyka szokować. Ale zdaniem kanadyjskiego antropologa Wade’a Davisa ciemna strona voodoo jest konceptem podobnym do idei piekła w tradycji religijnej Zachodu. „Jest potrzebna, aby dobro mogło ją zwyciężyć” mówił w wywiadzie dla amerykańskiego radia NPR.

I dlatego Paul Akakpo kręci głową na wiadomość, że w Europie ludzie myślą, że voodoo to coś złego.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj